Gdy umysł człowieka gubi się w chaosie rzeczywistości, dobrze jest uprzytomnić sobie podstawowy problem , zasadniczy punkt wyjścia. Ty zasadniczym problemem jest – pojmowanie sensu istnienia, postawa wobec tego co każdego z nas czeka – śmierci. Im bardziej realistycznie sobie to wyobrazimy, tym głębsza i zasadnicza będzie nasza reakcja na zagadnienie absorbujące nas w danej chwili.

Leży przede mną artykuł p. Czapińskiego w „Robotniku” pt. „o postawę duszy polskiej”. Zastanawiam się nad istotną reakcją powstałą w umyśle autora, której wyrazem jest ten tytuł. Stwierdzam, że różnie reagujemy reagujemy na te same problemy. Nacjonalizm nasz wynika jako prosta konsekwencja pojmowania sensu istnienia. Różnimy się zasadniczo od tego wszystkiego co się obejmuje terminem „katolicyzm”, a którego fundamentem jest zwierzęcy strach przed nieznanym, zagubionej w przestrzeni i czasie „persony”, „osoby”. Sądzimy też, że nasza reakcja jest męska. Takie ustosunkowanie się do bytu jest punktem wyjścia naszej krytyki rzeczywistości polskiej . I dlatego też nędza duchowa otaczającej nas współczesności, jest wstępem do olbrzymiego przewartościowania całej nadbudowy, wyższych pięter budowy socjalnej narodu polskiego. Uważamy więc pochlebny dla nas sąd p. Czapińskiego, iż postawiliśmy diagnozę choroby Polski, nieco za przedwczesny. Degradacja Polski jest funkcją urzeczywistniania się ideałów katolickich w życiu społecznym narodu. W trakcie tej pracy realizacyjnej w organizmie narodowym powstają niezliczone dalsze powikłania chorobowe. Przypomnijmy sobie nieśmiertelnego „człowieka śmiechu” Wiktora Hugo. Jest tam mowa to tym, jak zbrodniczy producent wytwarza karzełki poprzez zakuwanie dzieci w pancerz nie pozwalający na normalny wzrost. Obok zamierzonego celu występują, występują liczne powikłania w organizmie, coraz dalsze chorobowe oddziaływania na resztę organizmu danego osobnika. Analogicznie jest z narodem polskim. Diagnoza tylko wówczas będzie trafna, gdy obejmie całokształt tych schorzeń, wyjaśni ich związek i współzależność. Katolicyzm dziś nie chce uznać tych pochodnych jako skutków swych działań, buszuje bezkarnie, frywolnie mieszając skutki z przyczynami, stwarzając niezliczone dziwolągi w umysłowości polskiej. Powiedzieliśmy dopiero część zdania o diagnozie. Pisze p. Czapiński: „bierność polskiej psychiki raczej jest związana z gospodarczym ustrojem Polski, raczej jest wynikiem szlachetnej, feudalnej struktury Polski”. Zapytamy tylko: czy inne narody nie znały feudalizmu? Szlachty? Czy wielkość Prus, które stworzyły politycznie Niemcy, nie jest dziełem szlachty pruskiej, nawet wg źródeł niemieckich rasowo przeważnie słowiańskiej? Czy junkrowie (nazwa wywodząca się od „młodego szlachcica”) którym można zarzucić wszystko oprócz „bierności” mieli inną pozycję niż szlachta polska? Czy władztwo lordów angielskich, twórców Imperium, było mniej absolutne niż szlachty polskiej?

Historycy nasi w mig odpowiedzą: szlachta polska była egoistyczna, bez zmysłu obowiązku. Jak to pogodzić z nadmierną ofiarnością na cele kościelne, olbrzymi rozrost majątków duchownych od XVII w.?

Czy egoizm możnowładztwa był naprawdę tak wielki, skoro ród Sapiehów w krótkim czasie ufundował 30 klasztorów?

Nauka historii Polski jest to przerażający chaos wynikający z pomieszania przyczyn i skutków, który znów jest spowodowany przez niepojęte wprost (może świadome?!) stosowanie do struktury życia polskiego, rozwijającego się według zasad kanonicznych katolicyzmu, kryteriów najzupełniej obcych, z innej płaszczyzny, bo kryteriów bo kryteriów wydajności życiowej wg wzorca narodów posiadających ideały jakościowe różne. Przykładem może być choćby to, iż dla umysłowości kapitalistycznej nie do pojęcia są wszystkie wymiary społeczności socjalistycznej. Gdy rozpocznie swymi kryteriami oceniać socjalizm – cóż z niego zostanie?! Podobną postawę zajmuje wszak sam p. Czapiński wobec hitleryzmu i rzeczywistości społecznej przezeń stwarzanej.

Wyjaśnianie linii degradacji Polski strukturą ustroju gospodarczego nie doprowadzi nas do prawdy. Trzeba wyświetlić dlaczego on działał w pewien specyficzny sposób. I tu dopiero zderzamy się z „przeciętną społeczną” o pewnym profilu duchowym, determinującym typ jej codziennej aktywności; za tym idą dalsze ogniwa, które w „Zadrudze” omawialiśmy. Bez uwzględnienia tego, co my nazywamy „ideologią grupy' jest nieprawdopodobieństwem odcyfrować wszelkie związki. Zdajemy sobie sprawę, iż taki sposób ujmowania jest dla p. Czapińskiego jako konsekwentnego marksisty połączony z pokonaniem pewnego oporu myślowego.. Gdyby przyjął naszą metodę badania, wiele zagadnień wydałoby się znacznie mniej dziwnymi. I tak p. Czapiński wydaje się być zgorszony naszym stanowiskiem wobec tzw. sprawiedliwości społecznej i miłości bliźniego. Sprawiedliwość społeczna nie może być naczelnym celem; jest to ideał kwietyzmu i bezwładu i tego wszystkiego co w naturze ludzkiej jest małe i mierne. Najlepiej to oddać systemowi małości jakim jest katolicyzm. Dążymy do sprawiedliwości społecznej i o nią będziemy walczyć tylko dlatego, iż jest ona jako system życia zbiorowego warunkiem wydobycia z człowieka woli ku twórczości, woli wielkości narodu. Zagadnienie to jest bardzo głęboko odczuwane przez ludzi składających się na zespół „Zadrugi”. Prawie wszyscy pochodzimy z dołów społecznych, z polskiego lumpenploretariatu, a to zdaje się więcej znaczy aniżeli łzawe wylewności różnych „obrońców ludu”, „wrażliwych” na nędzę. Trzeba tę nędzę przeżyć, trzeba dzieciństwo przebyć w atmosferze duchowej „ubogiego ludu” ażeby do szlagwortu „sprawiedliwości społecznej” mieć właściwy dystans i oceniać jego ciężar gatunkowy. Gdy wracam myślą do tych chwil, widzę oczyma wyobraźni niesamowity proces: nędzę materialną, pożerającą w człowieku głów wielkości duchowej, zabicie w istocie ludzkiej tego, co wynosi go ponad zwierzę – postawy heroicznej wobec bytu.

Jeszcze kwestia „pozytywnych metod działania”. W pewnym stopniu ją określiliśmy powyżej. Działanie pozytywne staje się możliwym dopiero wówczas, gdy określone są warunki wśród których ma przebiegać. Powiedzieliśmy już, iż teoria rozwoju wewnętrznego Polski, czyli wyjaśnienie stanu współczesnej nam rzeczywistości jest zadaniem przyszłości. Nie pragnąc wcale pomniejszania swej roli, „Zadruga” jest zdania, iż wypowiedziała dotychczas dopiero pierwsze zdania. Rzutowanie już dziś „programu działania” o co nas ze wszystkich stron pytają, świadczy raczej o nikłym pojmowaniu ciężaru gatunkowego problemów przez nas stawianych. Co można powiedzieć o budowniczych gdyby rzucali przęsła mostu, nie wiedząc czy punkty oparcia dla przęseł są odległe o 10 metrów czy o 50? Takich techników społecznych Polska posiada krocie. Wśród nich „Zadruga” się nie znajdzie. Co innego kwestia wizji przyszłości. Gdyby to interesowało p. Czapińskiego moglibyśmy polecić pracę naszą sprzed 3 lat pt. „Heroiczna wspólnota narodu” wydaną w 1935 r.

Uwagi p. Czapińskiego, pełne lojalności, utrzymane w wysokim stylu, utwierdzają nas w słuszności naszych tez. Istota problemu, tkwi w głębokiej skłonności człowieka do wytężonego heroicznego życia, traktowania siebie jako czegoś, co wartość uzyskuje poprzez podporządkowanie się bez reszty wielkości narodu. Ten lub inny personalizm nie potrafi ukryć nędzy człowieczej w żadnych szatach pontyfikalnych. Sądzimy, iż tu się mieści źródło różnic.

 

Jan Stachniuk.

1937 - 1939 © ZADRUGA Pismo Nacjonalistów Polskich
Redakcja projektu www.pnpzadruga.pl - Odolan z Gostynia
ontwerp en implementering: α CMa Σείριος