W dniu 23 kwietnia w „Instytucie Wyższej Kultury Religijnej” w Warszawie odbyło się zebranie, w czasie którego zabrał głos ksiądz nuncjusz Cortesi – według terminologii przyjętej w prawie międzynarodowym – ambasador państwa watykańskiego, akredytowany przy rządzie polskim.

Istotne momenty tego wielce znamiennego przemówienia przytaczamy poniżej, według oficjalnego sprawozdania, zamieszczonego w całej prasie stołecznej w końcu kwietnia bieżącego roku.

Wczoraj, gdy przybył do mnie wasz czcigodny i gorliwy dyrektor (ks. Lewandowicz – przyp. red.), aby mnie zaprosić na to zebranie... Tak się złożyło, że właśnie wtedy czytałem artykuł z „Temps”, zatytułowany „Le paganisme en Pologne”. W artykule tym powiedziano, że nawet w tym narodzie, „puissant bastion catholique”, ruch neopogański manifestuje swą obecność. I aczkolwiek ruch ten nie posiada znaczenia, jakie chciałby mu przypisać wielki dziennik paryski i jest prawie nieznany, to jednak fakt, że istnieje, jest obrazą dla dobrego imienia społeczeństwa polskiego. Byłoby przeto rzeczą wskazaną aby w zalążku rozprawić się z tym ruchem w Instytucie, który przecież nie zamierza prowadzić wyłącznie studiów teoretycznych dla samej tylko satysfakcji umysłowej, lecz pragnie stać się ośrodkiem życia i apostolatu, narzędziem obrony i krzewienia prawdy chrystusowej.

Instytut, gorliwie i wytrwale rozpowszechniając naukę katolicką i broniąc jej w społeczeństwie, zajmie niezawodnie pierwsze miejsce na terenie tak już dziś błogosławionej Akcji Katolickiej i przyczyni się znakomicie do wzmocnienia opatrznościowej roli Polski w bojowaniu o cywilizację chrześcijańską, o ewangeliczne zasady prawdy i miłości, sprawiedliwości i pokoju. Chodzi tu przecież o misję, której Polska była i jest wierna i taką chce pozostać na zawsze, gotowa w każdej chwili nieść jej swe usługi, a gdy zajdzie potrzeba, nie zawaha się podtrzymywać ją siłą swego ramienia”. (Podkreślenia nasze).

Czytelnicy muszą nam wybaczyć, że nasz komentarz do wywodów księdza nuncjusza, ze zrozumiałych względów przyjmie formę, nie taką, jaką byśmy sobie życzyli, nie taką też, jaką nam narzuca poczucie świadomości narodowej, nie taką wreszcie, jaka się należy.

Musimy przeto zadowolić się podkreśleniem następujących momentów:
1) Przede wszystkim dla ścisłości informacji czytelnika wyjaśniamy, że rzekomy artykuł w „Temps”, który „właśnie wtedy”, tzn. 22 kwietnia br. ks. nuncjusz czytał, zamieszczony był w tym, dzienniku jeszcze 19 marca i jest po prostu jednoszpaltową notatką, wydrukowaną „petitem”, liczącą wszystkiego 19 (dziewiętnaście) wierszy. Nawiasem dodać można, że notatka ta powtarza plotki, które polska prasa drukowała o „Zadrudze”. Wynika z tego niezbicie, że to nie przypadek zdecydował o temacie przemówienia ks. Cortesi'ego. Raczej należy przypuszczać, że afery katolickie są srodze zaniepokojone wzrastającymi wpływami myśli nacjonalistycznej w Polsce, choć na zewnątrz usiłują manifestować niejakie lekceważenie dla nowych prądów, nie zawsze zresztą w sposób zręczny, jak to widać z przytoczonego wyżej przykładu.

Faktem bowiem jest, że wysokie władze kościelne wydały polecenie, by księża nawet z ambon nie szczędzili słów potępienia dla pogan, a również dla „Zadrugi”, która jak nam czytelnicy piszą z wielu stron Polski, zaskarbiła sobie szczególne powodzenie na kościelnych kazalnicach.

Faktem również jest, że czynniki kościelne (nomina sunt odiosa, mówiąc językiem kościoła rzymskiego) poprzez swoje jaczejki, którymi dysponują w organizacjach tzw. narodowych, dyrygują akcją, która ma na celu podkopanie kredytu moralnego „Zadrugi” na tym terenie. Inna próbką podobnej akcji, w tym wypadku jawnej, dała K.A.P. W znanym paszkwilu, który sugerował, że „Zadruga” to masony.

A więc akcja idzie coraz szerszymi zagonami, bo jak się oto okazuje, ks. nuncjusz, ambasador obcego państwa, życzy sobie, by „rozprawił się” z „Zadrugą” sam Instytut Wyższej Kultury Religijnej, choć ten ostatni – przypuszczamy – wiele już ponosi trudów nad rozwiązaniem „ważkich” dla narodu i państwa problemów, jak np. zamierzona beatyfikacja Skargi.

2) Następnie, zachowując kolejność, uwzględnioną w przemówieniu, zajmujemy właściwe stanowisko wobec słów ks. nuncjusza Cortesi'ego, który nie będąc Polakiem, a zarazem pełniąc dyplomatyczną funkcję w Państwie Narodu Polskiego – uważa się za uprawnionego do decydowania o tym, jaki ruch ideowy może być „obrazą” dobrego imienia Narodu Polskiego. Pomijając samą formę wypowiedzi, niedopuszczalną w ustach zawodowego dyplomaty, wyrażamy zdziwienie, że chociażby względy taktu nie powstrzymały nuncjusza apostolskiego od przekroczenia jemu właściwej dziedziny i kompetencji. Wydaje się nam bowiem, że o ile ks. nuncjusz ma pełną swobodę wypowiedzi wszędzie tam, gdzie właściwymi są słowa „katolik”, względnie „katolicki”, to jednak użycie słowa „polski”, swobodę tę zarazem ogranicza.

Chcielibyśmy jeszcze również mocno podkreślić, że my wiadomości o historii kościoła katolickiego przyswoiliśmy sobie, ucząc się historii Polski i Słowiańszczyzny, a nie na odwrót i dlatego każdemu, kto korzystając z gościny Państwa Polskiego stoi na straży interesów katolicyzmu, odmawiamy prawa do decydowaniu o kształtowaniu się naszej narodowej myśli ideowo-politycznej, odmawiamy tym więcej prawa do wydawania sądów w dziedzinie, która obejmuje godność i honor Narodu.

3) Ks. Nuncjusz widzi „opatrznościową rolę Polski w bojowaniu o cywilizację chrześcijańską”. Specyficznego i nazbyt aktualnego posmaku nabierają te patetyczne sugestie w samym zakończeniu przemówienia, gdzie czytamy, że Polska nie zawaha się podtrzymywać misji katolickiej „siłą swego ramienia”. Te same słowa (ze zmianą tylko nazwy kraju) czytaliśmy dopiero co w przemówieniu obecnego Papieża, wygłoszonym do narodu hiszpańskiego, taką sama misję przeznaczył dla demokracji Zachodu kardynał Verdier (pisaliśmy już o tym – napiszemy jeszcze).

Stara to śpiewka. Te same hasła zwoływały przeciwko Polsce nawałę, nie tylko germańską, pod Grunwald. W imię tych samych haseł została zadana pod Białą Górą tak straszliwa klęska Narodowi Czeskiemu, że teraz jeszcze jej tragiczne skutki oglądamy.

Naród Polski ma porachunki dziejowe z tymi, którzy niegdyś, niosąc oną „misję” na mieczach germańskich, wyrywali nam zachodnie połacie Słowiańszczyzny. Już chyba niedługo czekać, gdy weźmiemy sobie dziejowy rewanż, My Naród Polski. O to się będziemy bić aż do zwycięstwa.

Ale w chwili, gdy szczękają miecze, niech nam nikt nie narzuca ciężaru „misji”, która łączy swój rodowód w Polsce z okresem największego upadku, jakim była stuletnia niewola.

1937 - 1939 © ZADRUGA Pismo Nacjonalistów Polskich
Redakcja projektu www.pnpzadruga.pl - Odolan z Gostynia
ontwerp en implementering: α CMa Σείριος