Polski socjalizm katoliczeje w zastraszający sposób.

Recydywa saska w dziedzinie świadomości narodowej.

„Zadruga” jest często w sytuacji lekarza, który – stawiając trafną diagnozę jakiejś nieuleczalnej a strasznej choroby – szuka gorączkowo danych by pozwoliły mu stwierdzić swoją pomyłkę. Z jednej strony ambicja zawodowa oczekuje niecierpliwie przewidzianych diagnozą procesów chorobowych, z drugiej zaś w głębiach szarego społeczeństwa rodzi się podświadome pragnienie i nadzieja odwrócenia tego, co przyjść musi.

Te wręcz sprzeczne ze sobą uczucia miotać muszą szczególnie silnie lekarzem, gdy nieodwracalny, a tragiczny los ma dotknąć kogoś z jego bliskich.

Naród polski od chwili odzyskania niepodległego bytu pogrąża się nieubłaganie w odmęty błotka nowej Epoki Saskiej. Z pozornego chaosu pojęć, zjawisk i faktów wyłaniają się powoli, ale z coraz wyraźniejszą konsekwencją, kontury „katolickiego państwa Narodu Polskiego”.

Rok temu, gdy „Zadruga” w oparciu o sformułowane zasady antynomii dziejów Polski stawiała tezę o Recydywie Saskiej, nie przypuszczaliśmy, że tak szybko potoczy się rozwój wypadków.

Obecnie przez wewnętrzne życie Polski przelewa się potop zjawisk i faktów, które jedynie potwierdzają i to w sposób nieodparty postawioną diagnozę. A mimo to, tragiczny ten proces rodzi w nas uczucie grozy.

 

PRZEOBRAŻENIA IDEOLOGICZNE.
Szczególnie w dziedzinie pojęć i założeń ideologicznych, dokonujące się przeobrażenia zdają się wyprzedzać nasze wnioski i ustalenia o kresie rozwojowym naszego życia zbiorowego. Proces katoliczenia objął swym zasięgiem już wszystkie właściwie ruchy polityczne.

Nazywamy tradycyjnym mianem „prawicy” cały tzw. „OBÓZ NARODOWY”. Zatracił on już był dawniej swą istotną treść nacjonalistyczną akatolicką. Stał się chorążym katolicyzmu.

Ukoronowaniem tej ewolucji były wynurzenia Romana Dmowskiego, zawarte w ogłoszonej w roku 1927 książce pt. „Kościół, Naród i Państwo (1.

Jeszcze w czerwcu zeszłego roku wybitny jezuita o. Stanisław Wawryn pisał: „polski ruch narodowy wyzbył się w ciągu ostatniego dziesięciolecia wszelkich domieszek i haseł z nauką katolicką niezupełnie zgodnych”.

Cóż można powiedzieć o masach ludowych, skupionych pod sztandarami STRONNICTWA LUDOWEGO? W każdym razie tak przywódcy, jak i oficjalna publicystyka tego ugrupowania manifestuje niewątpliwie szczerze swoje przywiązanie do zasad etyki i wiary chrześcijańskiej.

Słabe odruchy antyklerykalizmu są niczym wobec rzeczywistego panowania duchowego, które sprawuje nad polskim ludem kościół katolicki.

Obecnie jesteśmy świadkami jak katolicyzm zdobywa ostatnie bastiony tzw. „OBOZU POMAJOWEGO”. „Sanacja” od „rewolucji pojęć”, objawionej w deklaracji ideowej płk. Koca przeszła do realizowania w polityce postulatów oficjalnej opinii katolickiej.

Jest dla nas oczywistym, że Sanacja, reprezentuje ciąg reformistyczny, ulega naporowi tendencji z dołu płynących i właściwa ewolucja życia polskiego wymyka wymyka się spod jej wpływu. W świadomości jednak jednostek działających na tej arenie życia politycznego rodzi się naiwne przeświadczenie, że to tylko „wyrachowanie” i „taktyka” nakazuje zdrowemu rozsądkowi wykorzystać dla pewnych celów politycznych siłę, jaką reprezentuje katolicyzm. Świadomość zagubiona w labiryncie polskiej myśli zatraca poczucie rzeczywistości i nie może pojąć kto tu jest stroną czynną.

Uwiedzeni magicznym urokiem potężniejącego katolicyzmu Odpowiedzialni przedstawiciele Obozu Pomajowego (OZN), nie dopuszczają do siebie myśli, by skorzystać z tragicznego doświadczenia, które stało się udziałem niegdyś potężnego Obozu Narodowego.

A tymczasem nie tak dawno jeszcze, bo w roku 1927 Obóz Narodowy, w naiwnym zamiarze wygrania katolicyzmu przeciwko „Sanacji” dla „taktyki” dokonał przesunięć ideowych (Dmowski - „Kościół, Naród, Państwo”), by zawrzeć przymierze z kościołem.

I mało ważnym jest, że Obóz Narodowy mimo to walki z „Sanacją” nie wygrał. Ponad wszystko wyrasta swą doniosłością koszmarny fakt, że przymierze z katolicyzmem zniszczyło ideowo stronnictwo; zginęła myśl nacjonalistyczna, zatraciła się dynamika ruchu.

Przegrał obóz narodowy! Czy wygrała „Sanacja”?... chyba bardzo niewiele. Właściwy zwycięzca, który zebrał owoce „taktyki” pozostał w cieniu. Katolicyzm zawsze w sposób niezbyt jaskrawy manifestuje swoją rzekomą abominację do polityki!

Obserwowane przez nas wydarzenia ostatnich miesięcy zdają się świadczyć, że Obóz Pomajowy nie jest zdolny skorzystać z tragicznego doświadczenia, które odniósł Obóz Narodowy.

 

KRUSZEJĄ BASTIONY „LEWEGO PERSONALIZMU”.
Do niedawna jeszcze zdawało się, że polski socjalizm będzie tym obozem ideowym, który najwięcej stawi oporu zasięgom ideałów katolicyzmu.

Wprawdzie destrukcyjny, oddolny proces katoliczenia trzebi ustawicznie szeregi „lewego personalizmu”, to jednak oficjalne „wyznanie wiary” naszego socjalizmu znajdowało się dotychczas zasadniczym antagonizmie wobec treści duchowych, reprezentowanych przez katolicyzm.

Jeszcze przed niespełna dwoma miesiącami, by wykazać proces zacierania się różnic ideowych wyliśmy w stanie zestawić zaledwie skromne i nieoficjalne wynurzenia K. Czapińskiego i ks. Choromańskiego, przedstawicieli przeciwległych obozów (poprzedni numer „Zadrugi”. Obecnie, dla poparcia tezy o pobratymstwie i wspólnym pochodzeniu ideowym „prawego” i „lewego personalizmu” przedstawić możemy autorytatywne wypowiedzi, jakie padły z PPS-u z jednej strony. I Katolickiej Agencji Prasowej z drugiej.

 

GŁOS ZYGMUNTA ŻUŁAWSKIEGO
Pierwszy zabrał głos „Robotnik”, ogłaszając w numerze wigilijnym artykuł Zygmunta Żuławskiego pt. „Etyka chrześcijańska”.

W obszernych skrótach przytoczone poniżej poniżej wywody autora, znanego jako wybitnego ideologa PPS-u, wywody niewątpliwie szczere i merytorycznie głęboko słuszne nie wymagają żadnych komentarzy.

Oto one:

I „Prosto z Mostu” i „Głos Narodu” i cały szereg innych „narodowych” i klerykalnych pism popełnia wielki błąd, gdy sądzi, że dziś dla Żydów szczutych przez nacjonalizm, jest tylko jedna ostoja, tj. PPS. Obok niej jest jeszcze druga, potężna ostoja, katolicyzm, który w myśl swych zasad również broni wolności człowieka i potępia nacjonalizm i rasizm...

Ideologia socjalizmu zbliża się coraz bardziej ku kościołowi i jego naukom.

To nie przypadek i chwilowe zbliżenie, zależne od koniunktury politycznej. To konieczny wynik rozwojowy, gdyż oba te kierunki myśli ludzkiej oparły się o te same zasady miłości do człowieka, o to samo poczucie sprawiedliwości, o uszanowanie wolności i uznanie równości wszystkich ludzi – bez względu na ich pochodzenie i język. Dlatego oba: katolicyzm i socjalizm – jakkolwiek nie znalazły jeszcze wspólnego języka i nie mają do siebie pełnego zaufania – potępiają nacjonalizm, antysemityzm, totalizm i wyzysk kapitalistyczny, który kościół i jego ojcowie widzieli w zagrabianiu procentów i w czerpaniu korzyści z pracy innych.

Mogą zapomnieć o tym ci wszyscy, którzy żerują na jątrzeniu pomiędzy Kościołem a tymi, którzy walczą o postęp. Ale nie powinni zapominać ci, którym chodzi nie o sukces polityczny, lecz o same ideały, jednakowe dla obu obozów.

Jakże daleko odbiegają od ideału chrześcijanizmu niektórzy rozpolitykowani księża, czy inni działacze klerykalni, w zestawieniu z prawdziwymi reprezentantami wiary, jak arcybiskup Paryża Verdier, kardynał Hlond, biskup Przeździecki, pastor Niemöller, czy niektórzy biskupi anglikańscy, a zwłaszcza sam Ojciec Święty. Trzeba podziwiać i schylać czoło przed tym fizycznie słabym, bezbronnym starcem, który dziś, gdy gloryfikuje się brutalną siłę jako jedyny czynnik rozstrzygający stosunki między ludźmi – ma moc ducha i niezłomną odwagę zwracać się przeciw racjonalizmowi i antysemityzmowi „totalnego” świata...

Są dwa obozy: w jednym z nich stoi hitleryzm, stalinizm i faszyzm – bez względu na to, czy się nazwał katolickim i narodowym. - a w drugim - chrystianizm z ducha i socjalizm, które coraz bardziej zacieśniają się ideologicznie i zbliżają się do siebie nawet wbrew swym własnym chęciom.

Jeszcze pomiędzy nimi są próby odgradzania się, jeszcze wzajemne szpilki i niedowierzania, - ale jestem głęboko przekonany, że niedługo już nadejdzie czas, gdy i w Polsce Kościół katolicki będzie widział w Socjalizmie największą pomoc w urzeczywistnieniu ideałów swej wiary i na odwrót – socjalizm będzie widział w katolicyzmie największą ostoję wolności, równości i sprawiedliwości.

Oba będą wspólną ucieczką dla wszystkich łaknących sprawiedliwości i dla wszystkich uciskanych – bez względu na rasę, język i wiarę, bo oba wyszły z tej samej szczytnej etyki Chrystusa o miłości człowieka.

Wartość przytoczonych wynurzeń dla tezy „Zadrugi” o stopniowym i dogłębnym ujednoliceniu się polskiej ideologii grupy wokół ogniska, jakim jest niewątpliwie katolicyzm – jest bezsprzeczna.

Napór zachodzących przeobrażeń ideowych jest tak silny, że te rewolucyjne wprost przemiany dokonywują się w ramach jednego tylko pokolenia. Trudno po prostu uwierzyć, że ten sam Zygmunt Żuławski sprzed lat dwudziestu. A jednak...

 

SOCJALISTA DEMFINUJE „LEWY PERSONALIZM”.
W sukurs Żuławskiemu przyszedł inny jeszcze pisarz socjalistyczny. Mamy mianowicie na myśli Stefana Matuszewskiego, który ogłosił w „Dzienniku Ludowym” z dn. 4 stycznia br. artykuł pt. „Socjalizm, chrześcijaństwo i kler”.

Ton i tendencja artykułu te same co u Żuławskiego. Przytoczymy jedynie ustęp, w którym autor w kapitalny sposób wyręcza nas w sformułowaniu definicji „lewego personalizmu”. Czytamy:

Socjalizm jako doktryna podobny jest w określeniu pod względem rozpiętości do chrześcijaństwa. Ponieważ jest kierunkiem nowszym nie posiada jeszcze tyle odcieni co chrześcijaństwo, ale mimo wszystko ma tę samą linię rozwojową. Ośrodkiem zainteresowania socjalizmu jest człowiek. A zatem socjalizm interesuje się potrzebami materialnymi konkretnego człowieka, walczy z wyzyskiem kapitalistycznym i słuszny zarobek i o prawo do życia. Wychodzi z założeń miłości do człowieka, a zatem ma poczucie sprawiedliwości, wolności, równości ludzi, bez względu na pochodzenie i język.

Socjalizm wierzy, że te ideały może osiągnąć po zmianie ustroju kapitalistycznego na ustrój oparty na tych właśnie, wyżej wymienionych zasadach.

W obecnej chwili na przeszkodzie w zrealizowaniu socjalizmu stoją hasła i realizacja rasizmu, totalizmu opartego o kapitalizm, dlatego socjalizm widzi w nich swego głównego wroga.

Oto ogólne zasady socjalizmu.

Słowem tak jakby się czytało słowa św. Tomasza z Akwinu, albo zasady ogłoszone przez radę społeczną przy prymasie. Wynika z tego, że właściwie nie ma już żadnej istotnej różnicy między zasadami ideowymi nauki katolickiej, a prawdami polskiego socjalizmu. Dzieli je tylko kwestia wiary w Boga. Różnica to mało istotna dla problemu, gdyż jak słusznie wskazał Żuławski, powołując się na katolicyzm: „Wiara to łaska” - wiara nie zależy od dobrej woli człowieka, ale to co od woli zależy – to etyka człowieka”. Tę to zaś polski socjalizm znalazł w przykazaniach Chrystusa; przykazania jej wypisuje na swych czerwonych sztandarach.

Gdy zaś komu, wobec pozornych sprzeczności dialektycznych trudno pojąć właściwy sens zbieżności katolicyzmu i socjalizmu, ten niech zważy, że obaj twórcy tych prądów duchowych, tak Chrystus jak i Marks ród swój wywodzą z łona „narodu wybranego”.

 

CO NA TO K.A.P.-ina?
KAPina rychło oczywiście przyjęła do łaskawej wiadomości „wyznanie wiary” polskiego Socjalizmu. Rychło z wysokiego tronu oficjelów katolickich padły takie oto, w miarę protekcjonalne, w miarę powściągliwe słowa: (komunikat z dn. 29.XII. 38 – podajemy w wyjątkach):

"Czy nowy prąd w socjalizmie polskim"?
(Warszawa K.A.P.). Zwracaliśmy już nieraz uwagę na fakt, iż w przeciwieństwie do stosunków na Zachodzie, gdzie wśród młodych socjalistów dają się zauważyć prądy zrywające w doktryną Marksa (premier belgijski Spaak i prof. De Man), w Polsce ortodoksyjny socjalizm marksistowski w dalszym ciągu trwa na dotychczasowych pozycjach, nie ujawniając chęci rewizji swego światopoglądu Jednakże w ostatnich czasach stojące wody socjalizmu polskiego jak gdyby się nieco poruszyły. O katolikach i katolicyzmie można już w pismach socjalistycznych u nas napotkać artykuły pisane w innym niż dotąd tonie, np. artykuły p. Lubojeńskiego w „Sygnałach”. Do tego rodzaju publicystyki należy zaliczyć również i artykuł znanego przywódcy PPS p. Zygmunta Żuławskiego zamieszczony w numerze wigilijnym „Robotnika” pt. „Etyka chrześcijańska”, a podkreślający, że katolicyzm jest potężną ostoją, broniącą wolności człowieka i że pod tym względem myśl katolicka nie znajduje się w sprzeczności z ideałami socjalizmu...

Chcielibyśmy uważać wywody p. Żuławskiego za pierwszy krok ze strony socjalistów polskich w kierunku rewizji dotychczasowego ich światopoglądu”.

Możemy na tym miejscu zapewnić KAPinę, że odtąd coraz liczniejsze będzie miała okazje do przyjacielskich pogawędek z polskimi socjalistami.

Możemy również wyrazić uzasadnioną nadzieję, ku radości KAPiny, że dom rekolekcyjny w Laskach pod Warszawą niedługo już zapewne zapełni się gronem znamienitszych socjalistów. Precedensy już zaistniały, jak wiadomo.

Piniński.

 

WSPÓLNOTA CELÓW PRAWEGO I LEWEGO PERSONALIZMU.
Coraz bardziej odpadają akcesoria, które stwarzały złudę jakichś istotnych różnic pomiędzy laickim indywidualizmem, reprezentowanym przez socjalizm i masonerię, a indywidualizmem spod znaku zakrystii. Proces ten występuje w krajach demo-liberalnych, które zakończywszy swój orli lot w XIX w., ugrzęzły w stabilizacji poprzedzającej porę jesienną i sklerozę starczą. Wyszły z mroków średniowiecza, z mroków katolickiego personalizmu i dziś, po paru wiekach świetnego rozwoju, poprzez zlaicyzowany personalizm nędzy moralnej drobnomieszczaństwa, doń powracają.

Zjawisko to występuje u nas jeszcze wyraziściej. Wynika to stąd, iż w potężnym zrywie protestantyzmu, a jeszcze bardziej rozmachu kapitalizmu, braliśmy udział bardziej niż nikły.

Nie przebyliśmy rwącego rozwoju XVI-XX wieku, pozostaliśmy poza nawiasem tej epoki, gniliśmy przez ten czas w bajorze „prawd odwiecznych”.

Na tej samej stronie „Robotnika”, co i omawiany wyżej artykuł Z. Żuławskiego, mamy artykuł pt. „Wolność i dobrobyt”. Ideały gospodarcze polskiego socjalizmu, podane przez autora artykułu do złudzenia przypominają to, co głoszą różne „kongresy” i „studia” katolickie, „narodowcy” spod znaków watykańskich, itp. Całkowicie dadzą się pogodzić z św. Tomaszem z Akwinu. Cytujemy:

Ustrój socjalistyczny, czyż trzeba to jeszcze dziś przypominać? Nie godzi we wszelką formę własności osobistej. Wręcz przeciwnie, pragnie zrealizować hasło maximum własności osobistej dla każdego obywatela. Własność przedmiotów osobistego użytku, własny rodzinny dom mieszkalny, a nawet własne oszczędności, uzupełniające zabezpieczenie społeczne stanowią bezsprzecznie gwarancję wolności osobistej.

Ale i własność środków produkcji, która spełnia funkcję społeczną może być zachowana. Własność chłopskiej roli, czy rzemieślniczego warsztatu nie jest w żadnym razie przeszkodą realizacji zasad uporządkowanej gospodarki.

Idziemy do „pluralistycznej” struktury gospodarczej, do współdziałania wielkiego przemysłu uspołecznionego, lokalnych przemysłów zmunicypalizowanych, uspółdzielczonych, indywidualnej działalności gospodarczej, cieszącej się opieką społeczną, ale też pozostającej pod jej kontrolą. Nie biurokratyczny „dyktat”, lecz sprawne funkcjonowanie każdego ośrodka pracy, żywa inicjatywa „od dołu” jest gwarancją realizacji planów.

Zaznaczamy raz jeszcze, iż cytat ten wzięty jest nie z „Przeglądu Katolickiego”, nie z „ABC”, nie z „Falangi”, ani „Małego Dziennika”, dla którego „osobowość”, wolność”, a więc doskonalenie wewnętrzne jednostek, zbawienie duszy jest celem najwyższym, lecz z „Robotnika”, organu PPS.

Podobnie jak to piszą codziennie katolicki „Czas” i inne „Dzienniki Narodowe”, czytamy w zakończeniu artykułu:

Problem najważniejszy – to ochrona wolności, to właśnie osiągnięcie jej syntezy z dobrobytem. W naszych zamierzeniach ideały te są nierozłączne.

Jak widzimy rozbieżności maleją. Recydywa saska postępuje...

 

OSTROŻNIE Z KABAŁĄ I SYMBOLIKĄ JUDZKĄ
W tygodniku literacko-artystycznym „Prosto z Mostu” (nr 53 (219) zamieścił ciekawy artykuł (pt. Mroki rozjaśniają się”) znany publicysta katolicki p. Mosdorf.

Autor opisuje w nim niektóre szczegóły rytuału masońskiego, zamieszczając szereg nazwisk czynnych w Polsce „braci”, które wziął z ostatnio wydanej publikacji K.M. Morawskiego i W. Moszczyńskiego „Co to jest masoneria”.

M.in. p. Mosdorf stwierdza w tym artykule, za autorami książki, że:

„Masoneria jest instytucją żydowską, historia, stopnie, godności, hasła i nauki są żydowskie od początku do końca.”

W komentarzu do powyższego p. Mosdorf pisze:

„Rytuał (masoński – przyp. Nasz) i symbolika są oparte niemal wyłącznie na motywach judejskich, jeśli gdzie zjawia się krzyż, to albo w połączeniu z gwiazdą Dawida, albo z różą, mityczną oznaką judaizmu.”

I jeszcze:

„Obok zaś tych niezliczonych odwołań do dziejów chrześcijaństwa ileż tradycji Salomona, ileż motywów kabały żydowskiej, ileż hebrajszczyzny z właściwą jej mistyką liczb, ileż guseł i zabobonów.” 

P. Mosdorf jest nieprzeciętnym publicystą, jest bardzo odważnym jak na stosunki polskie. Zasługuje na podziw i życzliwość.

W imię tedy naszej życzliwości pragniemy zwrócić uwagę jego na fakt niepozbawiony znaczenia, a mianowicie, że wpływy judejskie nie ograniczają się tylko do masonerii.

Jeżeli nasze stwierdzenie zainteresuje Szanownego Autora nieco, to pozwolimy sobie przytoczyć tu drobny, lecz charakterystyczny przykład „wpływu Salomona i hebrajszczyzny” na pewien dobrze znany system duchowy.

Na przykład, co można powiedzieć o pewnych rytualnych księgach, zawierających utwory poetyckie przypisywane Salomonowi pt. „Pieśni nad pieśniami”?

Jedna ze zwrotek brzmi:

„Dwie piersi twoje, jako dwoje bliźniątek u sarny, które się pasą między lilijami.”

Ażeby zaś nie zagubić się w poszukiwaniach nad sensem tych tajemniczo brzmiących słów, które chyba tylko dla sprośniaków i lubieżników były by jasne i niedwuznaczne, przytaczamy komentarz z tej samej księgi, do tych zwrotek.

Opiewa on jak następuje:

„Według tłumaczeń dwie piersi oznaczają Stary i Nowy Testament, które uważać możemy za bliźnięta.”

Wyjątki powyższe wzięliśmy bez dobierania treści. Jest ich znacznie więcej... Zwracamy na nie uwagę p. Mosdorfa. Gdy się nimi zainteresuje, wówczas dopiero „mroki rozjaśnią się”.

Na koniec dodać możemy, że cytaty wzięliśmy z Świętego Pisma Starego i Nowego Testamentu (przekład ks. Jakuba Wójka. Zatw. Przez Stolicę Apostolską. W-wa, 1893 r.), z rozdz. IV wiersz 5.

 

ZGADNIJCIE KTO TO WYDRUKOWAŁ?
W jednym z czasopism drukowanych w języku polskim, z okazji katolickich świąt „Bożego Narodzenia” wydrukowano artykuł, który oto przytaczamy prawie w całości:

MIT DNIA I NOCY.
Symbolika religijna łączyła zawsze z nieustanną walką sił światła i mroku – dnia z nocą – najwyższe swe prawdy i tajemnice.

Nie bez przyczyny dzień największego natężenia nocy – zwiastuje chrześcijaństwu zwycięski pochód światła – nie bez przyczyny w dniu tym rodzi się siła przeogromnej wszechogarniającej Miłości.

 

***

 

Czasy, w jakich żyjemy, są czasami mroku.

Coraz to dalej odchodzi ludzkość od prawd etycznych, kiedyś przez Ewangelię Miłości odsłoniętych.

Miast postanowienia człowieka – i jego duchowej niezależności – miast braterskiego poczucia wspólnoty losu i przeznaczenia – z instynktu wyrosłe, brutalne, niszczące wartości kultury, zatracające jednostkę w grupowej psychozie – nowoczesne, a jakże troglodyckie – ubóstwienie siły i przemocy.

Mit XX wieku... Mit Nibelungów w inscenizacji norymberskiej.

Mit nienawiści i krwi...

Idea demokracji, tkwiąca u społecznych podstaw chrystianizmu, musi przeciwstawić narastającej fali barbarzyństwa życiowo dziś zapomniane prawdy swoje. Musi na nowo wnieść w życie zagubioną religię społecznej miłości.

Do tego zaś koniecznym jest, by stała się ona głębokim przeżyciem duchowym swych bojowników – by uczyniła z siebie treść ich działania i sens życia.

W czasach ciężkich – w jakich żyjemy – musimy zdobyć się na heroizm i ofiarność w ciągłym nieugiętym dążeniu do realizacji naszej wizji Polski.

Emigracja wytworzyła w tęsknocie za swą Polską Mesjaniczną – siłę – realnie działającą w duchowości naszego społeczeństwa.

Zastanawialiśmy się czy nie urządzić konkursu dla naszych czytelników, zadając pytanie: Z jakiego środowiska ideowego pochodzą te wzniosłe, niemal patetyczne słowa?

Komu nie wpadło do ręki pismo, o które chodzi, ten stanie przed nie lada zadaniem.

Może to z obozu „dynamicznych” katolików? „Prosto z Mostu”? A może „Kultura” poznańska? Coś jakby katolickie „Odrodzenie” z Lublina, lubo po prostu jezuickie „Wiara i Życie”.

Chociaż?! Hm! Jakieś pismo lewicowe? PPS? „Stronnictwo Pracy”, dawn. „Chrześcijańska Demokracja”? „Zespół”? „Młoda Polska”? „O.Z.N.”? „Klub Demokratyczny”? A może „Myśl Narodowa”?

Zgadnijcie! Bo tylko zgadnąć można!

Niespokojna myśl czytelnika szuka gorączkowo źródła. I na próżno. Ten ton i takie akcenty dominują w każdym z wymienionych środowisk ideowych. Kompletne „zglajchszaltowanie”! Jeden styl duchowy!

A gdy spróbujecie, Czytelnicy, naprowadzić się na ślad za pośrednictwem prasy codziennej to wtedy bezradność wasza stanie się bezradnością ślepca w gęstwinie lasu.

W dniu wigilijnym, również prasa codzienna, zgodnie zresztą z tradycyjnym zwyczajem sięga do podstaw kultury duchowej Narodu, czyniąc podsumowanie ideałów, które nas ożywiają i mają nami kierować. W tym roku dał się powszechnie zauważyć jak gdyby zdwojony w tym kierunku wysiłek.

Więc proszę! Może tam skierowane poszukiwania naprowadzą na ślad i dadzą odpowiedź na pytanie tego naszego niedoszłego konkursu.

Zasadnicze akcenty artykułu, który wyżej przytoczyliśmy, znajdziecie przede wszystkim w przemówieniu wigilijnym kardynała Hlonda, nie mówiąc o przemówieniach papieża, które w ostatnich czasach były tak liczne, a tak do siebie podobne.

Weźcie całą polską prasę świąteczną od najbardziej lewicowej, od najradykalniejszej do najbardziej reakcyjnej – a wszędzie znajdziecie to samo upojenia tymi samymi „prawdami”.

Najpierw będzie o „micie światła”: „Ewangelia miłości”, „prawdy etyczne chrześcijaństwa”, „wolność”, „sprawiedliwość”, „demokracja”, „posłannictwo” i wreszcie „obrona cywilizacji chrześcijańskiej przed barbarzyństwem Wschodu i Zachodu”.

A potem będzie o „micie nocy”: „Niewola człowieka”, „materializm”, „barbarzyństwo”, „ubóstwienie siły i przemocy”, „nienawiść”, „krew”, „niszczenie kultury”, „brutalna przemoc i gwałt”.

Wreszcie, dla uzyskania pełności obrazu radzimy przestudiować prasę żydowską. Czytać łatwo, jako że w chrześcijańskim państwie żydom wolno pisać po polsku.

I jeżeli sądzicie Czytelnicy, że napotkacie tam barwy nie pasujące kolorytem, ba! Odcieniem tylko, to się grubo mylicie. Ta sama, identyczna linia podziału. To samo oświetlenie problemu, tylko forma jaskrawsza, wrzaskliwsza, bardziej zaśliniona, zapluta.

 

SZUKAJCIE DYRYGENTA.
Co za niesamowicie zgodny chór! Melodia tak harmonijna, na jeden ton strojna, że tylko zaślepieniec nie będzie szukał wspólnego dyrygenta, myśli przewodniej, właściwego sensu historycznego, skrytego przebiegle, perfidnie, szatańsko wśród zwałów rozlicznych, a sztucznie wyjaskrawionych pozorów.

Jakaż powszechna wśród Narodu Polskiego narkomania, samoupojenie koszmarne!

O co tu chodzi?

Czy może o uzbrojenie moralne, o mobilizację duchową do walki z wrogiem, który ostrzy pazury i apetyt podnieca na połacie naszego Kraju?

To my właśnie głosimy, że idee rządzą narodami!

A prawdy wasze?

Głoszą Miłość, a nie pozwalają nienawidzić.

Głoszą Sprawiedliwość, a dają zżydziały humanitaryzm, zakazując zemsty.

Głoszą Wolność, a dają jedynie wolność jedzenia, spania i bżdżenia.

Paplają o Potędze Narodu, a plwają na Moc, Siłę i Walkę.

Paplają o Wielkości, niosąc jej bakcyle rozkładu, kult rozkwękanej, umęczonej, masochistycznej słabizny człowieczej.

O! to nie o uzbrojenie duchowe tu chodzi. Nie o Wielkość! Nie o moc. - Tu chodzi o czyjeś Panowanie – Panowanie światowego dyrygenta.

Mit Wielkości stoi temu na przeszkodzie. - I dlatego chodzi o Mit Rozkładu.

 

(1 Omówienie tragizmu postaci historycznej Dmowskiego odkładamy do osobnego artykułu.

1937 - 1939 © ZADRUGA Pismo Nacjonalistów Polskich
Redakcja projektu www.pnpzadruga.pl - Odolan z Gostynia
ontwerp en implementering: α CMa Σείριος