W świetle teorii rozwoju wewnętrznego Polski

Jeśli ktoś chce zrozumieć przejawy współczesnego życia polskiego, uchwycić jego wewnętrzny rytm i prawidłowości, musi najpierw oderwać się od konkretnych zjawisk, od wyobrażeń pułkowników, generałów, wszelkich szarż, stopni i szczebli służbowych, od znanych i nieznanych nazwisk i utartych szlagwortów. Musi przyjąć jako założenie, iż „wielkie” osoby są marionetkami w nurcie wielkich przeobrażeń, na które składa się szare życie, szarych milionów homo-catolicusów, tych spod znaków zakrystii i tych, który w czerń strojni, pozornie znają się poza murami kapliczek.

To co stanowi o milionach jednostek, niedostrzegalne na poszczególnych osobnikach, jest ważne, bo ono stwarza strumień polskiego życia, polskiej polityki i gospodarstwa.

Teoria rozwoju wewnętrznego Polski jest uogólnieniem procesów psycho-socjalnych, obejmujących miliony Polaków; dzięki temu jest ona kluczem do zrozumienia mechanizmu życia narodowego, a w końcu pozwala na wyjaśnienie konkretnych i szczegółowych zjawisk. Brak poznania tych głębokich prawidłowości, sprawia to, iż umysł gubi się w powodzi drobnych szczegółów, jest pozbawiony możliwości uchwycenia istoty zjawisk.

Spróbujmy więc wytłumaczyć istotę aktualnego zjawiska – wybory do Sejmu – roztrącając mgłę dostojnych bzdurstw, wypowiadanych w poważnym tonie przez wielkich i maluczkich jak Polska długa i szeroka.

 

ROZBIEŻNOŚĆ NURTU POLITYCZNEGO.
Najpierw więc musimy scharakteryzować najogólniej, główne fenomeny sytuacji politycznej kraju.

Punktem wyjścia są podstawowe pojęcia: ciąg harmoniczny, ciąg reformistyczny i rozbieżność ich kierunków rozwojowych.

Wiemy, iż im bardziej życie polityczne i gospodarcze zbliża się do swego ideału, tj. do katolickiej harmonii socjalnej, im bardziej w zbiorowej duszy narodu roście poczucie dosytu i błogości, tym w większym bagnie pogrąża się gospodarstwo, tym bardziej zamierającym staje się nurt życia społecznego, tym większa pauperyzacja i nacisk na lawinę demograficzną, powołaną do życia przez stosunki ekonomiczne lat 1860 – 1914. Pod naciskiem tych postaw życie polityczne narodu grawituje do stanu, w którym jednostka mogłaby błogo wegetować w izolowanej otoce indywidualnych spraw. Jest to najgłębszy nurt w życiu zbiorowym narodu.

Wizja zagrożenia państwa pobudza wolę jego obrony. Z postawy „odruchu spłoszonej błogości”, wyrasta ruch polityczny, dążący do usunięcia zmory zagrożenia państwa. Dokonać tego, to znaczy, usunąć bijącą w oczy niższość potencjału gospodarczo-politycznego. Niższość tą dostrzega się w dziedzinach dających wymierzyć i dostrzec zmysłowo, a więc w gospodarstwie, w ilości zasobów i zdolności państwa do ich pełnego uruchomienia. Tak powstają postulaty wyrównania nożyc potencjałów zewnętrznych (postulaty antynożycowe). Z chwilą gdy ugrupowania polityczne o takim nastawieniu, znajdą siew posiadaniu aparatu państwowego, wówczas montują system działań, który miałby prowadzić do zrealizowania postulatów antynożycowych. A więc polityka gospodarcza, która pobudziłaby obywateli do „wytężonego” życia i rozbudowy wielkiego przemysłu, sprawny rząd, sprężysta organizacja, zdyscyplinowane społeczeństwo itd. Mamy więc ciąg reformistyczny.

Pomiędzy kierunkiem tendencji ciągu harmonicznego i ciągu reformistycznego w dziedzinie polityki istnieje wyraźna rozbieżność. Nazwijmy ją „rozbieżnością nurtu politycznego”. U podstaw ciągu harmonicznego znajdujemy bowiem pragnienie takiego urządzenia życia, by wegetować z najmniejszym wytężeniem, zaś ciąg reformistyczny uporczywie domaga się od społeczeństwa wyższego wytężenia ze względu na „obronę”, „”konieczności państwowe”.

Sprzeczność wyraźna, lecz nie sformułowana przez nikogo. Z jednej bowiem strony czci się ideały „narodowe”, które ostrzegają przed „materializmem”, z drugiej zaś każe się postępować tak, by dorównać zmaterializowanym, barbarzyńskim sąsiadom, którym niestety, trzeba za wszelką cenę dorównać.

Jedna tendencja (ciąg harmoniczny) ma oparcie w „ideałach”, w ogólnie szanowanych, z ducha narodu wynikających, druga w równie dostojnych, nieubłaganych „koniecznościach państwowych”.

Rozbieżność nurtu politycznego jest więc czymś obiektywnie uzasadnionym.

 

ROZBIEŻNOŚĆ NURTU POLITYCZNEGO, WIDZIANA Z PŁASZCZYZNY CIĄGU REFORMISTYCZNEGO.
Spróbujmy teraz spojrzeć na rozbieżność nurtu politycznego oczyma „ciągu reformistycznego” tj. tak, jak to się czyni w Polsce powszechnie o r. 1926, od przewrotu majowego.

Ciąg reformistyczny w swoich postawach duchowych nie był, jakąś rewoltą przeciw siłom, które degradację Polski stwarzają. Zasady na których opiera się polskość, polska ideologia grupy, „charakter narodowy”, personalizm katolicki, pozostały świętościami nadal. Przeciwnie - tych wartości trzeba bronić!

Nie mogła więc być zauważona ciągłość ogniw od naczelnych zasad aż do skutków w gospodarstwie, polityce, którą ciągiem harmonicznym zwiemy. Ciąg reformistyczny był tylko reakcją na końcowe skutki, końcowe ogniwa ciągu harmonicznego, na słabość państwa wynikającą z atomizacji społeczeństwa, upadania wyższych form życia gospodarczego itp.

Wybrnąć można było tylko w tym wypadku, gdy się zakładało, iż „święte” zasady są nieskazitelne, natomiast gdzieś zakradł się „błąd” lub „wada”, którą gdy się usunie, będzie „dobrze”.

Ciąg reformistyczny po 1926 r. składa się z tysięcy ludzi. Wyobraźmy sobie w jaki sposób przebiegać musiały procesy myślowe w tym wielogłowym zespole. Rozbieżność nurtu politycznego rysowała się całkowicie inaczej, niż tak jak tośmy wyżej opisali.

Chcąc realizować sprawne, silne państwo lub podźwignąć gospodarstwo, za pomocą odpowiedniej polityki, tj. postulatów antynożycowe, na każdym kroku napotykano opór ciągu harmonicznego, ewaluującego w mocno odmiennym kierunku, bo do katolickiej harmonii socjalnej. Rozbieżność nurtu politycznego, z braku teorii rozwoju wewnętrznego Polski, widziano w postaci oporu, piętrzącym się przed działaniami reformistycznymi.

Tam gdzie ten opór był najsilniejszy, tam wydawało się, tkwi przyczyna, „błąd”, którego usunięcie uzdrowi państwo. Dla tysięcy, dziesiątek tysięcy jednostek wplecionych w ciąg reformistyczny, system pomajowy, istotna przyczyna degradacji Polski, dzięki afirmacji zasad polskiej ideologii grupy, była niedostrzegalna, działała jakby poza ich plecami. Widziano natomiast ciągle jej skutki, z którymi toczono rozpaczliwą walkę. Przed majem 1926 roku wola usunięcia rozbieżności nurtu politycznego, napotykała widomą zaporę w tym, iż Sejm był opanowany przez partie, będące czystym obrazem ciągu harmonicznego. Musiał więc być zreformowany. Po maju 1926 roku „błąd” ten został naprawiony, oczywiście bez widomych skutków. W zbiorowej świadomości ciągu reformistycznego wyczuto opór z innej strony. Wkrótce mieliśmy nowe sformułowanie rozbieżności nurtu politycznego: partie, partyjniactwo. Gdy i ten wróg padł, opór wobec działań reformistycznych ulokował się znów gdzie indziej – dekompozycja itd., itd.

Ciąg reformistyczny, nie potrącając o zasadę, ciągle reprodukującą swoje naturalne skutki, polską ideologię grupy, skazany jest na walkę z wiatrakami. Skoro chce zwalczyć w ten sposób „wady” i „błędy”, ciągle będzie z nimi się zderzał, nadając im coraz nowe nazwy.

 

WYBORY SEJMOWE.
W zależności od tego, w jaki sposób została określona rozbieżność nurtu politycznego, montowano system środków do jej usunięcia. Gdy w zbiorowej świadomości ciągu reformistycznego zjawiło się pojęcie „sejmokracji”, nastąpić musiał atak w tym kierunku. Sejmokracja legła w gruzy. Jedno z wiązadeł ciągu harmonicznego pękło, uległo dezorganizacji. Oczywiście nie mogło to mieć żadnego wpływu na zmniejszenie rozbieżności nurtu politycznego. Miliony homo-catolicusów , utraciły jedną z dźwigni realizacji katolickiej harmonii socjalnej, lecz to nie podniosło ani o jotę ich aktywności gospodarczej lub politycznej, mającej znaczenie pozytywne dla państwa.

Tak więc dezorganizowano napór ciągu harmonicznego poprzez rozrywanie jego wiązadeł organizacyjnych. Była to akcja mechaniczna. Stopniowo dołączano jeszcze rozbrajanie duchowe ciągu harmonicznego, poprzez przyjmowanie jego haseł (antysemityzm, katolicyzm) jak to miało miejsce z deklaracją płk. Koca.

W skutkach doprowadziło to do odpływu aktywności politycznej mas. Miliony homo-catolicusów odczuwały z jednej strony, iż opanowanie państwa i nadanie jemu form zgodnych z ich wewnętrzną wizją napotyka nazbyt wielkie opory, z drugiej zaś strony, istotne ideały „narodowe” są zagrożone w mniejszym stopniu dzięki respektowaniu ich przez ciąg reformistyczny, z którym toczono walkę. Można więc było spokojnie realizować rzecz najważniejszą i najcenniejszą – pogrążyć się w błogiej drzemce, w słodkim zaciszu swoich otok indywidualnych.

Wszystkie te zmiany nie miały żadnego istotnego wpływu na rozbieżność nurtu politycznego. Ciąg harmoniczny grawitując ku swemu ideałowi, katolickiej harmonii socjalnej, trafiwszy pod gwałtowny ogień ciągu reformistycznego, zmienił swój szyk. Zamiast zwartego szyku zorganizowanych grup politycznych, rozsypał się w tyralierę, albo nawet ruszy rojem zatomizowanych person.

Rozbieżność nurtu politycznego zmieniła swoją formę, lecz pozostała ta sama. Ze stanowisk ciągu reformistycznego dostrzeżono dostrzeżono ją tym razem w postaci dekompozycji.

Tak jak i we wszystkich poprzednich fazach, automatycznie powstało złudne przeświadczenie, iż usunięcie dekompozycji jest usunięciem samej rozbieżności nurtu politycznego, likwidacją zasadniczej zapory przed „podźwignięciem wzwyż” itp.

W świadomości indywidualnej jednostki lub tysięcy jednostek, znajdujących się w ramach systemu pomajowego, obraz rzeczywistości nie mógł zarysować się inaczej.

Skoro dla umysłów tam znajdujących się, nie istnieją pojęcia: polskiej ideologii grupy, spersonalizowanej „przeciętnej społecznej”, grawitacji życia zbiorowego do degradującego minimalizmu katolickiej harmonii socjalnej, w sumie biorąc ciągu harmonicznego, to tym samym nie istnieją możliwości dojrzenia tej rzeczywistości jako konkretnych faktów.

Dopiero uderzenie głową o twardy przedmiot, rodzi przeświadczenie, iż tam jednak coś jest. Po omacku poznaje się część tego przykrego w zetknięciu przedmiotu. Tak więc sformułowano: sejmokrację, partyjniactwo i w końcu dekompozycję. Na tym się nie skończy.

W zbiorowej świadomości kolejno rodzi się plan usunięcia rozbieżności nurtu politycznego, rysującej się w postaci dekompozycji. Wydaje się to dość proste. Wciągnąć zdekomponowane masy jednostek do pracy państwowo-twórczej. W Jaki sposób może się to stać? To jest teoretycznie łatwe. Pomiędzy państwem a społeczeństwem muszą być rzucone pasy transmisyjne by energia szarego człowieka mogła być przekazana na maszynę państwową. Jednostka musi poprzez organizację społeczno-polityczną przerzucić swój ładunek energii politycznej na instytucję Sejmu, który z kolei włączy ją w aparat państwowy. Wola zbiorowa będzie więc poprzez szereg trybów i pasów transmisyjnych poruszać mechanizm państwowy.

Tryby i pasy transmisyjne, są gotowe dla przyjęcia fali energii zbiorowej. Jest Ozon, jest Sejm, ustawą konstytucyjną przystosowany to transformacji woli mas, jest sprawny rząd i zdolny do samodzielnych dyspozycji, ośrodek najwyższy.

Dopiero gdy uświadomimy sobie z całą wyrazistością podstawowy fakt, iż w masach homo-catolicusów nie ma tzw. „marnującej się” energii, z powodu zwyczajnego braku takowej, gdy uświadomimy sobie, iż chcenia i pragnienia tych mas w swej istocie są najdalsze od tego by z nich mogła powstać energia państwowo-twórcza – pojmiemy fikcję całej konstrukcji myślowej, wysnutej w zakamarkach ciągu reformistycznego. Wybory Sejmowe, w ten lub inny sposób przeprowadzone, mogą usunąć „dekompozycję” i prawdopodobnie tego dokonają, lecz nie usuną rozbieżności nurtu politycznego, gdyż w istniejącym układzie jest to niemożliwe. Z wyborów sejmowych, lub nawet ich serii, wyniknie tylko jedno: wyeksploatowanie fikcji „dekompozycji” i wyłonienie się na widnokręgu polskiego życia czegoś nowego, o tym samym charakterze.

Taki lub inny sukces w polityce zagranicznej lub wewnętrznej, pozwoli na tym pełniejsze likwidowanie fikcji dekompozycji, na osiągnięcie konsolidacji itp. I to jest pozytywne.

Już dziś można określić sferę oporów , którą napotka system pomajowy nazajutrz po zwalczeniu dekompozycji i w przybliżeniu nazwę którą jemu nada. Będzie to nowa fikcja, którą będzie się zwalczało w przeświadczeniu , iż w ten sposób usunie się rozbieżność nurtu politycznego.

 

Z. Banasiak. (właściwie: Jan Stachniuk)

1937 - 1939 © ZADRUGA Pismo Nacjonalistów Polskich
Redakcja projektu www.pnpzadruga.pl - Odolan z Gostynia
ontwerp en implementering: α CMa Σείριος