W poprzedniej części niniejszego artykułu pisałem o tym, jak recydywa saska, ogarniająca nieubłaganie życie narodowe w państwie odrodzonym, doprowadzić musi do gruntownego skatoliczenia obozu pomajowego. Dla milionów Polaków, wydaje się to wprost niepojęte. Wszak tyle mówiono o pozycji „mocarstwowej”, „o misji stworzenia cywilizacji opartej na zasadach katolickich” - i teraz to wszystko ma być skutkiem recydywy saskiej? Nie łatwo to wytłumaczyć „polakatolikowi”, którego wyobrażenia, pojęcia, stosunek do bieżących zagadnień, jest już produktem przebiegającej recydywy saskiej. Decydujący nurt recydywy saskiej płynie przez głowy milionów Polaków, zaś przeobrażenia w polityce i gospodarstwie są tylko pochodnymi procesów duchowych, zaszłych w dziesiątkach milionów czaszek.

Dla umysłów ograniczonych falą recydywy saskiej, przemiany następujące w zewnętrznym życiu polskim są czymś, co napełnia uczuciem dumy, ekstazy, zadowolenia. Tylko jeden odcinek tych przemian zadowolenia nie budzi: obniżanie się względne potencjału polityczno-gospodarczego Polski, widmo zagrożenia państwa. Wiemy, iż proces ten jest nierozłącznie, strukturalnie związany z pierwszym, jest właściwie tym samym, widzianym tylko z innej strony tj. od strony wydajności życiowej, od zdolności do utrzymania się wśród danych warunków politycznych Europy Środkowej.

Recydywa saska stwarza w duszach polakatolików jednocześnie: poczucie błogości, mocy, ekstazy i... obniżanie się sprawności państwa, degradację. Tę istotną i naturalną jedność w sposób sztuczny rozrywa się. Proces recydywy saskiej w dziedzinie duchowej dający poczucie mocy i ekstatycznej sytości, chce się potraktować jako „siłę”, która ma „zwalczyć” objawy upadania – nożyce potencjałów zewnętrznych

 

ZŁĄCZENIE SIĘ KATOLICYZMU Z PAŃSTWEM
W ten sposób dojrzewa niezmiernie ciekawe zjawisko: połączenie się katolicyzmu z obozem majowym, z dzisiejszą „sanacją”. Poprzednio skreśliłem ten proces, naświetlając, w jaki sposób konieczność tego połączenia krystalizuje się w zbiorowej świadomości ciągu reformistycznego tj. w umysłach jednostek, składających się na ekipę obozu majowego. Dla papuzich umysłów olbrzymiej większości naszych „działaczy” politycznych ten proces rysuje się jako jakaś tam jeszcze jedna siuchta, wynik „rozmów”, taktyki itp. W rzeczy zaś samej, mamy do czynienia z niezmiernie doniosłym w konsekwencjach faktem dziejowym, wynikającym z rozwoju historycznego Polski, a stwarzanym przez te siły, które nam dały epokę saską i dzisiejszą jej recydywę.

W naszych oczach powtarza się zjawisko, które zaszło w Polsce w drugiej połowie wieku XVI. Są jednak i istotne różnice. Wzięte razem pozwolą nam pojąć mechanizm tego, co się dzieje, a raczej dziać się będzie w latach 1940-1945.

Katolicyzm, jako pewna koncepcja światopoglądowa, chcąc utrzymać się w życiu społecznym, musi mieć jakieś oparcie, jakieś ramię społecznego oddziaływania, dzięki któremu oprze się naporom innych konkurencyjnych koncepcji światopoglądowych. Czasy monopolu duchowego skończyły się z momentem zrodzenia się protestantyzmu. Tak było w XVI w.

Jak już o tym pisaliśmy, w XVI wieku kościół katolicki zagrożony w swym istnieniu, szukał oparcia, sprzymierzeńca. W całej Europie takim oparciem była władza królewska. W oparciu o władzę królewską, o aparat państwowy, udało się katolicyzmowi utrzymać się w Hiszpanii, we Francji, Włoszech. W tym samym czasie w Polsce nastąpiło wygaśnięcie dynastii Jagielońskiej i władza państwowa znalazła się „na ulicy”. Podjąć ją musiał stan szlachecki. Stąd koncepcja elekcji, pacta conventa, demokracja szlachecka. Zmusiło to kościół do uwzględnienia tej okoliczności, do przystosowania się. Tak połączył się katolicyzm z „narodem”, gdy natomiast gdzie indziej wiązał się z państwem. Chcąc utrwalić swoje wpływy, ogarnąć duszę zbiorową, kulturę i cywilizację narodów, kościół popierał, albo instytucję władzy królewskiej, albo – jak u nas – demokrację. Istotne wyniki skatoliczenia tych narodów były wszędzie te same, upadek kulturalny i cywilizacyjny. Natomiast pochodne były różne, gdyż tam gdzie kościół opierał się o władzę królewską, mieliśmy jej rozrost, absolutyzm, centralizację, rosnącą rolę administracji państwowej, instytucję skarbu królewskiego, stałą armię, w przeciwieństwie do jedynego kraju „demokracji szlacheckiej”, w którym wystąpiło zamieranie centralnej władzy, państwa, skarbu itd.

W Polsce odrodzonej kościół stanął przed zagadnieniem wyszukania sobie nowej bazy społeczno-politycznej. Koncepcja szlachecko-katolicka, która zapewniła kościołowi bezwzględne panowanie w XVI-XVIII w. skończyła się z momentem upadku Polski. Wprawdzie tradycje tej spółki przetrwały aż do czasu odzyskania państwa, to jednak bez trudu orientowano się w konieczności zmian i szukano nowego rozwiązania. Tym rozwiązaniem musiało się stać połączenie z państwem. Inna synteza w Polsce nie narzucała się jako możliwa.

Ciąg reformistyczny, wyłoniony po przewrocie majowym w 1926 roku posiada swój trzon w „ideologii państwowej”. Z nim też kościół połączyć się musi. Kościół katolicki szuka bazy dla siebie, zaś obóz pomajowy walcząc o „podźwignięcie” potencjału polityczno-gospodarczego Polski, w ekstatycznych nastrojach mas „polakatolików”, upatruje „sił”, które mogą być wciągnięte do działania.

Mamy więc proces odwrotny, niż to było w XVI wieku. W połowie XX w. kościół próbuje się odegrać, poprzez włączenie się w konkretny układ sił. Tak więc w Polsce połączy się w państwem, zaś na zachodzie Europy będzie kroczył drogą kojarzenia się z taką lub inną „demokracją”, z zmasoniałym liberalizmem.

 

ISTOTA KATOLICYZMU SUPERDYNAMICZNEGO.
Jest rzeczą oczywistą, iż gdyby nie istniały nożyce potencjałów zewnętrznych, sprawiane przez ciąg skatoliczonych pokoleń, realizując od XVI w. swoje ideały życiowe, z ducha „polskiej” kultury wysnute, gdyby nie istnieli „zaborczo” usposobieni sąsiedzi i „odruch spłoszonej błogości”, nie mielibyśmy ciągu reformistycznego, próbującego owe niemiłe, końcowe skutki łatać, nie mielibyśmy „ideologii państwowej” zasadzającej się na „idei” obrony, a tym samym kościół nie miałby się z kim połączyć.

Chcę w ten sposób zwrócić uwagę na skutki recydywy saskiej, ich kumulację, dzięki czemu następuje zagubienie powiązania przyczyny ze skutkiem i całkowita myślowa dowolność. Ciąg reformistyczny tj. dzisiejsza sanacja jest dalekim skutkiem recydywy saskiej, albo raczej odruchem samozachowawczym przed jej nieubłaganymi konsekwencjami, ale tylko w dziedzinie politycznej.

Połączenie się kościoła z państwem jest więc zdeterminowane przez rozwój historyczny.

Katolicyzm dzisiejszy, wypełniający sklepienia czaszek polakatolików, posiada styl wykształcony w epoce saskiej. Jest więc przede wszystkim „demokratyczny”, szlachecki w przeciwieństwie do katolicyzmu społecznego Zachodniej Europy, gdzie, dzięki wiekowej symbiozie z absolutną władzą królów był raczej monarchiczny, państwowy. Odwrócenie się sytuacji, o której mówiliśmy wyżej, pociągnie za sobą wielkie przeobrażenia w sferze sformułowań pojęciowych i niektórych założeniach ideowych.

Katolicyzm w Polsce w ciągu najbliższych lat, połączywszy się oficjalnie z państwem tj. z ciągiem reformistycznym, tym samym przejmie zasadnicze jego założenia. Przejąć musi na swoją własność świadomość zagrożenia państwa, dzięki „nożycom potencjałów zewnętrznych”, przejmie odruch spłoszonej błogości, przejmie „konieczności” państwowe, postulaty antynożycowe, a więc postulat jednolitej sprawnej władzy, podporządkowaniu państwa interesów jednostkowych, postulat rozwoju gospodarczego, podźwignięcia przemysłu itd., itp.

Odruch spłoszonej błogości, „idea obrony”, będzie posiadać jeszcze jedną motywację, tj. płynącą ze strachu o jedyną już większą i zwartą kolonię cywilizacji chrześcijańskiej, jaka uchowała się w Europie.

Przyjęcie tez obozu „ideologii państwowej” pociągnie za sobą konieczność zmiany stylu katolicyzmu społecznego. Wyłaniająca się z tego złączenia postać katolicyzmu superdynamicznego, będzie się w wielu punktach różnić od katolicyzmu szlacheckiego, demokratycznego, wypełniającego dziś atmosferę życia polskiego.

Przeobrażenia w dziedzinie ideowo-pojęciowej sięgną dość głęboko. Znając siły i kierunek ich działania, możemy już dziś, na kilka lat naprzód (o ile nie nastąpi wstrząs z zewnątrz) określić zasadnicze tezy tej „nowej”, „rewelacyjnej” postaci katolicyzmu.

Już dziś czynniki reprezentujące międzynarodówkę watykańską, narzucają nam z uporem „misję narodu polskiego”, polegającą na stworzeniu cywilizacji opartej o znane „ideały”, na realizacji „katolickiego państwa narodu polskiego”. Ten punkt jest wprowadzeniem do „katolicyzmu superdynamicznego”. Wynika bowiem zeń konieczność obrony „katolickiego państwa narodu polskiego” za wszelką cenę. Interesy „katolickiego państwa” (na większą skalę już jedynego w świecie), muszą być respektowane w daleko wyższym stopniu niż to wynika z tradycyjnego katolicyzmu. Jednostka w jej zabiegach wokół jedynie ważnego zadania – zbawienia swej duszy – musi być przygotowana na rezygnację z kroczenia utartymi ścieżkami. Trzeba bronić państwa, a co za tym idzie w pewnej chwili zachodzi konieczność położenia akcentu na doniosłość interesów państwowych, ich przewagę nad czynnościami zapewniającymi dotychczas jednostce szczęśliwość w niebiosach.

Innymi słowy: interes państwa, w katolicyzmie superdynamicznym, będzie respektowany w znacznie wyższym stopniu niż to było w katolicyzmie demokratycznym, szlacheckim, prosperującym, prosperującym od początku epoki saskiej, której fundamenty kładł z pobożnym zapałem już ksiądz Skarga.

Pociągnie to za sobą zmiany w ideałach wychowawczych, w systemie wychowawczym, dogłębnie ogarniętym przez katolicyzm. Zjawi się „rewelacyjna” idea „pracy d;a państwa”, jako nakaz moralny dobrego „nowoczesnego” katolika. Z kolei wywoła to zmiany w systemie wykładu „etyki katolickiej”, pewne przesunięcie w hierarchii cnót i grzechów oraz skali wynagrodzeń, dni odpustów Dowiemy się wówczas, iż posłuszeństwo i uległość władzy państwowej jest rzeczą usilnie od Boga zalecaną, zaś postępowanie inne, wypływające z norm katolicyzmu sasko-szlacheckiego jest rzeczą brzydką i grzeszną.

Również zalecenia do większej aktywności gospodarczej przybiorą postać „nowej” idei. W stosunku do tradycyjnego katolicyzmu nastąpią dość daleko idące zmiany, które w sumie biorąc – upodobnią katolicyzm superdynamiczny w wielu najistotniejszych punktach do tych form, które były właściwe Zachodowi Europu w XVI– XVIII wieku. Nawet szopki monarchistyczne znacznie się ożywią.

Wiele komizmu tkwić będzie w uniesieniach i olśnieniach „myślicieli” katolickich, którzy wszystkie te przeobrażenia wynikające z prawidłowego przebiegu recydywy saskiej będą traktowali jako przejawy „twórczości” ducha katolickiego i „polskiego”. Złudy te będą miały ułatwione warunki trwania, dzięki temu, iż na zachodzie, rozwój katolicyzmu potoczy się drogami czystej katolickiej „demokracji”, tej, którą przebył on u nas w XVI-XX wieku.

Z łatwością więc zrodzi się wiara, iż tylko „polski” katolicyzm „rozwija się”, kroczy z duchem czasu, jest twórczy, hierarchiczny, państwowy itp., inny zasię pogrążył się w marazmie i jest „statyczny”.

 

ROZŁUPANIE SIĘ KATOLICYZMU NA DWA ZWALCZAJĄCE SIĘ OBOZY
Połączenie się katolicyzmu z dzisiejszym „obozem państwowym”, tj. z sanacją, przyjęcie jej bagażu ideowego (ideologia państwowa) poprzez wyłonienie się nowej postaci „katolicyzmu superdynamicznego”, doprowadzi do powstania antagonizmu pomiędzy nim, a dawnym, tradycyjnym katolicyzmem.

W polityce nastąpią przesunięcia dość znamienne: aparat państwowy i kościelny stopią się niemal w jedno; stanie się więc coś co było znane w Europie zachodniej przed rewolucją francuską, lecz u nas nie istniało wcale. Jeszcze bardziej rzucać się to będzie w oczy w sferze ideowo-moralnej, gdzie będą wyprodukowane liczne pojęcia, godzące personalizm, wolność jednostki i system zabiegów mający zapewnić zbawienie wieczne z koniecznością „pracy dla państwa i narodu”.

Razem wzięte, będzie to coś mocno uderzające w katolicyzm szlachecki, „demokratyczny” - saski, stanowiący naszą „narodową” chlubę. Pomiędzy tym katolicyzmem, nazwijmy go „sasko-tradycyjnym” a superdynamicznym, zarysuje się mocny konflikt. Odtąd będziemy mieli dwa katolicyzmy: sasko-tradycyjny, demokratyczny, wolnościowy i superdynamiczny, hierarchiczny, państwowo-twórczy, „narodowy”, „polski”.

Tak jak w dziesięcioleciu 1926-1936 społeczeństwo rozpadło się na tych, którzy uznają nieubłagane konieczności państwowe i wyłonili „ideologię państwową” i na tych, którzy wierzą w wolną inicjatywę jednostki, demokrację, swobodę jednostki, praworządność, tak tez w nadchodzących latach podzieli się katolicyzm społeczny. Będziemy więc mieli ten sam ciąg reformistyczny, tj. obóz ideologi państwowej, ale dogłębnie przepojony „odwiecznymi prawdami”, skatoliczony i jemu przeciwstawiający się – wielki obóz obrońców jednostki i persony, też spod znaku zakrystii.

Czytelnik podążający za wywodami autora mógłby już z łatwością dopowiedzieć resztę: rzeczywistość społeczno-polityczna Polski, jaka zaistnieje z chwilą wyłonienia się katolicyzmu superdynamicznego, będzie w istocie swej powtórzeniem lat 1926-1937, ubranych w szatki katolickie. Poza postępami recydywy saskiej, bowiem nic się w Polsce nie zmieniło.

W istocie bowiem to, co stanowi naszą historię lat 1926-1940, jest stałym korygowaniem powikłań, które zostały stworzone przez przewrót majowy pod władzą Piłsudskiego. Przewrót majowy, dokonany przez Piłsudskiego był gwałtem w stosunku do istotnych sił działających na arenie życia polskiego.

Przewrót majowy w 1926, winien był wyjść z prawicy, z prawego katolickiego personalizmu. Na czele jego winien był stanąć Dmowski, lub nawet Piłsudski, ale jako wódz prawicy.

Zespołem organizacyjnych brył ludzkich o takiej treści wewnętrznej była endecja. Pomimo, iż u jej góry żyły jeszcze słabe refleksy myśli nacjonalistycznej. Ona reprezentowała istotne siły społeczeństwa. Laicki, lewy personalizm, będący produktem oddziaływań obcych cywilizacji, a więc czegoś zewnętrznego, bez korzeni w gruncie polskim, był już na fali odpływu, chociaż tego jeszcze nie dostrzegano. Widzimy to dopiero dziś, a jeszcze wyraźniej wystąpi to jutro. Pojmujemy też dlaczego bezwład polityczno-gospodarczy Polski 1918-1926, sprawiany przez pierwszy etap recydywy saskiej obciążał odpowiedzialnością endecję, dlatego w jej łonie, wcześnie zaczęły się kształtować ośrodki woli i wysiłku, usiłujące skutkom recydywy saskiej w dziedzinie polityki przeciwstawiać się. Żywe entuzjazmowanie się faszyzmem włoskim, nastroje wrogie demoliberalizmowi zwiastowały, dojrzewanie ciągu reformistycznego. Skatoliczona endecja, przygotowała się do roli „sanacji”. Wszak to Dmowski miał rzec: „musimy w najkrótszym czasie dokonać przewrotu”.

Stało się inaczej. Zwyciężył Piłsudski w oparciu o elementy laickiego lewego personalizmu. Gdy uświadomimy sobie, że lewica, jej bagaż ideowy, była wynikiem sił deformujących życie polskie w okresie niewoli (kapitalizm, prądy ideowe zachodniej Europy) i że była czymś zewnętrznym, powierzchownym, co ustąpić musiało gdy ów nacisk z zewnątrz ustał, (1918), to pojmiemy jak dalece przeciw naturze było oparcie się „ideologii państwowej” (ciągu reformistycznego) na elementach lewego personalizmu. Po 1918 r. ustał rozwój kapitalizmu, przemysłu, proletariatu fabrycznego. Rozpoczął się proces recydywy saskiej, katoliczenie tych pozycji, które w czasie niewoli zostały stracone. Wysepka lewicy w ramach „sanacji” musiała stopniowo tracić grunt.

Tak zdążaliśmy do katolicyzmu superdynamicznego, który jest pogrobowym zwycięstwem Dmowskiego i tych elementów reformistycznych, które dojrzały w Narodowej Demokracji przed 1926, lecz były uprzedzone przez Piłsudskiego w dojściu do władzy. Gdyby w 1926 roku przewrót majowy był dokonany przez Narodową Demokrację, mielibyśmy od razu do czynienia z katolicyzmem superdynamicznym. Ponieważ zwyciężyły elementy laickiej lewicy, proces ten doznał zahamowania i poprzez ewolucyjny rozwój dobiegnie swego kresu w 1940-1945 r.

W tym też czasie ujawni się konflikt pomiędzy katolicyzmem sasko-tradycyjnym i superdynamicznym. Będzie to powtórzenie walki „sanacji” z „opozycją” w łonie wyznawców „odwiecznych prawd”. Im bardziej katolicyzm superdynamiczny będzie sugerował koniecznościami państwowymi i koniecznością podźwignięcia wzwyż, tym większy będzie opór obrońców „człowieka”, wspartych o ideały „prawdziwego chrześcijaństwa” i o fundament tradycji „narodowej”. Katolicyzm sasko-tradycyjny, będzie szukał oparcia o wzory zachodnioeuropejskie, zbliżając się jednocześnie do niedobitków obozu lewego personalizmu, zajmującego w stosunku do katolicyzmu superdynamicznego tę samą pozycję, jaką zajmował wobec dawnej sanacji w latach 1926-1938. Będzie to stanowisko jedynie konsekwentne, gdyż istotne elementy sytuacji wewnętrznej Polski, wyjąwszy postępy recydywy saskiej, motoru opisywanych zmian, pozostają te same. Ciąg skutków, wyrastający z personalistycznego typu kultury narodowej, będzie niezmienny. Niezmienne też będą ich pochodne.
(c.d.n)

 

( Jan Stachniuk - w oryginalnym wydaniu tekst bez podpisu autora)

1937 - 1939 © ZADRUGA Pismo Nacjonalistów Polskich
Redakcja projektu www.pnpzadruga.pl - Odolan z Gostynia
ontwerp en implementering: α CMa Σείριος