Zarysowaliśmy dotąd tendencje, jakie zaznaczają się w samorzutnym rozwoju form życia społecznego, pod naciskiem polskiej ideologii grupy. Wskazaliśmy, że naturalna ewolucja („ciąg harmoniczny”) tych form, zmierza do swojego ideału, określonego przez „Zadrugę” mianem bieguna atomistycznego, (jako że najbardziej istotnym znamieniem tego ideału, jest atomizacja społeczeństwa); biegun atomistyczny realizuje harmonię socjalną, tzn. stwarza zgodność między formalną i faktyczną strukturą społeczno-polityczną, a postawami duchowymi, ożywiającymi przeciętną społeczną. W miarę osiągania harmonii socjalnej, w obrazie społeczeństwa występują następujące jego najistotniejsze cechy:

1. Atomizacja społeczeństwa, znajdująca swe źródło w personalistycznych założeniach światopoglądu społecznego. Naród przestaje być jednością – staje się agregatem, „sumą otoczek duchowych”, luźnym zespołem niepowiązanych funkcjonalnie indywiduów. Analogiczny układ w gospodarstwie społecznym. Suma „otok ekonomicznych”. Ideał drobnych gospodarstw wg ekonomiki katolickiej Św. Tomasza (stąd biegun tomistyczny) propagowany aktualnie przez Doboszyńskiego w jego „Gospodarce Narodowej”.

2. Osłabienie nurtu życia społecznego i atrofia więzów psychicznych, które spajają jednostkę z grupą, wskutek tego, że przyjęte zasady światopoglądowe przenoszą punkt ciężkości życia jednostki do jej duchowej persony, stąd, jednostka najszczytniejsze wg niej powołanie osiąga poza grupą, poza organizacją wszelką. Wyjątek stanowią potrzeby religijne i kościół.
3. Zanik władzy państwowej, (w nowoczesnym pojęciu) jako naturalny wynik zaniku potrzeb politycznych obywateli. Państwo przestaje być organem Narodu dla dysponowania istniejącymi w jego możliwościach zapasami energii, schodząc do roli „stróża nocnego”.

Tendencje wyżej zarysowane wyrastają, jako ciąg logiczny z podłoża, jakim jest ideologia grupy, czy inaczej ideał kulturalny Narodu. Temu ideałowi najbardziej odpowiadają. Dlatego przestrzegamy przed zbyt pochopnym kwalifikowaniem tych tendencji jako coś ujemnego, jako coś, co w „błędzie” znajduje źródło; przestrzegamy szczególnie tych, którzy stoją na stanowisku, że panująca ideologia grupy – ideał kulturalny polski stoi poza wszelką krytyką, jako wartość dla Narodu najwyższa. To zastrzeżenie szczególnie należy mieć na uwadze przy badaniu okresu naszej historii, zwanego „epoką saską”. Jest to bowiem ten okres naszych dziejów, w którym polski ideał społeczno-polityczny, pojęty in abstracto, niejako zmaterializował się w rzeczywiste formy narodowego bytu.

Zakładamy tutaj, że czytelnik ma w pamięci artykuł Z. Banasiaka z 1 (3) numeru „Zadrugi” pt. „konstelacja warunków zastanych”, w których autor scharakteryzował istotę ogromnego przełomu kulturalnego na przełomie wieku XVI i XVII, a który to przełom zapoczątkował Epokę Saską. Przypominamy tutaj tylko, że decydującą w nim rolę odegrał katolicyzm, pojęty zarówno jako polityczna siła kierownicza, działająca z zewnątrz, jak też jako czynnik ideowy – kulturowy – wychowawczy, działający od wewnątrz poprzez kształtowanie polskiego charakteru narodowego.

Takie zharmonizowane na dwóch frontach oddziaływanie katolicyzmu; realizującego bezwzględnie swoje cele, musiało wywrzeć na życie polskie doniosłe skutki, w szczególności w interesującej nas dziedzinie społeczno-politycznej.

Jak wiemy już z artykułu Banasiaka, konstelacja warunków zastanych, czyli po prostu układ ówczesnej sytuacji politycznej w Polsce sprawił, że Kościół dla zrealizowania swych celów oparł się o szlachtę darząc ją z kolei swym poparciem: „klasa szlachecka oparta o potężną organizację kościoła stała się chorążym katolicyzmu” (art. Banasiaka). Polityczne oddziaływanie Kościoła zmierzało więc do zapewnienia szlachcie roli decydującego i jedynego czynnika politycznego w państwie, z tym wyliczeniem, że szlachta wychowana w duchu na wskroś katolickim, ideały społeczne katolicyzmu realizować będzie spontanicznie, już bez bezpośredniego nacisku kościoła. Ta pozorna niezależność rozwoju „demokracji szlacheckiej” od wpływów kościoła Rzymskiego miała w owym czasie, a także ma i teraz, kolosalne znaczenie socjalne. Rozwój ten bowiem zyskiwał pozornie charakter czegoś swojskiego, wynikającego jakoby z ideałów czysto narodowych, polskich – co patriotycznie usposobionego szlachcica napawać musiało dumą już nie jako katolika, ale jako Polaka.

 

***

 

Nie będziemy tutaj przypominać obrazu życia polskiego z Epoki Saskiej. Historia dość szczegółowo obraz ten nakreśliła. Bezmiar ogromnego upadku narodu w tym okresie znalazł już wyraz w przysłowiach. Nam chodzi o rzecz ważniejszą: o ustalenie wiązadeł logicznych, które by połączyły niepojęte pozornie i oderwane zjawiska w całość, wyjaśniając ich pochodzenie i wspólne podłoże.

Katolicyzm w epoce saskiej osiągnął swój cel – stał się totalnym. Objął swym wpływem wszystkie dziedziny życia Narodu, wypełniając jego duszę zbiorową do najgłębszych bodaj zakamarków. Tendencje społeczne, które wykształciły się w konkretne formy ustrojowe w nim znalazły swe źródło.

W miarę gruntowania się w postaci duchowej przeciętnego Polaka ideałów personalistycznych i kontemplatywnych, wskutek dogłębnego wychowania katolickiego, postępuje atomizacja społeczeństwa. Stwierdza ją Korzon, nie podając jej przyczyn: „Wśród narodów europejskich, myślących pracujących wojujących, znoszących setki milionów do skarbu państwowego, wysyłających setki tysięcy wojowników na pobojowiska, Polska nie posiadała narodu ani polskiego ani nawet szlacheckiego, - liczyła około 11 milionów organizmów dwurękich”(1 Stąd jako dalsze , wtórne objawy - „prywata”, stan anarchii, rozkład Narodu na 11 milionów „otoczek duchowych”. 11 milionów indywiduów, osiągających każdy we własnym zakresie ostateczny cel swego ziemskiego bytowania wg głęboko odczuwanych przykazań religijnych.

Czy stan ten sprzeczny był z odczuciami jakie wyrastały z duszy rozmodlonego Narodu? Czyż można w czambuł potępiać „grzechy” Narodu epoki saskiej, skoro wypełniono jego jaźń zbiorową kryteriami, które ponad wszystkie doczesności stawiały „doskonalenie się wewnętrzne” i oderwanie od pokus grzesznego świata doczesności. Czyż naród wprawdzie zanarchizowany, politycznie rozpasany, ale jednocześnie głęboko religijny i w trosce o zbawienie wieczne budujący setki kościołów i klasztorów, był w niezgodzie z wpojonym mu dynamicznie systemem duchowym katolicyzmu? Sięgnijmy do autorytatywnych źródeł. Ksiądz St. Załęski pisze o tych czasach: „Społeczeństwo polskie było głęboko religijnym, a ascetycznym nastrojem ducha swego przypominało chrześcijański religijny świat wieków średnich... Taka zawadiacka szlachta jak Wielkopolanie rąbiąc się na sejmiku, plackiem padała gdy wśród niej wniesiono Najświętszy Sakrament”(2.

O rozroście katolicyzmu świadczą choćby takie cyfry: w roku 1565 na ziemiach polskich było 67 klasztorów(3, w połowie zaś wieku XVIII liczba ta wzrosła do 807 klasztorów męskich i 79 klasztorów żeńskich(4. Jakże można potępiać prywatę i egoizm szlachty, skoro z jej ofiarności stworzone zostało niezmierzone na ówczesne czasy bogactwo Zakonów Jezuickich, których dochody wg obliczeń Komisji Koedukacyjnej wynosiły 995 tysięcy zł p., wartość majątków na 25 milionów zł p.; oprócz tego kapitały sięgały liczby 7.555.000 zł p.

Można przytaczać niezliczone fakty z historii, mnożyć bodaj w nieskończoność najbardziej autorytatywne dane, które świadczą, że w Epoce Saskiej nurt życia duchowego narodu potoczył się prawidłowym torem, wynikającym z nakazów moralnych i etycznych spełnionego katolicyzmu. Całkowite niemal opanowanie przez Pijarów i Jezuitów szkolnictwa zapewniało wychowanie oświeconej warstwy narodu na przykładnych katolików, posłusznych sług Kościoła.

Komisja Koedukacyjna objąwszy szkolnictwo miała w 1776 r. 65 szkół, w tym 37 pojezuickich, 19 pijarskich i 6 bazylianów. Na 308 nauczycieli było 256 Jezuitów. W roku 1789 na 482 nauczycieli w całej Polsce było tylko 115 świeckich.

W zakresie wychowawczym i w metodach nauczania Jezuici i Pijarzy brali wzory z Akademii Krakowskiej, która pod czujnym okiem Zakonu Jezuitów tkwiła w scholastyce średniowiecznej; zresztą było to zjawisko nie tylko polskie, ale ogólno-katolickie. Studia filozoficzne wg ks. Kotowicza polegały na komentowaniu dzieł Arystotelesa i Św. Tomasza z Akwinu.

Dogłębne skatoliczenie Narodu ukształtowało jednolity, skończony, upowszechniony typ Polaka-katolika, który odtąd staje się zasadniczym elementem grupy społecznej. Wszystkie dziedziny życia Narodu stają się wykładnikiem oddziaływania tego typu. Pod naciskiem panującej ideologii grupy ewolucja zmierza do uzyskania harmonii socjalnej – katolickiej harmonii socjalnej. Przecież „cel społeczeństwa winien być ten sam co jednostki” wykłada Św. Tomasz z Akwinu. Społeczeństwo istnieje po to „aby człowiek znalazł w nim i przez nie środki do zapewnienia mu osiągnięcia swego celu” pisze Papież Leon XIII. W życiu więc zbiorowym występują te wszystkie elementy katolickiego światopoglądu społecznego, o których mówiliśmy w pierwszej części artykułu (poprzedni numer „Zadrugi”).

Ideał kontemplatywny, poniechanie życia wytężonego, twórczości, gromadzenia bogactw, wola minimum egzystencji, zanik potrzeb politycznych. Ideał personalistyczny skutkuje zasadę prymatu jednostki wobec grupy oraz postulat wolności. Te zasadnicze elementy ideologii grupy sprowadzają z kolei wtórne objawy: pauperyzacja, autarkizacja jednostki duchowa i ekonomiczna, anarchizacja życia zbiorowego, atrofia i woli państwowej itd.

Te wszystkie potworne dla potęgi Państwa i Narodu skutki, są nieprzewidziane. Zresztą nie należy ich brać pod uwagę skoro takie pojęcia jak potęga Państwa, jego siła gospodarcza i polityczna są zagadnieniami obojętnymi z punktu widzenia przeznaczeń jednostki, powołanej do zbawienia wiecznego.

Oto co pisze o tych czasach Korzon: „Duchowny najczęściej ponad interesy narodu kładł widoki swego wyznania, katolicki zaś biskup baczył na wskazówki udzielane z Rzymu. Tak w latach 1766-8 duchowieństwo polskie pobudzało ludność katolicką przeciwko współobywatelom dysydentom ze szkodą dla kraju, ale zgodnie z notą nuncjusza podaną Sejmowi”... ...”przestępstwa przeciw narodowi przez biskupów popełniane nie były uważane za skazę... - Tak Skarszewski(5 zawdzięczał swe ułaskawienie wstawiennictwu nuncjusza i z czasem zasiadał jeszcze na tronie arcybiskupim”.(6 

Idee państwowe, polityczne narodowe są obce polskim umysłom. „Cały zaś ogrom niebezpieczeństwa wyjaśni się nam wtedy dopiero gdy poznamy, jak głęboko i szeroko rozpostarła się ta choroba: głęboko, bo do zasadniczych kategorii myślenia politycznego, do pierwotnych instynktów sumienia, szeroko bo na ludzi wysokiego stanowiska, wykształconych, bo obeznanych z formami etykiety i dyplomacji, na mężów stanu i doktorów zarówno jak na gmin miejski, na prostaczków i wiejskich polityków”.(7

Jak widzimy, Korzon te drugorzędne i trzeciorzędne objawy życia społecznego traktuje jako „chorobę”, która toczyła Naród. Hipoteza „choroby” uniemożliwiła nauce polskiej historii zagłębienie i jedynie słuszne wytłumaczenie upadku Polski w tym okresie dziejów. Czyż nie uderza nas, że ta rzekoma „choroba” jest czymś zupełnie naturalnym, wynikającym z przyjętego ideału cywilizacyjnego, opartego o zasady katolicyzmu! Oto co napisał Kochanowski, autor „Ech prawieku”: „Polska urabiała swój ideał dziejowy w wolnym indywiduum ludzkim (postulat wolności), we wnętrzu własnym człowieka” (ideał kontemplatywny), stwarzając typ który „jest na skali idealizmu typem najwyższym. Polska kulturę wolności wewnętrznej wykołysała i wychowała, stworzyła moralne państwo, oparte nie na przemocy tylko dobrej woli zrzeszonych jednostek”. (suma otok duchowych). Polska wg Kochanowskiego o całe wieki wyprzedziła świat!!!

Że realizacja takiego ideału cywilizacyjnego sprowadziła jako wtórny objaw – słabość gospodarczą i polityczną Państwa, z której skorzystali „zacofani”, „barbarzyńscy” sąsiedzi – tym gorzej dla nich!

 

***

 

Gdy analizujemy formy polityczne „demokracji szlacheckiej” Epoki Saskiej i oceniamy je na skali ideałów i kanonów katolickiego światopoglądu społecznego (a więc i polskiego), to okazuje się, że istnieje zadziwiająca zgodność i harmonia. Okazuje się, że to „moralne państwo, oparte nie na przemocy tylko dobrej woli zrzeszonych jednostek” wyidealizowane przez wspomnianego Kochanowskiego, a tak zgodne z duchem katolicyzmu osiągnęło w Epoce Saskiej wysoki stopień doskonałości. Wykształciło konkretne instytucje prawno-państwowe, ustrojowe, które, powtarzamy, zbyt pochopnie z perspektywy upadku niepodległości historia traktuje jako „schorzenia”, „grzechy” itd. Czyż „źrenicę świętej wolności” - „liberum veto”, stojące na straży najszczytniejszego ideału człowieka, a więc i obywatela można traktować jako objaw wynaturzenia społecznego? Czyż nie należy sobie zdawać sprawy, że stanowiący filozofię narodową Katolicyzm a priori rozgrzeszał „liberum veto”. - Że skłonna do złego natura człowieka nadużywała najczęściej tej „świętej zasady” - to już sprawa dalsza. Jej skutki obciążają człowieka, a nie zasadę. (!)

W ideale społeczno-politycznym, zrealizowanym w Epoce Saskiej „Liberum veto” nie stanowi żadnej dysharmonii. Pamiętajmy, że katolicki ideał kontemplatywny, jako typ doskonałego życia wyzwala z człowieka popędy wegetacyjne, atwórcze. W grupie społecznej musi się to przejawić w atrofii zmysłu organizacyjnego, w zaniku potrzeb politycznych, w zaniku woli państwowej. Tym przecież odznaczała się szlachta, składająca się wówczas na pojęcie Narodu. Widzimy więc, że zanik potrzeb politycznych doskonale harmonizuje z „liberum veto”. Panująca w Sejmach polskich zasada jednomyślności uchwalania była tylko wykładnikiem zasady nadrzędności jednostki wobec grupy. I tu znowu sięgamy do źródła – do polskiej ideologii grupy. W świetle jej zasad, wszystkie inne pozorne błędy ustrojowe jak wszechwładza szlachty, słabość rządów, obce ingerencje, anarchia stają się nam zrozumiałe i okazują się jedynie naturalnymi przejawami (często być może wtórnymi, nieprzewidzianymi, a nawet współcześnie potępianymi), zrealizowanych tendencji społecznych, wynikających z ideału cywilizacyjnego jaki dostał się Narodowi Polskiemu wraz z katolicyzmem totalnym w Epoce Saskiej.

Na wstępie wyjaśniliśmy pojęcie harmonii socjalnej. Należy sobie uświadomić, że harmonia ta została w pełni zrealizowana. Stąd powszechna błogość i samouwielbienie się Narodu mimo widma upadku. Nieliczne odruchy spłoszonej błogości, wołania o reformy światłych umysłów spotykały się ze zdecydowanym oporem. Oto co pisze F. Bujak: „Rozstrzygającym... momentem dla upadku Polski był brak silnej i rozumnej woli do utrzymania się przy niepodległości państwowej w warunkach, w jakich się Polska znajdowała w XVII wieku. Że woli tej nie było w chwili ponownego rozbioru Polski, świadczy haniebne zachowanie się wobec Austrii i Prus szlachty w dzielnicach zabranych. Tym ludziom własne państwo było obojętne, a więc właściwie nie potrzebne.(8 Zestawmy te słowa wybitnego polskiego historyka z opinią wyżej wspomnianego Kochanowskiego, ba! Nawet samego A. Mickiewicza, który w „Prelekcjach Paryskich” z dn. 2.I. I 17.V.1842 r. twierdziła, że Polska wskutek swego przedwczesnego rozwoju po linii polityki chrześcijańskiej była (w XVIII w.) państwem odosobnionych w Europie, której dzieje potoczyły się po drodze niechrześcijańskiej.

A więc nie „wady” ustrojowe, nie „błędy” polityki, nie „choroba” Narodu doprowadziła do upadku niepodległego państwa, ale realizacja zasad społecznego światopoglądu katolickiego w życiu Narodu – była tego przyczyną. W istocie tak było!

Wg terminologii przyjętej w „Zadrudze” określamy to w ten sposób, że w Epoce Saskiej osiągnięty został biegun atomistyczny, tzn. kres, ku któremu zmierzała naturalna ewolucja życia zbiorowego Narodu pod naciskiem polskiej ideologii grupy. Osiągnięcie tego bieguna było równoznaczne z ustaleniem się zastygających w rozwoju form społecznych i państwowych, kryjących beznadziejną pustkę życia narodu, jego nędzę i słabość. Miejmy na uwadze jednak, że stan ten, zmierzony kryteriami katolickich prawd, prawd „absolutnych”, rządzących sumieniem narodowym, nie może być potępionym. I dlatego też potępionym nie został. Dopiero rozbiory niejakie otrzeźwienie spowodowały, lecz jakże nielicznych umysłów. A przecież historia nas poucza, że stan ten tak tragiczny i haniebny dla naszych dziejów, bo sprowadzający niewolę Narodu trwał na wiele lat przed faktycznymi rozbiorami. Dziwić się
należy, że niewola nie zaczęła się o 100 lat wcześniej, lub, jak pisze T. Korzon, że już w r. 1772 trzy dwory nie podzieliły całej Polski między siebie.(9

To powszechne zaślepienie, również nie było czymś nienaturalnym. Osiągnięcie swego ideału cywilizacyjnego, zrealizowanie chrześcijańskiego państwa polskiego musiało dobrych katolików, jakimi byli Polacy napawać przeogromną dumą narodową. Stąd też zrodziły się późniejsze, zwyrodniałe w swych założeniach koncepcje mesjanistyczne („Polska Chrystusem Narodów”). Stąd tytuł do wyższości, mimo własnego upodlenia. Stąd ta niezrozumiała zdawałoby się pogarda dla „barbarzyńskich” zaborców, którzy naturalnym prawem silniejszego śmieli wypełnić pustynię, jaką reprezentowało Państwo Polskie.
(dokończenie nastąpi).

 

Piotr Zimnicki. (właściwie: Stanisław Grzanka)

 

(1 T. Korzon – Dzieje Polski t. I. Str. 63.
(2 St. Załęski „Czy Jezuici zgubili Polskę?” str. 451.
(3 „Relacje nuncjuszów Apostolskich” t. I. p. p. 163-164.
(4 Grabowski: „Ojczyste Spominki” t. I. Str. 242
(5 Biskup Wojciech Leszczyc Skarszewski, za zdradę stanu skazany na śmierć przez Najw. Sąd Krym. Rzplitej w r. 1794. - Korzon „Dzieje Wewn. za St. Augusta t. I str. 261
(6 T. Korzon „Zamknięcie Dziejów Wewnętrznych Polski za Stanisława Augusta” str. 8
(7 Tamże – str.12.
(8 F. Bujak. „Przyczyny upadku Polski” str. 110.
(9 T. Korzon „Zamknięcie Dziejów Wewnętrznych Polski za Stanisława Augusta”. str. 35.

1937 - 1939 © ZADRUGA Pismo Nacjonalistów Polskich
Redakcja projektu www.pnpzadruga.pl - Odolan z Gostynia
ontwerp en implementering: α CMa Σείριος