I.
DOJRZEWANIE NOWYCH ZŁUD
Jesteśmy świadkami, jak po upływie kilkunastu lat dzielących nas od przewrotu majowego z 1926 r. dojrzewać zaczynają nowe złudy „odrodzenia narodowego życia”. Tak jak przed 1926 r. kiedy to dostrzegano, mniej lub bardziej wyraziście, przejawy staczania się w dół, a z drugiej strony dostrzegano rzekome „przyczyny” tego stanu rzeczy. Dla polskiej opinii publicznej, jak i indywidualnych umysłów, urobionych przez „odwieczne prawdy”, nie może nasunąć się jedynie trafna myśl, iż przejawy rozstroju i upadania są czymś, co wynika wprost z tych ukochanych „odwiecznych prawd”. Na łamach „Zadrugi” wielokrotnie poruszaliśmy ten fenomen, wyjaśniając socjologicznie jego istotę w teorii „błędów”.

Ponieważ rzekomy błąd w strukturze ustrojowej państwa w ciągu ostatnich lat został wielokrotnie „naprawiony”, a trwałej poprawy Rzeczpospolitej nie wielu dostrzegało, więc też opinia publiczna brnąc dalej łożyskiem fikcji „błędów”, musiała szukać nowej „przyczyny” niedomagań. Gdy nie może zrodzić się skojarzenie zasadniczej wagi, a mianowicie, iż moto degradacji tkwi w tym co wyznacza osobowość duchową narodu, jego ideologię grupy (a wiemy dlaczego taka myśl powstać nie może), tym samym jesteśmy skazani na nieoznaczoność, na błądzenie po omacku. Dla umysłu ludzkiego zepchniętego w ten sposób na bezdroża, każdy dowolny fakt, może się wydawać równie nadającym się do spekulacji jako „przyczyna” niedomagań Polski. Partyjnicy twierdzą, iż zawinił ciąg reformistyczny („sanacja”), z szeregów zaś ciągu reformistycznego wskazuje się na „partyjników”, jako na istotną przyczynę zła w Polsce. Zdaniem naszym wszyscy mają rację po równo, gdyż nikt jej nie ma, zważywszy na solidarne przeświadczenie jednych i drugich, iż podźwignięcie kraju nastąpić może tylko w oparciu o ideały „narodowe” wiadomego znaku.

Stopniowo dojrzewa, tragiczna w swych konsekwencjach złuda, iż odrodzenia Polski, jej podźwigniecie nastąpić może dzięki wzrastającym zasięgom katolicyzmu. Upiorność tej opinii, jest świadectwem o tym, jak co raz bardziej pogrążamy się w dół, o tym, iż coraz bardziej się oddalamy od drogi ewolucyjnego uzdrowienia schorzałej duszy narodu.

Niszczące treści duchowe, coraz głębiej przeżerają duszę polską, o tym zaś jak daleko ten proces sięgnął, świadczy choćby to, iż proces ten uważa się za objaw postępującego uzdrowienia!

 

MOTOR PRZEOBRAŻEŃ WSPÓŁCZESNOŚCI POLSKIEJ.
W życiu polskim zachodzą niewątpliwie bardzo doniosłe przemiany. Motor tych przemian tkwi w głębi skatoliczałej duszy narodu, która rozpierając się, stopniowo reguluje to wszystko co z jej istotą nie jest zgodne. Nieubłaganie likwiduje się ślady oddziaływań obcych cywilizacji, wyżłobionych w ciągu wiekowej niewoli.

Proces ten nazywamy „recydywą saską”, gdyż kres ku któremu on zdąża, polega na ziszczeniu zasad katolicyzmu w życiu społecznym, tak jak to już raz było w epoce saskiej, na realizowaniu „katolickiej harmonii socjalnej”.

Postępy recydywy saskiej mogą być rozpatrywane z dwóch różnych punktów widzenia.

Pierwszy, polegałby na skutkach jakie recydywa saska wywołuje w polityce i gospodarstwie. Skutki owe, to nic innego jak tylko obniżanie się potencjału gospodarczego i politycznego Polski.

Realizowanie się ideałów leżących u podstaw polskiej ideologii grupy, musi wyzwalać grawitację do bieguna atomistycznego w polityce i bieguna tomistycznego w gospodarstwie.

Im bardziej dominują w życiu polskim „odwieczne prawdy”, tym pospolitszym, bardziej zwartym staje się typ homo-catolicusa, obojętnie czy współpracujący z Akcją katolicką czy też lawirujący i walczący o te same ideały personalistyczne w ugrupowaniach „czerwonych”.

Idzie w ślad za tym atmosfera „woli minimum egzystencji” i jej nieuchronne konsekwencje: grawitacja ku otoce ekonomicznej (własny grunt, chałupka, warsztacik, stała posadka, państwowa spokojna synekurka), skleroza otoczna i z nią związany słodki bezruch (wsi spokojna, emeryturka), postawa nadkonsumpcji i z niej wyłaniający się system nadkonsumpcji, co razem prowadzi do upojnego, iście katolickiego zastoju, bezprzykładnego pauperyzowania i zamierania życia w powszechnej sklerozie. Jest to atmosfera wyprodukowana przez „odwieczne prawdy”, dlatego też pełna niewysłowionej błogości. Już, już zabrzmi słodka, a znana melodia nieco strawersowana: „za króla...”

To samo w polityce, w tendencjach ustrojowych i społecznych. Rozpatrywaliśmy to w seriach artykułów na łamach „Zadrugi” pt. „Polityka wewnętrzna Polski Niepodległej”, pióra p. Zimnickiego.

Mamy więc atmosferę pełną upojnej błogości. Cóż kiedy nie daje nam sycić się ową błogością „zaborcze barbarzyństwo” bezbożnych sąsiadów. Tak jak w epoce saskiej, czekają tylko, aż owoc Katolicką Polską zwany, dojrzeje do reszty. Ponieważ mamy pewne przykre doświadczenie z przeszłości, więc też miejsce sycenia się błogością zajmuje „odruch spłoszonej błogości”. Jednostki ożywione „odruchem spłoszonej błogości”, stwarzają ruch polityczny, zdążający do usunięcia tych zjawisk, które w zmysłowy, bezpośredni sposób świadczą o …„nożycach potencjałów zewnętrznych” i tylko do tego ograniczają swoją aktywność. Nie reprezentują żadnych nowych treści duchowych. Z tego cośmy nazwali ciągiem harmonicznym, dzięki „odruchowi spłoszonej błogości” wydziela się boczna jego gałąź, ciąg reformistyczny, nastawiony na pewne wtórne zjawiska.

Jest to w całości biorąc, jeden z aspektów recydywy saskiej.

Drugi polega na czym innym. Wzmiankowaliśmy już na wstępie, iż recydywa saska w swej istocie jest rugowaniem z życia polskiego treści, które nie są zgodne z polską ideologią grupy.

Polska ideologia grupy, będąc do głębi przepojona katolicyzmem, dąży do tego by świat zewnętrzny był jej emanacją. Homo-catolicus, milion lub 10 milionów homo-catolicusów, mają naturalną tendencję do „przelewania wartości na zewnątrz”, jak mówi św. Tomasz z Akwinu. To znaczy, iż dąży do uporządkowania życia codziennego, stosunku jednostki do jednostki, jednostki do grupy, do materii itp. w sposób zgodny ze skalą odczuwanych wartości wewnętrznych. Formy społeczno-polityczne, gospodarstwo, znajdą się pod naciskiem aktywności milionów homo-catolicusów, usiłujących nadać im swój styl. Może się zdarzyć, tak jak to jest w naszych warunkach, iż nacisk milionów homo-catolicusów, na formy społeczno-polityczne i gospodarstwo, spotka się z oporem, wynikającym stąd, iż te dziedziny życia, zostały już poprzednio (150 lat niewoli!) ukształtowane według innego wzorca, pasującego do bardziej wytężonego życia. Katolicka harmonia socjalna z epoki saskiej uległa poważnym zniekształceniom, polegającym na przeszczepieniu do życia polskiego dorobku przewodniczych narodów w postaci oaz wysokiego poziomu organizacyjno-technicznego, nowoczesnych metod pracy, produkcji, poglądów, idei, prądów umysłowych itp. Wszystko to jest jakby obcym ciałem w żywym organizmie. Tak też je się traktuje. Jakże często, coraz częściej, słyszy się zachwyty nad czystością kultury polskiej, której obcy jest szał maszynizmu, mechanizacji, pogoni za materialnymi osiągnięciami, która jedyna wśród narodów europejskich zachowuje „osobowość”, „człowieczeństwo”, oczywiście w oparciu o zasady „chrześcijaństwa”. Itp.

Ciąg harmoniczny, grawitując do katolickiej harmonii socjalnej, eliminuje coraz bardziej owe obce naleciałości, dzięki czemu życie polskie staje się coraz „czystsze”, bliższe ideału. Każdy krok na tej drodze, „polska” świadomość odczuwa jako sukces, zwycięstwo, upojenie. Miliony homo-catolicusów, wyczuwają, iż zwały oporów dzielące ich od upragnionego „ideału” (katolickiej harmonii socjalnej) maleją, padają w proch. Jest najzupełniej naturalnym wobec tego, iż towarzyszy temu stan ekstazy, przyjemnego podniecenia, poczucia mocy i optymizmu. Odczucia 20 milionów, homo-catolicusów, nie różnią się w zasadnie od stanu psychicznego jednostki, która posiada pewne zorganizowane wyobrażenie (np. widzenie siebie nie jako urzędnika Xi stopnia jakim się jest w rzeczywistości, lecz jako naczelnika w VIII stopniu, podziwianego przez dzisiejszych współtowarzyszy, pannę Stefcię i nonszalanckiego woźnego biura) i pragnienie, mniej lub bardziej świadome, by rzeczywistość zmieniała się w kierunku tej wizji. Gdy ewolucja przebiega w tym pożądanym kierunku, zrodzić się musi nastrój radosny, poczucia własnej wartości i siły.

Otóż recydywa saska takie stany psychiczne w duszach milionów homo-catolicusów stwarza, jako coś naturalnego.

Błogostan i poczucie mocy jest więc prostą konsekwencją, ogólnego przebiegu recydywy saskiej, tak samo jak i degradacja w polityce i gospodarstwie. Innymi słowy: recydywa saska stwarza jednocześnie a) poczucie mocy, optymizmu, błogostanu i b) degradację faktyczną, dostrzeganą jako refleks zagrożenia państwa od zewnątrz.

Pomiędzy błogostanem i degradacją istnieje związek spektakularny, podobny do tego jaki istnieje pomiędzy płynnością wody a mokrością, jasnością płomienia i jego gorącem itp.

Gdy teraz uprzytomnimy sobie „teorię błędów”, to zrozumiemy, dlaczego związek strukturalny – błogostan i degradacja - musiał ulec rozerwaniu. Błogostan stwarzany przez recydywę saska, jest uczuciem przyjemnym, degradacja (dzięki skojarzeniom z przeszłościom) przykrym. Umysł „polski” musi się buntować przeciw łączeniu ich, sprowadzaniu do wspólnego mianownika.

Powstać więc musiała myśl wręcz przeciwna; w oparciu się o to co daje uczucie błogostanu i mocy, zwalczyć zło tj. degradację.

Jesteśmy u początków bezdroży. Zobaczymy co z tego wyniknie.

 

PRZEMIANY W CIĄGU REFORMISTYCZNYM (SYSTEMIE POMAJOWYM).
Z chwilą powstania niepodległego państwa w 1918 r. treści duchowe wyznaczające profil „przeciętnej społecznej” rozpoczęły sprawnie urządzać rzeczywistość polską, co dało w wyniku pierwszy etap recydywy saskiej lat 1918-1926. Głębsze procesy duchowe, związane z recydywą saską tych lat, nie zdążyły jeszcze nabrać odpowiedniego natężenia, dostrzegano natomiast linię degradacji i jej wykładnik rozwierania się nożyc potencjałów zewnętrznych.

Reakcja na nie tj. odruch spłoszonej błogości, tak jak to było w epoce Stanisław Augusta, doprowadza do powstania ruchu politycznego, mobilizującego żywioły społeczne, przerażone widmem upadku państwa. Był to więc ruch czysto obronny, nie wnoszący żadnych nowych treści światopoglądowych i dlatego niezdolny do wydobycia nowych sił społecznych, poprzez poruszenie głębszych strun duszy człowieczej.

Nie mógł inny los tego co nazywamy „systemem pomajowym”. Starając się łatać widome, materialne skutki recydywy saskiej, nigdy nie ważył się na zuchwałą myśl sięgnięcia do jej źródeł. Leżało to zresztą poza podstawami z których wyrósł (odruch spłoszonej błogości). Jest chyba rzeczą oczywistą, iż gdy się zwalcza pewne zjawiska w życiu narodu, a jednocześnie czci się i szanuje podłoże z którego one w naturalny sposób wyrastają, to w konsekwencji musi dojść do wyczerpania sił u tego, który tej pracy Danaid dokonuje. Dziś po upływie 12 lat widzimy, iż ciąg reformistyczny pomajowy wyczerpał krąg zagadnień (fikcja błędu w organizacji społeczno-politycznej) i nadwątlił swój ładunek sił. Wyczerpanie się energii ekipy pomajowej i złud z którymi szła do „naprawy państwa” jest faktem. Została jeszcze jedna złuda: wzięcie w żelazne kleszcze całego życia narodowego, wszystkich dziedzin rugowania błędu ze wszystkich zakamarków aż do jego wypędzenia. Rzekomy „błąd” jak ścigany diabeł, ciągle zmieniając swą postać, uciekał w ciągu kilkunastu lat z górnych pieter gmachu państwowego, z Zamku, z Rządu, z Sejmu, z terenu organizacji politycznych w dół, aż znikł gdzieś w norce międzyjednostkowej „dekompozycji”. Jest coś upiornego w tej zbiorowej halucynacji pościgu za demonem „błędu”, który jak to z uporem dowodzimy, nie istnieje wcale, gdyż jest wytworem bezradności polskiej myśli, zepchniętej do ciemnego labiryntu.

W założeniach strukturalnych ciągu reformistycznego tkwi konieczność brnięcia tą, a nie inną drogą. W ostatniej fazie „planistycznej”, a właściwie „subtotalistycznej”, gdyż pozornie zbliża się do form ustrojowych totalistycznych, brak mu sił do dokonania tego zadania.

Szuka więc źródła nowych sił, które pozwoliłyby na wzmożenie w aktywności zwalczania „błędu”. Dostrzega te siły w sferach najbardziej ogarniętych przez recydywę saską, u tych, którzy są w nastroju ekstatycznym, podniesionym, ożywieni poczuciem mocy.

Tak więc rodzi się myśl by wykorzystać owe „nowe” siły dla zwalczania sił stwarzających degradację. Powstaje idea wypędzenia diabła za pomocą belzebuba.

 

SKATOLICZENIE OBOZU POMAJOWEGO W NIEDALEKIEJ PRZYSZŁOŚCI.
Uszeregujmy przesłanki: 1) dogłębnie sięgający proces recydywy saskiej, ogarniającej miliony polskich głów, rugowanie treści duchowych, z personalistycznymi ideałami niezgodnych; 2) odczucie błogości i mocy w sercach milionów „homo-catolicusów”, w miarę zbliżania się do ideału życia społeczno-politycznego i gospodarczego (katolickiej harmonii socjalnej), znamionującego się minimalizmem i bezruchem, tak dogadzającym treściom polskiej ideologii grupy; 3) przejawy degradacji Polski, w polityce i gospodarstwie, odczuwane w sposób przykry dzięki skojarzeniu z przeszłością; 4) wyczerpywanie się sił żywotnych ciągu reformistycznego (obóz pomajowy), który był reakcją na przejawy degradacji i konieczność zaczerpnięcia nowych mocy, dla stawienia oporu nawale recydywy saskiej, ale tylko w dziedzinie polityczno-gospodarczej.

Wyraziście widzimy, w którym kierunku będą przebiegały procesy w kilku najbliższych latach. W zbiorowej świadomości obozu pomajowego musi się ułożyć imperatywny wniosek, iż „nowe” siły duchowe, znamionujące się poczuciem mocy, ekstazy, optymizmu, będące jak wiemy, jednym z etapów przebiegającej recydywy saskiej, muszą być wyzyskane przeciw tym czynnikom, które powodują upadanie, degradację, rozpad, nędzę, defetyzm.

Skatoliczenie obozu pomajowego jako konkretnego wyrazu ogólnej kategorii, która nazywamy ciągiem reformistycznym, jest więc kwestią niedalekiej przyszłości. Procesy myślowe, przebiegając w łożysku „labiryntu świadomości polskiej”, nie są zdolne do utorowania dróg w innym kierunku.

Oczywiście proces katoliczenia ciągu reformistycznego, nie będzie przebiegał po liniach prostych. Raczej będziemy mieli do czynienia z grawitacją, a więc pewnymi wahnięciami, nie zmieniającymi jednak ogólnej linii kierunkowej.

Skatoliczenie ciągu reformistycznego w postaci „obozu pomajowego”, pociągnie za sobą jednoczesne, ważkie przeobrażenia w dziedzinie sformułowań ideologicznych.

Zmiany mające nastąpić zasługują na żywsze zainteresowanie się nimi już dziś.
(c.d.n.)


Jan Stachniuk.

1937 - 1939 © ZADRUGA Pismo Nacjonalistów Polskich
Redakcja projektu www.pnpzadruga.pl - Odolan z Gostynia
ontwerp en implementering: α CMa Σείριος