Zakończenie

Na politykę wewnętrzną Polski, tak jak ona kształtowała się do r. 1926, należy patrzeć więc jako na samorodny, harmonijny rozwój, który pod naporem wewnętrznych sił zmierzał do swego ideału, jakim jest biegun tomistyczny, scharakteryzowany przez nas w poprzednich artykułach. Istota rozwoju polegała na tym, że przejawy życia zbiorowego oraz formy ustrojowe i polityka, stawały się coraz bardziej zgodne z polskim ideałem społeczno-politycznym, który bierze swe źródło w personalistycznych założeniach polskiej ideologii grupy. Realizowały się zasady tego ideału: postulat wolności jednostki oraz prymat jednostki wobec grupy. Gorzej było z zasadą miłości i sprawiedliwości; te – w atmosferze wzrastającej nędzy materialnej, przyjmowały postać chrześcijańskiej rezygnacji i biadolenia.

Dopiero jako dalsze, trzeciorzędne skutki realizacji tych zasad na arenie życia politycznego Polski poczęły rychło po roku 1918 występować objawy, co do których jednak nikt nie potrafił postawić trafnej diagnozy. Rozbicie społecznego organizmu na atomy, osłabienie nurtu społecznego, wreszcie najbardziej rzucająca się w oczy dezorganizacja państwowego organizmu i osłabienie władzy politycznej – w polskiej świadomości tłumaczone były „miazmatami niewoli” lub „wadami ustrojowymi”. Właściwy zaś mechanizm naszego rozwoju, skryty w założeniach panującego systemu duchowego i chroniony tradycją odwiecznie „polskich ideałów”, działał bez obawy zdemaskowania.

Po prostu nie do wiary, jak bardzo położenie nasze stało się podobne do czasów saskich, kiedy to nasz wewnętrzny „rozwój po linii chrześcijańskiej”, jak powiedział Mickiewicz – a więc po linii jakościowo różnej od reszty Europy, stał się przyczyną upadku państwa. Brakło tylko upojnego hasła: „Polska nierządem stoi”.

Jeżeli zaś teraz ocena naszego położenia potrafiła stosunkowo wcześnie zrodzić odruch spłoszonej błogości, który stał się motorem wewnętrznej polityki od r. 1926, to zawdzięczać należy świeżemu jeszcze doświadczeniu, które niepokoiło świadomością, że naród może być jednak pozbawiony własnego państwa. Nie było też dziełem przypadku, że przewrót majowy dokonany został przez Człowieka i ludzi, którzy w najbardziej bezpośredni i skuteczny sposób o niepodległy byt walczyli.

Musimy tu postawić sobie pytanie, czym był istotnie „przewrót majowy” - odpowiedź daje nam „teoria wewnętrznego rozwoju Polski”.

Przewrót majowy roku 1926 był niewątpliwie reakcją przeciwko linii degradacji po jakiej Polska staczała się ku ponownemu upadkowi. Jego genezy szukać należy w postawach duchowych tych ludzi, którzy uświadamiając sobie bliską tragedię, znaleźli w sobie dość mocy i woli, by się jej za wszelką cenę przeciwstawić. I tylko tyle. Bo poza tym przesłanki ideowe i polityczne przewrotu poszły utartymi ścieżkami.

Polska myśl polityczna posiadała duży już wtedy dorobek, który możemy określić „działaniami reformistycznymi”. Nie mając świadomości o zasadniczej antynomii dziejów Polski, myśl polityczna „Przewrotu Majowego” przyjęła koncepcję „wad ustrojowych”, które jakoby miały sprawiać naszą wszechobejmującą słabość.

Stąd też podjęte reformy obracały się przede wszystkim wkoło zagadnień ustrojowych Państwa. Hasło usprawnienia aparatu państwowego poprzez wzmocnienie władzy wykonawczej, wyczerpywało właściwie założenia polityczne „systemu pomajowego” w pierwszych latach jego rządów.

Rychło jednak dostrzeżono, że rozwiązanie tego problemu, nawet skuteczne nie usunęło wcale istotnych „bolączek” naszego życia, świadczących o słabości naszego potencjału politycznego. W walce o naprawę ustroju legło „partyjniactwo”, legła wszechwładza sejmu, legło rozprężenie ośrodków dyspozycyjnych. Mechanizm polityczny państwa zyskał formalną podstawę do jednolitego i sprężystego działania, ba! Wspierał się o autorytet Piłsudskiego, a mimo to oczywistość nie pozwalała widzieć współczesności i przyszłości w różowych kolorach.

„Działania reformistyczne” poczęły więc szukać nowych, dalszych „błędów”.

Nie należy do tematu tego artykułu omawianie „sukcesów” działań reformistycznych na polu gospodarstwa polskiego, nie mniej jednak trzeba mieć na uwadze, że polityka wewnętrzna państwa jest obecnie dość ściśle powiązana więzami współzależności z zagadnieniami gospodarczymi, one bowiem, te dwie dziedziny, składają się harmonijnie na potęgę polityczną państwa, lub jego słabość. Zaś szczególne w świetle teorii wewnętrznego rozwoju Polski, dialektyka rozwoju polskiej polityki i polskiego gospodarstwa jest właściwie ta sama.

Punktem wyjścia tendencji rozwojowej tu i tam jest zasadnicza antynomia naszych dziejów, polegająca na tym, że panujący trwale system kulturalny decyduje o rozwoju cywilizacyjnym naszego narodu po linii biegnącej ku degradacji. Polityka i gospodarstwo polskie to dziedziny, gdzie mechanizm takiego rozwoju jest najbardziej widoczny. Działają tu siły trwałe, z gruntu duchowego wyrastające. One to, poprzez szereg kolejnych ogniw rozwojowych decydują w ostateczności, że całokształt naszego życia zbiorowego w pewnym dalszym etapie swego rozwoju przyjmuje postać, która jest niepokojącą.

Słabość ta rodzi grozę zatracenia, budzi odruch spłoszonej błogości, rodzi nawet bunt przeciwko sobie. Świadomość jednak, wyposażona w kryteria tego samego kręgu kulturalnego, nie potrafi połączyć logicznymi ogniwami oglądanego obrazu rzeczywistości z systemem duchowym, który ją sprawia, ani też go ujemne sklasyfikować. Dlatego też „odruch spłoszonej błogości”, odruch przeciwdziałania, skierowany jest jedynie przeciwko dalekim skutkom i jako taki musi okazać się w ostatecznym wyniku jałowym.

Istota zaś „działań reformistycznych”, które obserwujemy w Polsce po r. 1926, a jednocześnie przyczyna ich ostatecznej jałowości polega na tym, że uderzają one w dalekie skutki harmonicznego ciągu rozwojowego, nie naruszając zupełnie jego rdzenia duchowego. To też rdzeń ten, nienaruszony przez działania reformistyczne, reprodukuje ustawicznie to, co reformy zwalczają. System pomajowy zadał klęskę „partyjniactwu”, najpierw na terenie Sejmu, po tym w ogóle w państwie. Uderzył w daleki tylko skutek personalistycznych założeń polskiego ideału kulturalnego, który pozostał nietknięty. I oto jesteśmy świadkami jak mimo wprowadzonych mechanicznych reform ustrojowych, to stare partyjniactwo odżywa obecnie w postaci powszechnej „dekompozycji” w postaci mafii, mafijek, klik i personali.

Stąd też „działania reformistyczne” spotykając się ustawicznie ze zjawiskiem reprodukcji przedmiotów swego oddziaływania, muszą z konieczności przyjąć postać pewnego trwałego systemu, który by w sposób niejako mechaniczny, bo działający w poprzek harmonijnego rozwoju, uzupełniał i łatał te skutki, które on w sposób nieubłagany stwarza.

Państwo, by utrzymać swą egzystencję w obecnym układzie międzynarodowym, musi oprzeć swoją organizację za zasadach silnej i sprężystej władzy, która by miała możność dysponowania społecznymi zasobami energii. W warunkach polskich jest to postulat, który kłóci się z naszym trwałym i naturalnym rozwojem, zmierzającym przecież ku formom politycznym,właściwym polskiemu ideałowi politycznemu. Stąd wyrasta trwała rozbieżność między wewnętrznymi tendencjami, a nakazami narzucanymi państwu z zewnątrz. Jest to oczywiście skutek oddziaływania zasadniczej antynomii naszych dziejów, która doprowadza do atomizacji i osłabienia politycznego organizmu społecznego. Nazwiemy ją „rozbieżnością nurtu polityczno-ustrojowego” Polski.

„Działania reformistyczne”, podjęte przez ciąg reformistyczny, starają się tę zasadniczą rozbieżność nurtu polityczno-ustrojowego w jakiś sposób usunąć.

Usiłowania zdążające do usunięcia „rozbieżności nurtu polityczno-ustrojowego” prowadzą do starcia się obu ciągów: harmonicznego i reformistycznego. Nazwaliśmy to przeciwbieżnością ciągów. W tych wielkich procesach społecznych biorą udział, mniej lub bardziej czynny, miliony jednostek.

System pomajowy przyjął jako zasadniczą przesłankę tezę, iż rozbieżność nurtu politycznego jest spowodowana przez błędy w ustroju organizacyjno-politycznym. Wiemy, iż przejęcie tej funkcji było zdeterminowane. Wyjaśniliśmy ten fenomen w „teorii błędów”, według której myśl reformistyczna, o ile opiera się o system treści tradycyjnych, i ile afirmuje zasady dalszej kultury „polskiej”, musi zejść do labiryntu, z którego nie ma wyjścia.

Usunięcie błędów ustrojowych, miałby więc eo ipso zlikwidować rozbieżność nurtu politycznego. Wzrok reformatorów paść więc musiał najpierw na górne piętra budowli państwowej. A więc rząd, prezydent, równowaga władzy ustawodawczej i wykonawczej, następne o piętro niżej, Sejm, jego struktura, układ sił na terenie parlamentu, dalej organizacja sił politycznych, partie, stronnictwa i w końcu szary człowiek jako podstawa życia politycznego, jego dynamiki lub martwoty. Usuwano więc „błędy” po kolei: z rządu, z Zamku i ich wzajemnego stosunku, z aparatu wykonawczego (administracja), z Sejmu, z terenu społecznego. Były to etapy walki o: 1) silny, niezależny rząd, 2) państwowotwórczo nastrojony Sejm, 3) o zdrowy stosunek obywatela do państwa i jego pracy (walka z „pośrednictwem” partyjnym, Brześć, Bereza, BBWR) i 4) wciągnięcie obywatela do twórczej współpracy z państwem, do której tak tęsknił (konsolidacja, Ozon).

Widzimy jak rozprószenie mgieł jednego „błędu” czy też „wady” ustrojowej, powoduje konieczność szukania dalszej fikcji. Dzięki przyjętym tezom, nie może się zrodzić przypuszczenie, iż w tej płaszczyźnie w ogóle nie ma powiązań.

W tym kierunku będzie się brnąć jeszcze długie lata.

Upór ten jest głęboko zdeterminowany. Faza, w której się znajduje nasze życie polityczne, daje tego dowody.

Zagadnienie „konsolidacji narodu” to nic innego, tylko właśnie próba rozwiązania problemu sprawności państwa, poprzez uaktywnienie mas społecznych. Tylko, że próba, jaką oglądamy, jest prostacko nieudolna. Jak wiemy bowiem, bierność mas polskich i ich bezwład wegetacyjny ma swe źródło w polskiej ideologii grupy, w systemie duchowym, który te masy dogłębnie obejmuje, a tymczasem O.Z.N. Założenia tego właśnie duchowego systemu w sposób niefrasobliwy wypisał na swym sztandarze ideowym.

Śmieszność sytuacji polega na tym, że „ciąg reformistyczny”, reprezentowany prze obóz pomajowy, usiłuje w dziedzinie polityki wewnętrznej rozwiązać zagadnienie sprawności organizmu narodowego poprzez afirmację tych starych zasad, które tę bijącą w oczy dezorganizację (atomizację społeczeństwa) sprawiają.

Widzimy więc, że tej wewnętrznej, trwałej rozbieżności między rozwojem ku formom społeczno-politycznym bieguna atomistycznego, a postulatem sprawnej władzy państwowej, narzuconym z zewnątrz, nie zdołano rozwiązać ani „ideologią państwową”, ani reformami ustrojowymi, ani wreszcie „ideą konsolidacji”.

Nie znaczy to jednak, że w tej dziedzinie niczego nie dokonano. Choć bowiem żadna ze zrealizowanych koncepcyj politycznych oczekiwanego rezultatu nie dała to jednak zrobiono stosunkowo wiele by problem „koniecznych potrzeb państwa” uczynić bardziej realnym. Gdy nie podobna w sposób zasadniczy rozwiązać tej naszej wewnętrznej antynomii politycznej, to zważywszy, że „konieczne potrzeby państwa” są warunkiem jego egzystencji, powstać muszą jakieś zastępcze środki, paliatywy, które w sposób sztuczny niejako „na siłę” zaradzić muszą palącym problemom. Naturalnym dysponentem tych środków jest oczywiście państwo. Stąd też państwo, pojęte jako ramię polityczne systemu politycznego, realizującego hasło „obronności państwa” staje się z konieczności środkiem bezpośredniego oddziaływania na te dziedziny życia społecznego, które nie podciągają się pod wymogi, przez ideę obronności państwa stawiane.

Ponieważ niestosunek między zespołem politycznych postulatów, narzuconych nam przez zewnętrzny układ międzynarodowy a naszym wewnętrznym rozwojem jest trwały, a nawet pogłębiający się, przeto sporadycznie zrazu i według zamierzeń chwilowe oddziaływanie Państwa przerodzić się musiało w stan chroniczny; musiał powstać trwały system, który moglibyśmy określić „systemem korelacji”, jako że rola państwa opiera się w tym wypadku na ścisłej współzależności z brakami stwarzanymi przez naturalny rozwój naszego organizmu społecznego.

Pojęcie „systemu korelacji” można wyrazić również terminem „etatyzm polityczny”, z zastrzeżeniem, że sfera jego zasięgu nie obejmuje dziedziny gospodarstwa.

Naturalną jest rzeczą, że „etatyzm polityczny” musi stopniowo sięgać coraz głębiej do życia społecznego, skoro zważymy, że różne kompleksy zagadnień społecznych połączone są ze sobą ogniwami współzależności, stąd skuteczna kuracja jednego z nich uwarunkowana jest zgodnym dopasowaniem dalszych. Dlatego, koncepcja „planizmu”, wybiegającego daleko poza sferę gospodarstwa, jest naturalnym etapem ewolucji naszej polityki wewnętrznej, wspierającej się o fikcję „błędu”.

Społeczeństwo odczuwa stały i subiektywnie przykry nacisk. Państwo spotyka się z reakcją idącą od dołu, z oporem, wymagającym z kolei stosowania surowej perswazji, a nawet przymusu. Widzimy więc, że system rządów policyjnych jest naturalnym etapem ewolucji, skoro Państwo postawi postawi przed sobą konieczne z punktu widzenia państwowego, ale z zewnątrz narzucone cele – bez względu na to, czy realizacja ich leży w możliwościach jakie reprezentuje historyczny rozwój społecznego organizmu.

Tendencje polskiego ideału społeczno-politycznego, pod naciskiem których odbywa się ewolucja ku formom społeczno-politycznym, bieguna atomistycznego, scharakteryzowaliśmy w drukowanych poprzednio w „Zadrudze” artykułach. Ewolucja ta zaś przechodzi coraz dalsze etapy, przejawy jej coraz bardziej stają się oczywiste, mimo wysiłków, bardzo nieporadnych zresztą, jakie podejmuje „ciąg reformistyczny”. Stąd też ścieranie się obu ciągów, reformistycznego i harmonicznego, wobec postępującej recydywy saskiej, zaognia stosunki i przybiera coraz bardziej na ostrości.

Państwo jako organ zorganizowanej woli ku realizacji „koniecznych potrzeb państwowych” ustąpić nie może. Pozostaje jedynie coraz bardziej brnąć w głąb szeregów nieuchwytnego wroga, którym jest najczęściej bierny opór społecznej masy. Aparat państwowy wobec coraz to nowych zadań, ulega powolnej rozbudowie. Biurokracja, jej rozbudowa nie tylko personalna, ale przede wszystkim jako systemu staje się nadrzędnym czynnikiem w układzie społecznym. Tzw. „przerost” aparatu administracyjnego, spędzający sen z powiek wielu miłośników „wolnej inicjatywy” i „swobody obywatela” jest tylko trzeciorzędnym, nieuniknionym w naszych warunkach skutkiem realizacji pewnych ogólnych założeń, na które, rzecz ciekawa, wszyscy się godzą.

Wszyscy się godzą, że trzeba realizować konieczne potrzeby państwa, skupiające się przede wszystkim około zagadnienia „potencjału wojennego”. Szczegółowe zaś postulaty składające się na tą całość, to silne gospodarstwo, armia, zagadnienie populacyjne oraz sprawna organizacja społeczno-polityczna. I na tym się kończy zgoda, powszechna zgoda. Gdy przychodzi kolej na realizowanie tych oczywistych postulatów – zaczyna się kołowanie. Zarówno w dziedzinie konkretnych wydarzeń jak i w dziedzinie myśli. Wynika to stąd, że nie potrafiono uzmysłowić sobie dla „Zadrugi” oczywistego fenomenu, a mianowicie, że realizacja tych postulatów nie leży wcale na linii kierunkowej, po której odbywa się naturalny rozwój całokształtu życia naszego narodowego organizmu.

Gdy Państwo, działając niejako na ślepo, usiłuje w sposób mechaniczny linię kierunkową rozwoju odchylić, co narzuca konieczność ponoszenia ofiar (nie tylko w znaczeniu ekonomicznym), wtedy ze strony skostniałej masy społecznej spotyka się z gwałtownym oporem. Rośnie front ścierania się ciągów harmonicznego i reformistycznego zarówno na arenie życia codziennego, jak i w dziedzinie myśli, która tłukąc się w labiryncie świadomości narodowej, nie potrafi połączyć przyczyny ze skutkiem.


P. Zimnicki. (właściwie: Stanisław Grzanka)

1937 - 1939 © ZADRUGA Pismo Nacjonalistów Polskich
Redakcja projektu www.pnpzadruga.pl - Odolan z Gostynia
ontwerp en implementering: α CMa Σείριος