Ideały wychowawcze katolicyzmu

Przed niedawnym czasem wpadła mi w ręce odezwa Komitetu Budowy Pomnika ks. Piotra Skargi w Grójcu, z której się dowiedziałem między innymi, że Skarga to „Wielki Człowiek, Wielki Polak, Świątobliwy Kapłan”.

Mógłby kto zauważyć, że to nieładnie, iż dopiero tak późno dowiedziałem się o tym. Przyznaję, że nieładnie, ale się zaraz wytłumaczę dlaczego. Przede wszystkim to zbyt mało czytuję publicystykę tzw. norodowo-katolicką, a ściślej polsko-watykańską, a poza tym nie chodzę na kazania w ogóle, a jezuickie w szczególności. Moje dotychczasowe wiadomości o Skardze pochodzą z czasu niewoli kiedy marzyło się nie o Polsce katolickiej, watykańskiej, jezuickiej, dewociarskiej, częstochowsko-procesyjnej, ale o Polsce po prostu. Naonczas Skarga to była stara piękna polszczyzna, przeplatana jeno nieco latynizmami, nic więcej. Nawiasem dodam, że moi nauczyciele historii i polonistyki nie byli nic a mesjanistami. Dziś Skarga, ów Jezuita, członek zakonu chlubiącego się tym, że jest najbardziej ze wszystkich międzynarodowy, ów intrygant polityczny, który wbrew interesom Polski, a zgodnie z interesami międzynarodowej kasty kapłańskiej podżegał królów Batorego i Zygmunta III do tępienia „heretyków”, dziś Skarga wychodzi na „Wielkiego Polaka”. Ano obaczymy. Będziemy badać Skargę metodą, której ani on, ani Jezuici, ani żaden katolik w ogóle kwestionować nie mogą, bo metodą zaleconą przez ewangelię, a określoną słowy, którymi Jezus ostrzegał swych adherentów przed fałszywymi prorokami: „Z owoców ich poznacie ich”.

 

GŁÓWNE DZIEŁO SKARGI
Poznamy zatem Skargę z jego „owoców”, którymi są dzieła pisarskie tego „Świątobliwego Kapłana”, a wśród nich najprzedniejsze – „Żywoty Świętych”. Jest to księga przewyższająca rozmiarami (2300 stron druku dużego formatu) wszystkie inne płody pióra Skargi razem wzięte; księga zarazem, której autor poświęcił pracę niemal całego swojego życia, którą kilkakrotnie przerabiał, aż do śmierci, tak że ostatecznej redakcji już wydać nie zdążył.

W dziele tym, dziwnym trafem najmniej branym pod uwagę przez jego biografów, najplastyczniejszy znalazły wyraz ideały Skargi. On sam wyjaśnia w przedmowie, dlaczego mu najwięcej czasu i trudu poświęcił. Żywoty te – mówi – są „żywą Ewangelią”, a święci są „jako twarz i obraz i podobieństwo Boga”, „piękniejsi oni są niźli niebo, słońce i gwiazdy, a komorą są ozdobione i łożnicą Pana swego”. Aby czytelnika zjednać tym skuteczniej, Skarga wysuwa siebie tylko jako tłumacza, a podkreśla, że sławne te żywoty „pisali wielcy Święci i Doktorowie, jak Atanasius, Hieronim, Augustyn, Ambroży, Bazylius, Nazjanzenus, Gregorius Rzymski i Turoński, Beda i inni głowni i wielkiej pobożności i prawdy, a jako zmyślać co mogli, u których nigdy w uściech ich kłamstwo miejsca nie miało”.

Jak widać z powyższych uwag do „Żywotów Świętych” przywiązywał Skarga znaczenie zasadnicze. Miała to być księga pouczająca masy katolickie, jak należy stosować w życiu ewangelię, coś w rodzaju poradnika na każdy dzień. Na skutek olbrzymiej propagandy zakonu, który zdołał uchwycić w swe ręce wychowanie narodu, „Żywoty Świętych” stały się najpopularniejszą, w wielu domach jedyną, książką w Polsce przedrozbiorowej (1. Świadczy o tym i liczba i rozmiary wydań: 7 za życia autora, 20 po jego śmierci (z tych tylko jedno w dobie rozbiorów i jedno po rozbiorach), jak zapewnia ostatni wydawca, „w przeważnie wielkiej, czasem bardzo wielkiej ilości egzemplarzy”. Nie kazania sejmowe, których nikt nie czytał, ale „Żywoty Świętych” Skargi były istotnym wychowawcą narodu, były jakby magazynem, z którego pokolenia Polaków XVII i XVIII wieku czerpały życiową mądrość. Wydawca z roku 1933 twierdzi nawet, że „społeczeństwo zrosło się duchowo z tem przedziwnem arcydziełem, że chce je zachować w skarbcu tych dzieł, któremi nadal żywić się będą długie pokolenia”. Obaczmy wreszcie, jakimi to ideałami karmił Skarga pokolenia epoki Saskiej i ją poprzedzającej.

 

SKARGA APOTEOZUJE ŻYDOSTWO
Pełny tytuł dzieł brzmi: Żywoty Świętych Starego i Nowego Zakonu na każdy dzień, przez cały rok, wybrane z poważnych pisarzów i doktorów kościelnych”. Jak widzimy „Wielki Polak” każde czcić sarmatom świętych chrześcijańskich na równi z świętymi żydowskimi. Jest to stanowisko prawomyślności katolickiej, według której żydostwo przedchrystusowe było safesem, w którym Bóg do czasu przechowywał chrześcijańską prawdę. Podobnie jak chrześcijaństwo, miało i ono swój stan kapłański, którego następcą jest hierarchia rzymska, swą ofiarę figurującą katolicką mszę, swoje objawienia boskie, które weszły do skarbca objawień chrześcijańskich i... swoich świętych, którzy po dziś dzień ozdabiają katolicką listę oficjalnie zweryfikowanych wybrańców bożych.

Lista tych świętych, podana przez Skargę, jest spora i zawiera szczegóły do najwyższego stopnia frapujące. Czyż nie jest rzeczą wielce osobliwą, gdy Skarga – zgodnie zresztą z najwybitniejszymi pisarzami i doktorami kościoła rzymskiego umieszcza wśród świętych starozakonnych obok Izaaka, Mojżesza, Aarona, Samuela, Izajasza, Jozuego, Anny, Rut, Rebeki, także Samsona, którego najmilszym zajęciem było kastrowanie Filistynów, dalej Abrahama, wyrodnego ojca, Lota pijanicę i kazirodcę. Judytę mordującą skrycie przyjaciela, Dawida przebiegłego wiarołomcę i mordercę oraz Rahab, straszliwą Rahab, sprzedającą nie tylko swoje ciało ale i swą ojczyznę wrogom!

Do jakichże to cnót rodzinnych pobudzał się Sarmata, gdy czytał u Skargi, jak to święty Abraham niewolnicę z dzieckiem przez siebie spłodzonym wyrzucił z domu w pustynię na pastwę głodu i dzikich zwierząt (Agar i Izmael)? Albo jak do Egiptu przybywszy, rozmyślał: „Żonę mam urodziwą, dla niej Egipcjanie zabiją mnie, a sobie ją wezmą, co mam czynić? Nauczył żonę i prosił, aby go bratem zwała, a nie mężem, żeby dla niej u onych ludzi bezpieczniejszy być mógł”. Tak się też stało. Piękna Sara poszła do haremu faraona jako siostra Abrahama, a sprytny rajfur prowadził w spokoju interesa.

A jakże budującym jest sposób, którym „Wielki Polak” usprawiedliwia Lota i jego córki. Po katastrofie Sodomy i Gomory córki Lota – mówi Skarga – ukryte w jaskini pustynnej, „rozumiały, że już ludzi na świecie nie ma , jedno same z ojcem zostały”. Uradziły więc upić ojca i w tym stanie zapobiec zagładzie rodzaju ludzkiego. Pomysł wprowadziły w czyn, który Skarga tak usprawiedliwia: „te niewiasty prosty umysł a grzechem ani chęcią nieżądną niezarażony miały, nie rozkoszy swej w tem ale pożytku pospolitego ludzkiego szukając; i ojciec najmniej nie czuł ani wiedział, co się działo. A to, iż się upoić dał, wymówki potrzebuje i ponieważ mocny mu napój dano i że nadzwyczaj więcej nie pijąc, onym się w mocy napoju nie wiedząc zaraził”. „Wielkich cnót krom wątpienia i święty człowiek był ten Lot”, dodaje Skarga jakby w przewidywaniu, że jego usprawiedliwienia nie znajdą wiary.

 

SKARGA POCHWALA ZDRAJCZYNIĘ
Ale nawet cynik się zdumieje, gdy wśród świętych Skargi znajdzie Rahab i przyczyta hymny pochwalne ku jej czci. Rahab, młoda Chanaanitka miała gospodę w warownym Jerycho położoną, tuż przy murach obronnych miasta. Przyjezdni korzystali z jej usług pod każdym względem. Od nich dowiadywała się, że ku Jerychu nadciąga z Egiptu chmara Izraelitów, łamiąc po drodze zwycięsko wszelkie opory i na wszelki wypadek postanowiła się ubezpieczyć. Pewnego dnia stanęli w gospodzie dwaj szpiedzy wysłani przez Żydów na zwiady. Miejsce ich pobytu zostało wyśledzone przez kontrwywiad; zanim jednak zdołano ich ująć, Rahab mająca wszędzie stosunki, zwęszywszy co się święci, uprzedziła szpiegów i ukryła na dachu swego domu. Gdy wywiadowcy miejscy przybyli doi oberży, aby aresztować szpiegów, koryntianka oświadczyła, że ci opuścili już dom i miasto. Straż puściła się w pogoń, a Rahab jeszcze przez trzy dni ukrywała szpiegów troskliwie aż do powrotu pogoni, po czym nocą spuściła ich na sznurze za mury miasta. Przed tym jednak wymogła na nich przysięgę, że po zdobyciu miasta Żydowie oszczędzą ją, jej rodzinę i domostwo. Najeźdźcy ocenili przysługę im wyświadczoną i nie tylko darowali jej życie, ale jeden z ich wodzów pojął zdrajczynię za małżonkę.

Tyle historia. Po wszystkie czasy zdrada narodu piętnowana jest stygmatem niezatartej hańby. Inaczej na tę sprawę patrzył Skarga i ludzkie spod tego samego znaku. Posłuchajmy bowiem, co pisze o Rahab: 'Wielki wzór opatrzności boskiej nad wybranymi swymi jest Rahab nierządnica, którą prorockie i apostolskie pisma wysławiają i nam ją za przykład wiary, dobrych uczynków, usprawiedliwienia i cnót wszelakich stawiają”. Tak oto Rahab, sprzedajną zdrajczynię swej ojczyzny, pasował ten „Wielki Polak” na wybrankę bożą i zwierciadło cnót. Dlaczego? Cóż ją rozgrzeszało w jego oczach z ponurej zbrodni z której nie ma rozgrzeszenia? Fakt, że Rahab pochwaliła wobec szpiegów Jehowę, który był bogiem Izraela, proroków, ojców kościoła i Skargi, nie wyjaśnia bez reszty zachwytów „Świątobliwego Kapłana” nad zdrajczynią. Fakt, że oddała przysługę plemieniu, które Skarga uważał za naród przez Boga wybrany i z którym każdy prawdziwy chrześcijanin sympatyzuje najgłębiej, tłumaczy się tylko do pewnego stopnia. Ostateczne przyczyny zjawiska pomijanego przez piewców Skargi tkwią głębiej. W ideologii, której hołdował Skarga jedynie i wyłącznie, w chrześcijaństwie takie wartości jak ojczyzna, naród a nawet państwo nie są brane pod uwagę (chyba o tyle o ile stanowią pognój dla międzynarodowej kasty kapłańskiej). Stąd też etyka katolicka, ta sama etyka, która reguluje najdrobniejsze i najbłahsze sprawy w stosunku jednostki do jednostki, nie interesuje się wcale stosunkiem jednostki do narodu. Dlaczego zbrodnie takie jak sprzedawczykostwo narodowe, zdrada ojczyzny nie istnieją w nadzwyczaj drobiazgowym skądinąd moralnym kodeksie katolickim. W tych warunkach zdarzyć się może i zdarza się, że zdrajca narodu może być świętym Kościoła rzymskiego, jeżeli za życia oddawał mu usługi. I znamy pewien bliski nam naród, któremu kazano czcić własnego zdrajcę jako świętego...

Streszczając się, powiedzieć należy, że w swych „Żywotach Świętych” Skarga każe Polakom czcić starozakonne żydowskie osobistości, wśród których są osobniki o nijakiej wartości moralnej, a koroną tych zabiegów, graniczącą z cynizmem, jest apoteoza Rahab, sprzedajnej zdrajczyni swej ojczyzny.

 

SKARGA WYSŁAWIA NEGACJĘ ŻYCIA
Przechodząc do świętych Nowego Zakonu, powiedzmy od razu, że tak jak ich maluje Skarga, zasadniczym tonem, który brzmi w życiu każdego z nich bez wyjątku, jest nieufność, pesymizm i wrogość wobec wszystkiego, co się wiąże z tym życiem, wrogość nie tylko wobec dóbr tzw. materialnych ale i duchowych; motywem zaś tej negacji są wyimaginowane wartości „tamtego świata”, a podstawą doktrynalną ewangelie i pisma apostolskie. Zauważyć nadto należy, że pod tym względem nie ma żadnej różnicy wśród świętych najdawniejszych, późniejszych i ostatnich. Stwierdzenia te podkreślamy tym mocniej, że moderni apologeci katolicyzmu spod znaku Ketteler-Maurras, u nas Górki i mniej lub więcej udolni jego uczniowie, wysuwają tezę, że negacja wartości tego życia i tego świata cechuje tylko pierwotne chrześcijaństwo i jest proweniencji nie ewangelicznej lecz obcej: manichejskiej. Rozumiemy doskonale pobudki modernych apologetów: wobec naporu haseł dynamicznych, wobec akcentowania w najnowszych prądach spraw tego świata a bagatelizowania tamtego, należy przekonać ludzi, że katolicyzm to właśnie afirmacja życia, twórczość itp. Ale są to trudy syzyfowe. Aby ta sugestia miała powodzenie, musiałby katolicyzm przekreślić ewangelie, pisma apostolskie, wszystkich ojców kościoła i wszystkich swoich... świętych czyli przekreślić siebie.

Świętych nazywa Skarga „żywą ewangelią”. I słusznie. Ideały, które oni wcielali w życie, są ideałami ewangelicznymi. Wszyscy zresztą mieli tę świadomość, że żyjąc tak jak żyli, naśladują Jezusa Chrystusa, acz nieudolnie i wcielają w czyn jego naukę. Św. Franciszek z Asyżu (1226) (2 zawdzięczał swe „nawrócenie” - jak mówił – tym słowom Jezusa: „Jeśli chcesz być doskonałym, idź, przedaj co masz, daj ubogim, a przyjdź i naśladuj mnie”. Św. Eufrozyna (ok. r. 430) posłyszawszy słowa Ewangelii: „Kto miłuje ojca i matkę, brata i siostrę więcej niźli mnie, nie jest mnie godzien” opuściła ojca samotnego i bardzo do niej przywiązanego, gdyż była jedynym jego dzieckiem i zamknęła się w klasztorze. Św Mikołaj z Tolentynu wszedł na tą samą drogę przynaglony słowami Jana apostoła: „nie miłujcie, chrześcijanie świata tego, ani tego co na nim jest, bo świat i żądza jego mija”. Gdy bracia św. Bernarda (ok. 1210) szli do klasztoru, najstarszy z nich rzekł do najmłodszego, który miał pozostać w domu: „Wszyscy idą do klasztoru, więc ty sam dziedzicem wszystkich włości będziesz”. A na to odpowiedział najmłodszy: „nierówno się dzielim, mnie dajecie ziemię, a sobie bierzecie niebo” i w krótkim czasie do klasztoru pobieżał”.

Klasztory były najpospolitszymi fabrykami świętych i można je scharakteryzować jako zorganizowane mordowanie życia. Istota klasztornego życia polegała (i polega po dziś dzień!) na stłumieniu woli, umartwieniu ciała i odtrąceniu możliwości posiadania. Święci są namacalnymi dowodami bezwzględności i krańcowości tej negacji. Św. Melania (ok. 400) uczyła swe mniszki posłuszeństwa. „Młodzieniec jeden prosił się do klasztoru, rzekł mu starszy: bij ten słup kijem, łaj mu i fukaj nań. On tak uczynił. Spytał go: A coć ten słup mówił Rzecze: A jako ma mówić? Odpowie starzec: Chceszli ty takim być jako ten słup, tak cierpliwym i posłusznym, tedyć wrota otwarte”. To przekreślenie absolutne swej woli, a raczej to podeptanie godności człowieczej uzasadniali święci chęcią naśladowania Jezusa, który według Pawła apostoła, „stał się posłusznym aż do śmierci”. A że powiedziano też o Jezusie, iż nie miał gdzie by głowę skłonił, należało go naśladować i w ubóstwie, iżby też dostąpić błogosławieństwa, które przyrzekł ubogim. Stąd święta Teresa hiszpańska (ok. 1515), „gdy widziała, że choć potrzebnego czego jej nie dostawało, bardzo się cieszyła i za to Bogu dziękowała, gdy zaś dostatek spostrzegła, frasowała się”.

Najwięcej trudności nastręczała abnegacja ciała, ale i tę praktykowano, gdyż św. Paweł tak wymownie zachwalał dziewictwo, a Jezus wprost oświadczył: „Błogosławieni, którzy siebie sami eunuchami uczynili dla królestwa niebieskiego”. Nie spotykamy się w prawdzie wśród oficjalnych świętych z wypadkiem w stylu sławnego pisarza chrześcijańskiego Orygenesa, który tak dosłownie wziął sobie do serca słowa ewangelii, że się własnoręcznie wykastrował. Ale to co pod tym względem robili święci, nie odbiega znowu tak dalece od Orygenesa. Buntujące się wiecznie ciało starano się ukrócić za pomocą najrozmaitszych sztuczek i sposobów zwyczajnie równie nierozumnych jak okrutnych. Tak więc św. Teresa z Avili „czyniła dyscypliny aż do krwi, pokrzywami aż do ropienia parzyła się, stąd poczyniły się wrzody, które powtórzonymi dyscyplinami rozpókłszy się, znowu odnawiać się musiały”. Zaznaczyć należy, że Teresa z Avili uchodzi za świętą wyjątkowo subtelną.

 

POZA OBRĘBEM KULTURY
Abnegacja ciała podprowadziła do gynofobii i poniżenia kobiet wbrew temu co się mówi o podźwignięciu niewiasty przez chrześcijaństwo. Skarga notuje z uznaniem następujący fakt z życia Ś. Bernarda (1210): Gdy zamężna siostra przyszła go odwiedzić w klasztorze, a odźwierny mu szepnął, że ładnie jest ubrana, Bernard rzekł: „sieci na niej diabelskie na zwodzenie dusz; i wyniść do niej nie chciał i żaden brat rodzony się jej nie ukazał. A ona frasując się narzekała u wrót i płakała. A gdy usłyszała przez wrota, iż ją gnojem pięknie obwinionym zwali dopiero tym więcej wołała płacząc”. W końcu Bernard wyszedł do niej, lecz na to jedynie, by ją sfukać i namówić do opuszczenia męża a zamknięcia się w klasztorze, co Skarga poczytuje mu za wielką zasługę. Znowu notujemy, że tak te sprawy odczuwał Bernard z Clairvaux, oficjalny ojciec i doktor kościoła, doradca papieży i apostoł wojen krzyżowych. Czego się spodziewać od zwyczajnych świętych szeregowców?

Odtrącenie i pogarda świata – jak się rzekło – dotyczy nie tylko tzw. materialnych dóbr ale i duchowych. Opowiadanie o zasługach średniowiecznych mnichów w dziedzinie konserwacji starożytnych arcydzieł pióra polega na nieporozumieniu. Jeżeli je przepisywali, chroniąc w ten sposób od zniszczenia przez ząb czasu, to nie wypływało to ze chrześcijańskich pobudek, wprost przeciwnie czynili to parci antychrześcijańskim instynktem życia i twórczości. Chrześcijanin, który w nich tkwił, buntował się na ten widok i groził piekłem. Świadczy o tym choćby taki obrazek z życia św. Hieronima (ok. 400). „W gorączce wydało mu się, że jest na sądzie bożym. Na pytanie: ktoś jest? odpowiedział: jestem chrześcijanin. Ale usłyszał głos: Nie tak jest, aleś ty jest cyceronianin. I za to iż tak pilnie bawił się cyceronowymi księgami, ubiczowany jest tak, że przyszedłszy ku sobie siności na grzebiecie uczuł”.

 

U GRANIC OBŁĘDU
Tępienie życia i jego instynktów musiało wywołać w ostatecznym rezultacie nader ujemne objawy. Są to przede wszystkim karykaturalne formy abnegacji, przejawiające się niemal u wszystkich świętych, zapoznanie najprostszych powinności przyrodzonych, chorobliwe cierpiętnictwo,maniackie zapasy z diabłem, bolesne kompleksy i urazy wywołujące skrupuły oraz inne objawy graniczące z obłędem. Ks. Skarga stara się nadać im pozory bohaterstwa nie zawsze możliwego do naśladowania. Niechże jednak czytelnicy sami osądzą.

Osławiony św. Symeon Słupnik (ok. r. 380) uplótł grupy powróz z palmowych włókien i „onym ściskał się w lędźwiach tak mocno, że sznur wpił się w ciało i krew ciekła”. Na wielki post kazał ten święty zamurować się w komorze, a gdy go z Wielkanocą odkopano, ledwie dawał znaki życia. „Na wierzch góry jednej wstąpił i tam aby z niej nie schodził, łańcuchem się żelaznym na dwadzieścia łokci za nogę przykuł.” Ostatnie 30 lat życia spędził stojąc na słupie, jak zapewnia Skarga, „nie bez woli bożej i wielkiego pożytku ludzkiego zbawienia”.

O św. Małgorzacie, królowej węgierskiej, (ok. 1248) pisze Skarga, że „przez cały wielki post nigdy się nie przewłóczyła, acz i innych czasów rzadko i wszom się nie bardzo sprzeciwiając, dla których gdy inne się jej strzegły siostry, które gdy jej mówiły, aby uprać szaty dała, odpowiedziała im: „Niech ciało moje dla Pana mego Jezusa Chrystusa robaki jedzą”.

Taż sama święta, gdy jej doradzano, aby sobie upatrzyła męża, wzdrygała się jakby na widok grożącej jej hańby i mówiła: „Rychlej bym sobie nos i usta urżnęła i oczy wyłupiła , niźlibym na które małżeństwo zezwolić miała”. „Wielki Człowiek”, Skarga, bardzo chwali takie stanowisko.

Gorzej było, gdy obłęd chrześcijańskiej abnegacji spadał na biedna duszę już po zapadnięciu klamki (ślub). Wówczas deptało się ze spokojem najprostsze obowiązki rodzinne i społeczne. Tak św. Melania robi sceny małżonkowi, aby ją od powinności małżeńskiej uwolnił. Św. Paula Rzymianka (ok. r. 400) „zostawowała syna maluczkiego i Rufinę (córkę), których sieroctwo, acz ją wielce bolało, wszakże nad nimi płacząc, nie poczuwała się być matką, chcąc być chrystusową niewolnicą”. Zostawiwszy tedy dwoje drobnych dzieci na łasce obcych ludzi, nieprzykładna ta matka z najstarszą córką Eustochią do Palestyny się przeniosła. Życie jej upływało odtąd na odmawianiu Psalmów Dawida i udzielaniu jałmużn klasztorom, w którym to celu sprzedała ogromny majątek rodzinny i pozaciągała mnóstwo długów. Gdy jej zwracano uwagę, że winna dbać o przyszłość niezaopatrzonej córki, odpowiedziała: „Bóg mi świadek, iż dla imienia jego wszystko czynię i tego pragnę abych żebrząc umarła, a jednego pieniądza dla córki mej miłej nie zostawiła”.

U wielu świętych pod wpływem abnegacji powstają zahamowania, wyładowujące się czasem w sposób najmniej oczekiwany. Tak św. Eufrozyna przebiera się za mężczyznę i – jakkolwiek były do dyspozycji klasztory żeńskie – idzie do męskiego, gdzie rychło braciszkowie pod wpływem przystojności rzekomego współtowarzysza pokusy cielesne mieć poczynają.

Zazdrościła Eufrozynie św. Katarzyna ze Sienny (rok 1370), sławna doradczyni dwóch jednocześnie panujących papieży, kłócących się o to, który z nich pochodzi w wyboru Ducha św., a który z wyboru diabła. Ta to święta dzieweczką będąc, upodobała sobie w szczególny sposób Dominikanów i gdy którego z nich zobaczyła na drodze, biegła za nim, ślady jego stóp całując. Marzyła też o tym, by w przebraniu męskim do ich klasztoru się dostać, aliści, przez rodzinę strzeżona była i zamiaru tego uskutecznić nie mogła. Przecie i ona miała pociechę. Raz gdy do niej przyszedł biedny, z zimna drżący, chciała mu dać ostatnią suknię, jaką miała na sobie, ale „wedle wstydu” nie dała. Nocy najbliższej widziała we śnie Chrystusa, ubranego w tę właśnie suknię, której „wedle wstydu” nie dać nie mogła.

Wszystkie prześcignęła sławna „filozofka”, Teresa z Avili, hiszpanka namiętna. Pisze o niej Skarga, że „często z Panem Jezusem widomie rozmawiała, który też razu jednego dawszy jej rękę, za oblubienicą ją sobie przysposobił i te słowa miłosne do niej mówił: „Już odtąd jako prawdziwa oblubienica o mój honor żarliwa będziesz. Już ja jestem cale twój, a ty cale moja”.

Co powiedzieć gdy „Świątobliwy Kapłan” i „Wielki Człowiek”, ks. Skarga, wszystkie te i podobne symptomy patologicznego erotyzmu poczytuje za objawy pobożności!

 

ZAPASY Z DIABŁAMI.
Atoli zwyczajnym stanem świętych nie myły omawiane przez mistrzów ascezy „pociechy duchowej” w rodzaju objawień św. Teresy, lecz depresje wewnętrzne, rozterki duchowe, objawy i skrupuły często tak straszne, że trudno się oprzeć współczuciu. Św. Ignacemu Loyoli upływały lata w stanie, w którym wszystko mu się wydawało śmiertelnym grzechem. Cokolwiek by począł, wszędzie widział grzech i potępienie wiekuiste w jego następstwie. To co przechodził wówczas było istnym piekłem. Wspomniana Katarzyna ze Sieny zaś, będąc w klasztorze, przez szereg lat widziała ciągle diabłów, którzy do niej sprośne rzeczy mówili i sprośne obrazy jej ukazywali. Gdzie było źródło tych mąk duchowych i jak wielką zbrodnię popełniał wobec tych biednych dusz system podtrzymujący różne fikcje dla celów kasty rzymskiej, widzimy to w wynurzeniach św. Hieronima: „Ja tedy, którym się był na takie więzienie bojąc się piekła potępił, a tylkom niedźwiadki i bestie za towarzyszy miał, częstom się zdać był przy tańcach panieńskich. Twarz od postów zbladła, a myśl się przedsię złej żądzy w ciele ciemnym zapaliła, a w człowieku już na swym ciele umarłym sama cielesna chuć wrzała”. Biedny Hieronim. Jak widać z jego listów do Pauli Rzymianki i jej córki Eustochii, których jednak Skarga nie przeczyta, kochał się on w obu tych kobietach, ale jako prawy wyznawca ewangelii miłość za poduszczenie szatańskie uważając, uciekł na pustynię i umartwieniami tłumił głos krwi i serca. Na próżno. Jedynym skutkiem był coraz większy lęk przed piekłem.

Według ewangelii świat jest domeną szatana, który nazwany jest jego księciem, gdzie indziej mężobójcą, kłamcą od początku i według Pawła apostoła „krąży ciągle jako lew ryczący, szukający kogo by pożarł”. Stąd każdy prawy chrześcijanin po dzień dzisiejszy wierzy w diabła i boi się go. Tym bardziej święci. Święci Skargi byli z diabłami w stałym kontakcie i podchodzili się wzajemnie, ustawicznie.

O św. Dunstanie, arcybiskupie kantuaryjskim pisze Skarga, że raz ukazał mu się „na modlitwie czart jako wielki i srogi niedźwiedź, paszczękę nań rozdzierając. A no kij który nosił porwał i uderzył i gonił, bijąc tak długo, aż mu się kij na trzy części złamał. A gdy czart zniknął, rzekł: przyjdźże drugi raz, znajdzie na cię Dusntanus lepszy kij i miększy, który się nie tak rychło złamie”. Pół biedy, gdy diabeł był tylko przywidzeniem schorzałej wyobraźni. Gorzej było, gdy niewinnych ludzi brało się za czortów wrażych, którym w żadnym wypadku folgować nie należało. Tak się właśnie przytrafiło św. Dunstanowi. Gdy jako pustelnik odzież łatał potrzebującym, przyszedł do niego człek z prośbą o jałmużnę. Musiał być niezbyt przystojny, a może i zachowywał się niewłaściwie, dość że Dunstan wziął go za diabła, kleszczami podgrzanymi nad ogniem za nos go chwycił i ściskał i trzymał, a rzekomy czart wrzeszczał i wydzierał się. „I wydarłszy się biegał po mieście, wołając: on zły człowiek łysy miast jałmużny nos mi upalił”. Skarga najmocniej przekonany, że to był czart we własnej osobie chwali owego Dunstana, iż tak mądrze poczynał sobie z wrogiem dusznego zbawienia. I rzecz jasna, wierzyć nam każe pobożnie w te wszystkie i podobne sprawki diabelskie, jak również w cuda, o których się rozpisuje w każdym żywocie świętego.

 

GDZIE WYSTAWIĆ POMNIK KS. SKARDZE?
Zreasumujmy. Za wskazaniem ewangelii oceniliśmy Skargę według „owocu” jego całożyciowej pracy, owocu najprzedniejszego jakim są bez wątpienia „Żywoty Świętych”. Nie kazania sejmowe, które zresztą zawierają te same ideały, jak to zobaczymy w przyszłości, ale „Żywoty Świętych” zostały zalecone przez Skargę narodowi jako „obrazy boże”, jako „żywa ewangelia” i w przedrozbiorowej Polsce były lekturą każdego domu, najczęściej jedyną lekturą w ciągu szeregu pokoleń. Tam Skarga ukazywał narodowi najwyższy wzór i ideał życia. Tam się Sarmata uczył, że szczyt człowieka to święty, a święty taki, jaki mu się narzucał z każdej karty żywotów, to indywiduum wyprane całkowicie z wszelkich więzi grupowych, nie wyłączając rodzinnych – anarchista w pełnym tego słowa znaczeniu, obcy, nieufny i wrogi życiu i jego procesom, upatrujący w przyrodzie i w jej dziełach tak jak w dziełach człowieka wroga swego i dziedzictwo szatana – interesujący się w najlepszym razie (i rzadko) odpadkami życia (chorzy nędzarze), a i to nie dla życia lecz dla zaświatowej fikcji – osobnik skoncentrowany wokół swego JA POMNIEJSZONEGO NIEMAL DO GRANICY NICOŚCI i tę resztkę jeszcze wypaczający w imię rzekomych nakazów stwórcy. I nie ulega wątpliwości, że degradację Polski przedrozbiorowej, degradację pod względem kulturalnym, gospodarczym, populacyjnym, narodowym zawdzięczamy w nie byle jakiej w mierze tej nieszczęsnej księdze, która poparta reklamą wszechpotężnego zakonu zdołała zbłądzić pod ganki dworków i strzechy chłopskie. Czym jest ta księga, snadnie odgadnąć można, kiedy sobie zadamy trud, by odpowiedzieć na pytanie, co by się stało, gdyby ideały w niej zawarte zostały w pełni i powszechnie zrealizowane w kraju naszym. Toć te same ideały rozłożyły cywilizację grecko-rzymską i doprowadziły do ruiny najpotężniejszą organizację państwową w dziejach.

Zapewne! Ideały takie mógł przedłożyć narodowi „Świątobliwy Kapłan”. Nie mógł natomiast Wielki Polak, nie mógł nawet zwykły Polak, któremu nieobcym jest instynkt życia i wola rozwoju Narodu. Dlatego z pomnikiem Skargi w Polsce precz! Oczywiście nic nie można mieć przeciwko temu, by mu ufundowano (nie kosztem naszym) pomnik jeden w Watykanii za skuteczną propagandę watykańskiej racji stanu w Sarmacji, drugi w Hebronie lub w Tel Avivie za reklamę uczynioną w Polsce starozakonnym osobistościom żydowskim.

Jeżeli jednak stanie w Polsce pomnik Skargi będzie to znakiem, że bakcyl małości, wegetacji, pokornego zginania karku przed „dopustami bożymi”, posiany przede wszystkim przez Skargę i jego zakon, znowu się rozrasta, jak w epoce saskiej i wiedzie kraj ku temu samemu finałowi.

 


L. Ziemnicki. (właściwie: Ludwik Gościński)

 

(1 Sławetny Zakon Jezuitów, wydając w roku 1933 „Żywoty” Skargi, nie wahał się zalecać ich w dalszym ciągu: „Niechże Bóg da, żeby to prześliczne dzieło, które przez tyle wieków wzbogacało polską pobożność, oddało jej jeszcze nowe usługi”.
(2 Dla orientacji podajemy przy nazwiskach świętych datę ich śmierci.

 

1937 - 1939 © ZADRUGA Pismo Nacjonalistów Polskich
Redakcja projektu www.pnpzadruga.pl - Odolan z Gostynia
ontwerp en implementering: α CMa Σείριος