Leszka Poraj-Kuczewskiego poznaliśmy krótko przed jego śmiercią. Już ciężką chorobą przykuty do szpitalnego łóżka napisał do nas list pod wrażeniem treści lutowego numeru „Zadrugi”. Przedtem „Zadrugi” nie znał. W liście wyraził radość człowieka, który po długich i beznadziejnych poszukiwaniach znalazł wreszcie środowisko ideowe, które okazało mu się tak duchowo bliskie, że jakby własne. Radość Leszka Poraj-Kuczewskiego pojąć może tylko ten, kogo przez lata męskiego wieku trawił niezaspokojony głód Idei, brak, której odbiera człowiekowi wszelki sens życia.

To też ostatkiem sił fizycznych, których starczyło mu jeszcze na kilka dni życia, pochłaniał Leszek Poraj-Kuczewski treść dotychczas wydanych numerów „Zadrugi”. Jeszcze w przeddzień śmierci odwiedziliśmy Go w szpitalu. Na wychudzonej twarzy gorzały oczy, nie chorobliwą gorączką, ale zapałem i entuzjazmem. W ciągu godziny zasypywał nas gradem pytań. Widać było, że nasze sformułowania ideowe chwycił w lot. Ale to nie wszystko, chciał wiedzieć o nas więcej. Jaka atmosfera w zespole, jakie warunki pracy, jakie zamiary, jaki stopień napięcia duchowego wśród nas? Fizycznie obezwładniony rwał się do pracy... projektował.... Uderza w nim niespotykana prężność życiowa.

Były jednak momenty gdy gasł ogień w oczach. Mówił wtedy o swej bliskiej śmierci, przewidywał ją. Ale nie było w Nim załamania, nie było strachu przed śmiercią. W takich chwilach rodził się w nim tylko żal i odczucie tragizmu, że zbliża się koniec właśnie wtedy, gdy oto wyrasta jasny i wielki cel życia. To tez w ostatnich dniach i godzinach niemal zmagania się ze śmiercią tym intensywniej przeżywał Leszek Kuczewski Ideę Zadrużną. Tym szybciej odbywał się w nim duchowy proces powstawania świadomości, jaką narzuca Zadrużna postawa.

Przy rozstaniu powiedzieliśmy sobie „dowiedzenia”. Niestety prawa życia są nieubłagane. Nazajutrz Leszek Kuczewski zmarł. Ale żyje nadal wśród nas, żyje żywy. Jest z nami jego potężny ładunek entuzjazmu, którym nas wszystkich poruszył głęboko i porwał. Pozostały żywe wśród nas jego wola i zapał gorący.

Z postacią Leszka Poraja-Kuczewskiego kojarzyć będziemy zawsze doniosłe w naszych jaźniach przeżycie. Oto bowiem ostatnie dni jego życia dały nam porywające w swej wymowie świadectwo, jak żywą i pełną jest Zadrużna Idea, skoro gasnące życie szukało w niej swego utrwalenia. W jej też słonecznym blasku życie i śmierć Leszka Poraj-Kuczewskiego stały się niezniszczalną wartością duchową, złożoną na ołtarzu, gdzie płonie Wieczny Znicz Narodu.

Leszek Poraj-Kuczewski zmarł, jako człowiek zadrużny i takim wiecznie pozostanie.

1937 - 1939 © ZADRUGA Pismo Nacjonalistów Polskich
Redakcja projektu www.pnpzadruga.pl - Odolan z Gostynia
ontwerp en implementering: α CMa Σείριος