Otwieramy rubrykę, w której będziemy zamieszczać nadesłane artykuły. Poglądy wyrażone w nich niekoniecznie muszą być zgodne z naszym stanowiskiem.
Redakcja

 

 

SZKOŁA POLSKA CZY WYZNANIOWA?

Przy sposobności obrad Senatu nad budżetem Ministerstwa W. R. i O. P. zarzucał senator prof. Bartel młodzieży, kończącej studia średnie, niewystarczający zakres wiadomości potrzebnych do studiów wyższych; ponadto zarzucił tak młodzieży szkół średnich, jak i wyższych brak kultury godnej szlachetnego i rycerskiego narodu. W jednym i w drugim wypadku prof. Bartel nie wskazał jednak właściwych przyczyn tego stanu rzeczy.

Skorzystał z tej okazji jeden z księży senatorów i postawił wniosek zaprowadzenia w Polsce szkół wyznaniowych, zrzucając w ten sposób niejako odpowiedzialność za wybryki młodzieży niedostateczne przygotowanie na szkoły świeckie.

A! Widzicie! Gdyby były tylko szkoły wyznaniowe, toby tego nie było; młodzież stałaby na wyższym poziomie etycznym!

Szkoda, że żaden z obecnych senatorów nie wspomniał o tym, że już przed rozbiorami były wszystkie szkoły u nas wyznaniowe. Czyżby miałby to być nawrót do tamtych smutnych czasów? A zresztą gdzież to są te szkoły świeckie w Polsce, przecież, o ile mi wiadomo, jest tylko jedna szkoła świecka na całe państwo (w Warszawie na Żoliborzu) i to utrzymywana z funduszów prywatnych, a poza tym wszystkie szkoły w Polsce są wyznaniowe. Dziś skoro dziecko przekroczy tylko próg szkolny zaraz zjawia się kapłan, katecheta lub pop, pacząc jego pojęcia, gdy jeszcze nie jest rozwinięte umysłowo. Dlatego też dzieci, zwłaszcza w pierwszym roku nauki, boją się instynktownie zarówno katechety, jak i katechizmowego diabła.

Niedomagania w wychowaniu młodzieży i jej wybryki to też właśnie skutki wychowania wyznaniowego. Dlatego trzeba właśnie szkoły zeświecczyć i wychowywać młodzież nie na obywateli watykańskich, lecz na obywateli polskich. Trzeba ją uczyć myśleć. Nie trzeba jej natomiast pędzić jak owce i barany na Jasną Górę, bo po powrocie robi ona awantury.

Ale cóż robić? Kapłan, jak Żyd ma na oku zawsze tylko swój własny interes i przy każdej okazji chce go ubić. Świadczy o tym choćby dalszy wniosek tegoż księdza senatora, żądający umieszczenia w budżecie funduszu na mszę za dusze poległych żołnierzy. Jakżeż to? Polski żołnierz ma ginąć za ojczyznę, a korzyść z tego ma mieć tłusty watykański ksiądz? Czy taka etyka jest godna szlachetnego i rycerskiego narodu? Nie! To etyka żydowska, która na każdym kroku węszy tylko swój własny interes i jest obojętna na dobro i wielkość Narodu Polskiego.

...I nie można się temu dziwić, bo boć przecież katolicyzm jest w istocie tym samym co i judaizm, jak to niedawno niezmiernie trafnie zauważył zmarły papież Pius XI.

 

(w. z.)

 

 

II. ŚWIATOPOGLĄD NATURALNY
Dzisiejszy tzw. chrześcijanin trzyma się swoich obrządków, ponieważ uważa, że nie istnieje coś, coby zapełniło lukę po zniknięciu jego wiary. Pomimo, że dogmaty religijne, np. O Trójcy, opisy piekła i nieba, nawet życie po śmierci są mrzonką dla znakomitej większości ludzi, to jednak trzymają się oni uporczywie katolicyzmu, kalwinizmu etc., bo stanowi on w ich rozumieniu trzon moralny, bez którego nie mogliby się obejść.

Krótkie zastanowienie się nad bytem wystarczy, by rozwiać te złudzenia. Przede wszystkim jednak należy sobie uprzytomnić, że religia taka, jak ją przedstawia chrześcijaństwo nie był i obecnie nie jest koniecznością. Wyobrażamy ją sobie, jako naukę o bóstwie, o duszy, o stworzeniu świata itd. Ale np. tak buddyzm wcale nie dotyka idei „boga” i jest właściwie filozofią. Nie mówi też o duszy i w przeciwieństwie do tych, którzy chcieliby żyć wiecznie, upatruje najwyższe szczęście w tym, żeby osiągnąć stan „nirwany”, tj. doskonałej nicości. Również i starożytni Grecy, Rzymianie czy Słowianie wyznawali pewien światopogląd, nigdy zaś religię w dzisiejszym chrześcijańskim znaczeniu. Skoro tak, to zniknięcie chrześcijaństwa doprowadziłoby z konieczności do skrystalizowania właściwych dzisiejszej epoce poglądów i one by w zupełności wystarczyły.

Nie potrzeba w tej dziedzinie niczego wymyślać, ani tworzyć jakiegoś systemu, gdyż prawdziwy, naturalny światopogląd istnieje nieświadomie w każdym człowieku. Wszyscy zgodzimy się, że przyrodę przenika twórcza siła, przyczyna wszystkiego życia, ruchu, rozwoju. I siła ta w istocie swojej identyfikuje się z tym, co nazywamy naszą duszą. To wystarcza. Człowiek nie może poznać tej tajemnicy i nie potrzebuje. Czy, wchodząc do świątyni, musimy koniecznie wiedzieć, kto ją zbudował?

Dalej mamy wrodzone poczucie sprawiedliwości i nawet dziecko, czy zwierzę bez żadnej nauki umie odróżnić słuszne od niesłusznego. Z jednej strony działają na nas zjawiska przyrody i im więcej stosujemy się do praw jej, tym bardziej zapewniamy sobie szczęśliwe życie. Z drugiej strony jest nam wrodzone odróżniać słuszność od krzywdy. Przypomina to aforyzm Kanta: „Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie”. Przyroda właśnie jest naszym prawdziwym i jedynym przewodnikiem. Rozejrzyjmy się wokoło nas, a przekonamy się, że obserwacja przyrody da nam więcej niż najbardziej skomplikowane systemy wraz z dogmatami. Owa bajka o wieśniaku, gdzie mówi się, że słońce uczy go rano wstawać, wół pracowitości, pszczoła przemyślności itd. zawiera głębokie prawdy.

W ten sposób światopogląd oparty o przyrodę, światopogląd zupełnie naturalny, nie mający w sobie nic sztucznego wystarcza całkowicie i może zastąpić katolicyzm, protestantyzm czy inne odłamy chrześcijaństwa. Dzisiejszy człowiek nie potrzebuje już książki do nabożeństwa, bo lepsza jest księga przyrody. Nie potrzebuje nauk księdza, bo prawo moralne jest mu wrodzone. I może to wszystko spotęgować przez żywe zajęcie się historią własnego narodu, gdzie czyny heroiczne twórców państwa, pradawne zwyczaje i podania często posłużą mu najlepszymi wskazówkami. I zarazem przypomną mu, że celem jest najwyższy rozwój, co osiągnie tylko przez wielkość swojego narodu. Pamiętajmy, że Cezar zdobył potęgę, bo działał w Rzymie i że słuszną uwagę zrobił Temistoklesowi pewien obywatel wysepki Serifos, że „stał się sławnym nie przez siebie, lecz przez Ateny”. Człowiek musi pracować dla wielkości swojego państwa, bo tylko wówczas rozwinie bez przeszkody swoje zdolności i wówczas osiągnie cele swego życia.

Ale taki światopogląd nie jest niczym nowym. Wyznawali go nasi pogańscy przodkowie, tylko nie dotknięci jeszcze sztuczną doktryną chrześcijańską, wyrażali to w obrzędach i zwyczajach. Wiadomo już dzisiaj nawet szerszemu ogłowi, że końcu grudnia obchodzili oni święto słońca, które wtedy zaczyna wcześniej wschodzić i stąd nasze Boże Narodzenie; że Zaduszki są czysto pogańskim obrzędem, który kościół zmuszony był uznać, jak i święto słońca, oczywiście po przeinaczeniu treści itd. Więc wszystko to żyje dotychczas, tylko pod obcą przykrywką. Jeżeli więc zerwiemy tę pokrywę, ten pokost, te wschodnie naleciałości, to przyroda znowu odkryje nam swoje oblicze i droga do prawdziwego rozwoju stanie otworem. Już raz próbowano tego w czasach Odrodzenia Włoskiego. Wówczas to „wyłania się jedna i wspólna cecha, mianowicie głębokie odczucie życia kosmicznego, dążenie do panteizmu, rehabilitacja i miłość natury, której nie uważa się już podług tradycji chrześcijańskiej, jako źródła zła, lecz zgodnie z tradycją starożytności za widomy wyraz najwyższego piękna i najwyższej intuicji.” (P. Janet, Historia Filozofii, str. III, Poznań 1932). Drugi raz podczas Wielkiej Rewolucji Francuskiej, kiedy wprost chrześcijaństwo zostało zniesione i zastąpione przez Kult Najwyższej Istoty, zasługuje na szczególną uwagę, że masy ludowe z łatwością powracały do dawnych pogańskich praktyk i gdyby walkę prowadzono dłużej, istniały dane, że Francja dałaby się całkowicie zdechrystianizować (por. A. Aulard, Le Christianisme et la Revolution Française, Paris, 1925, str. 113).

Otóż, czy dzisiaj jest inaczej? Czy człowiek stracił odczucie przyrody? Czy nie ma ona żadnego wpływu na jego duszę? Stanowczo można odpowiedzieć, że przyroda zawsze ma władzę nad ludźmi i zapewne Boże Narodzenie i Wielkanoc i Zielone Świątki są nam miłe bardziej przez to, że odczuwamy zmiany w otaczającym świecie przyrody, niż przez modły w Kościołach. Obchodzimy przejawy twórczej siły przyrody i to nas raduje. Nosimy w duszy prawa moralne i to ujawniamy.

Można by na ten temat bardzo dużo powiedzieć. Można by tworzyć systemy, a doświadczenia w tym kierunku, próby wskrzeszenia dawnych obrządków, ruchy ludowe, pisma filozofów, choćby z niedalekiej przeszłości (Nietzsche) dają aż nadto materiału. Ale w tej chwili nie o to chodzi. System rozwinie się później, obecnie chodzi o zasady. I możemy z całą stanowczością stwierdzić, że zniknięcie chrześcijaństwa nie wytworzy luki w sferze moralnej, a za to oczyści atmosferę dla wolnego rozwoju ducha i co za tym idzie, rozwoju narodu.



Zn-icz

1937 - 1939 © ZADRUGA Pismo Nacjonalistów Polskich
Redakcja projektu www.pnpzadruga.pl - Odolan z Gostynia
ontwerp en implementering: α CMa Σείριος