Przeobrażenia w świecie zewnętrznym dokonywują się dzięki ideom ogólnym – wizjom podług których człowiek stara się urządzić świat. Idee ogólne zaś mogą być zakotwiczone w popędzie społecznym lub też mogą mieć podkład personalizmu.

W pierwszym wypadku człowiek otrzymuje potężne bodźce w kierunku dokonywania wszelkich dzieł cywilizacyjnych, posiada wole i nakaz moralny tworzenia. Ponieważ jednak sam człowiek jako jednostka niewiele znaczy i niewiele może zdziałać, stwarza sobie więzi społeczne aby wspólnym wysiłkiem i wysiłkiem kroczących pokoleń sprostać zadaniom, zakreślonym przez idee ogólne, zwane mitami.

Z personalizmem łączy się inne wyobrażenie świata i roli człowieka na ziemi, inna rola społeczności we wszechświecie. Człowiek jako jednostka – persona, jego dusza zostały uznane za wartości najwyższe, absolutne, stały się centralnym zagadnieniem wszechświata. Człowiekowi wtopionemu w zaświaty zatem winno być podporządkowane wszystko na świecie, Naród, Państwo. Wszelkie poczynania na ziemi mają za jedyny cel, służenie człowiekowi, jego personalnym celom.

Jeżeli więc człowiek uznał za swój najwyższy cel zbawienie własnej duszy i wybrał drogę do tego prowadzącą poprzez życie unormowane i ściśle wytknięte, nakazami i regułami wyprodukowanymi tysiące lat temu w Chinach, Małej Azji i negryjskiej Afryce to wszystko co jest na ziemi, Naród, Państwo, wszelkie normy społeczne i kulturalne, cały tok dziejów winny służyć temu groteskowemu „celowi”. Właściwie to nie ma nakazu moralnego, żadnej siły, która by człowiekowi nakazywała np. dążenie do wielkości Narodu, jego celów, do ofiar na rzecz zbiorowości, o ile by przez to miał zaniedbywać sprawy, związane z własnym, personalnym celem. Wszak nasi pseudo nacjonaliści np. Jan Mosdorf w swej pracy pt. „Wczoraj i jutro” twierdzi, iż człowiek, „sens jego istnienia, ostateczny cel jego życia leży poza społeczeństwem” (str. 37).

Personalizm automatycznie staje się wrogiem popędu społecznego. Zrozumiałą się staje tendencja do wyodrębnienia się jednostki z rytmu społecznego, a to dla osiągnięcia własnych, rzekomo najwyższych celów. Natychmiast rodzi się potrzeba wolności i swobody jednostki w stosunku do własnej społeczności. Każda więź społeczna, zamiast być pozytywną, wielką wartością, konieczną do realizowania twórczości, jako najwyższego nakazu moralnego człowieka na świecie, traktowana jest w najlepszym wypadku jako zło konieczne.

Fenomen ten omawialiśmy już parokrotnie na łamach „Zadrugi”.

Konsekwencje personalizmu w dziedzinie organizacji społeczno-politycznej przyjmują wyraz grawitacji do bieguna atomistycznego. Skoro istotny sens życia indywidualnego leży poza grupą, tym samym prymat jednostki wobec grupy jest rzeczą najzupełniej naturalną. Polska ideologia grupy wsparta o te zasady, hoduje ciąg pokoleń, na dobrych personalistów, eo ipso, gruntownie unicestwiając to wszystko, co o zwartości organizacji sił narodu stanowi. Sprawność organizacyjno-polityczną narodu unicestwia się u samego korzenia poprzez narzucanie wyżej określonego sposobu pojmowania sensu życia. To wszystko co my nazywamy polską ideologią grupy, a więc: religia, system wychowawczy, idee ogólne, język, literatura, obyczaje, treść świadomości narodowej, nauka, filozofia, urządzenia państwowe – to wszystko urabia umysły kroczących młodych pokoleń na modłę personalistyczną. Każdy z tych kręgów kulturalnych działa w tym samym, jednym kierunku. Polak, który nie byłby personalistą jest tym samym wyrodkiem, znajduje się w sytuacji bardzo podejrzanego co do swej „polskości”.

Tak więc w umyśle przeciętnego Polaka, Który przejdzie przez wyliczone kręgi kulturalne, nie może pozostać żadna dyspozycja psychiczna ku niepersonalistycznemu pojmowaniu życia. W tych okolicznościach, nie mogą powstać żadne wielkie ruchy polityczne, prądy duchowe, ogólniejsze dążenia grupowe. Nie mogą powstać z tej prostej przyczyny, iż nie ma ludzi, którzy byliby obdarzeni tymi ogólniejszymi ponadpersonalistycznymi dążeniami. Brak ogólniejszych dążeń lub ich słabość (wyjąwszy dążenie do zbawienia, lub dążenie do urzeczywistnienia warunków społecznych niezbędnych personalistom w ich zabiegach tj. wolność, spokój, uciszenie żywiołów ruchliwszych), słabe napięcie organizacyjne, martwota życia zbiorowego, zanik woli zbiorowej (znów wyjąwszy ducha oporu wobec sił mącących trupi, katolicki spokój) a w konsekwencji i Państwa, stanowią coś najbardziej naturalnego, konsekwentnie wynikającego z zasad personalizmu, stanowiących motor wewnętrzny homo-catolicusów.

Przejdźmy do następnego zagadnienia tj. problemu mafii w Polsce i aktualnie oglądanego zamafiania naszego życia. Zamafianie Polski ściśle łączy się z tym cośmy powiedzieli wyżej o grawitacji form organizacyjnych do bieguna atomistycznego.

Skoro naród, rozsypuje się na miliony atomów indywidualnych, żyjących po robinsonowsku, a nastawionych na swoje „istotne” cele, rozwój polityczny Polski, szczególniej zaś jej form ustrojowych, traci swoją zagadkowość i momentalnie demaskuje istotny cel wysiłków, naszej „nauki” historii, która za pomocą przemyślanych forteli, próbował zasłonić prawdziwy motor naszych dziejów czynny od połowy XVI w.

Człowiek jest istotą społeczną, obdarzoną popędem społecznym. Koncepcja światopoglądowa, tworząca fundament „polskiej” ideologii grupy, poprzez narzucenie personalistycznego pojmowania sensu istnienia, działała w kierunku całkiem innym.

Popęd społeczny wyraża się w skłonności jednostki do wtopienia się w grupę, rozpłynięcia się na jej tle, podporządkowanie jej swojego istnienia. W trybach „polskiej” ideologii grupy, popęd społeczny musiał doznać zahamowania i w końcu degradacji.

Czy mogła w Polsce jednostka łączyć się z innymi na podstawie jakiegoś mitu, idei ogólnej? Czy idee ogólne żyjące w środowisku polskim umożliwiały heroiczną pełnię życia? Nonsens! Religia wskazywała personalizm, jedyna idea „polska” tj. wolność jednostki jest personalizmem. Idea narodowa tj. państwo katolickie narodu polskiego, lub też „przedmurze chrześcijaństwa”, to samo idee powinności, obowiązku, podporządkowania się, nie mogły zrodzić się, gdyż to byłoby sprzeczne z typem kultury „polskiej”.

Popęd społeczny w tych warunkach ulec musiał degradacji.

Robinsony, siedzące w swych otokach, pozbawione możliwości szerszego oddechu, łączyć się mogły tylko na podstawach najbardziej przypadkowych, osobistych. Ktoś musiał być niczym Zagłoba, miał więc swoich kompanów, święcie weń wierzących. Ktoś inny spotykał się w knajpce wieczorem z panami X-Y, więc też podstawa do złączenia się w luźne zrzeszenie gotowa.

Społeczeństwo, rozbite przez panującą koncepcję na izolowane atomy, łączyło się w luźne przypadkowe, nieporadne grupy i grupeczki. Skaleczony popęd społeczny, pozbawiony mocy, działa w ten sposób jako siła całkująca. Nie mógł łączyć osób na mocy, wyobrażeń, pojęć, mitów, gdyż w tej sferze panowały treści wręcz wrogie. Pchał więc Robinsonów ku sobie w kwestiach błahych, przypadkowych. Nie był to już właściwy popęd społeczny, lecz raczej jego ułomna namiastka, popęd mafijny.

Popęd społeczny, przyjąwszy postać popędu mafijnego, wszedł do psychiki każdego homo-catolicusa. Nie mogąc łączyć się w blasku idei i mitów, jednostki zrzeszały się w cieniu gąsiorów, beczek miodu, cech osobowych itp.

Popęd mafijny jest trwałą cechą charakteru polskiego. Przejawia się przy lada okazji, nastręczanej przez ubożuchne w cechy duchowości męskiej – życie polskie. Popęd mafijny jest czymś naturalnym. Gdy się przyjmie to założenie, wówczas dopiero rodzi się możliwość zrozumienia przejawów polskiego życia. Tam gdzie panuje personalizm jako typ kultury „narodowej”, tam mamy władztwo mafii. Tak było i jest w Hiszpanii, Polsce i do niedawna we Włoszech. Właściwe to jest w ogóle typom cywilizacji, w których cechy duchowe natury prawdziwie męskiej, jej postawy heroiczne, antypersonalistyczne, nie są uwzględnione. Zamiast rzeki o wartkim nurcie, w którym jednostki są niepostrzegalnymi kroplami, mamy tam izolowane od siebie kropelki istnień indywidualnych, łączące się w drobne, stojące w bezruchu kałuże – mafie.

Tak więc popęd mafijny jest czymś co jest zrozumiałe tylko na tle grupy budującej swoje życie na zasadach personalizmu. Działając w środowisku zatomizowany wywoła specjalne efekty.

Promień działania popędu mafijnego nie może być wielki. Każdorazowo ogarniać on może tylko względnie nieliczne jednostki. Brak ogólnych pojęć, wspólnych ideałów, które mogłyby wyzwolić energię znaczniejszych mas ludzkich, sprawić musi, iż zespoły stwarzane przez popęd mafijny nie są liczne, gdyż jednostki łączą się na mocy cech osobistych, zmysłowych, nie zaś pewnych pojęć. Konsekwencją tego jest to, iż przypadkowe związki osób, łączących się na mocy przypadku są liczne. Następną ich cechą jest to, że suma momentów przypadkowych doprowadza do znacznych różnic pomiędzy nimi, aczkolwiek te różnice od zewnątrz nie są dostrzegalne.

Jakiś bodziec lub hasło, budzi aktywność społeczną: popęd mafijny sprawia, iż jednostki grupują się w nieliczne grupeczki, aczkolwiek tych grupek powstaje dużo. Pomimo iż bodziec był wspólny np. hasło „obrony” każda grupka czuje swoją obcość do wszystkich innych i zajmuje postawę ekskluzywną.

Dalszą cechą jest skłonność do zwalczania się wzajemnego, co zresztą wynika z różnic składowych elementów z zasady mocno przypadkowych.

Z grubsza więc mamy nakreślony mechanizm wewnętrzny mafii. Popęd mafijny, jako wykładnik popędu społecznego, w grupie zatomizowanej przez typ personalistycznej ideologii grupy, sprawia, iż wiązadła społeczno-organizacyjne noszą cechy: 1) niezdolności do ruchu masowego (niewielka liczba uczestników mafijek), 2) wielka liczba zespołów – klik, 3) ekskluzywizm, zamykanie się we własnych, przypadkowych i luźnych jednocześnie ramach, wyczucie dystansu w stosunku do wszystkich innych zespołów, formalnie nawet bliskich, 4) niezdolność do wyrównania różnic w stosunku do innych zespołów, patrzenie na świat przez pryzmat cech własnej kliki, uznawanie jej przypadkowych cech jako nader istotnych i stąd płynąca postawa walki, 5) skłonność do „mafijnego” interpretowania toku dziejów.

Tak jest gdy ujmujemy problem teoretycznie. Rzeczywistość nie odbiega daleko. Epoka saska roi się od mafii. Od księcia „Panie Kochanku”, poprzez „Albańczyków”, „partie” i „familie” mamy potworne rojowisko mafii, których genezę i schemat przedstawiliśmy. Istniał jednak pewien trzon wokół którego odbywał się ten niesamowity taniec: supermafia kościoła katolickiego, usiłująca skierować zamafianie Polski w pewne łożysko, zgodne z jego interesami.

W okresie niewoli nastąpiło pewne zlaicyzowanie społeczeństwa. Popęd mafijny doskonale więc prosperował w ramach organizacji wolnomularskich. Nikt inny jak właśnie marsz. Piłsudski wygłosił zdanie, iż Polacy mają szczególniejszą słabość do masonerii. Istotnie masoneria i jej typ organizacji doskonale pasuje do popędu mafijnego. W ciągu XIX wieku, nastąpiło wydzielenie się nowego ośrodka, nowej supermafii. Odtąd mamy w rojowisku mafijnym, jako typie organizacji społeczno-politycznej narodu polskiego, dwa różne centra dyspozycji: kościół i masonerię.

Do dziś dnia jesteśmy świadkami dość ostrego antagonizmu między nimi.

Recydywa saska, stopniowo podmywająca brzegi lewego personalizmu, przesuwa równowagę na korzyść ośrodka wyrosłego w epoce saskiej. Jesteśmy raz po raz świadkami tych przesunięć.

Jeśli teraz spojrzymy na życie społeczne Polski współczesnej, to wywody nasze, z konieczności uproszczone, nie będą zbyt wielkim przejaskrawieniem. Wszelkie hasła, idee ogólne, na gruncie polskim nie mogą puścić korzeni, nie są zdolne stworzyć masowego ruchu organizacyjnego, nastawionego na cele pozytywne, twórcze.

To samo tyczy ruchu umysłowego. Bodźce, które miałby ten zamiar, natychmiast przeradzają się w kliki, kliczki, mafijki. Widzimy to na idei „narodowej” z jej niezliczonymi, a jednocześnie nielicznymi odłamami, idei „pracy dla państwa” (ciągle mamy na myśli samorzutność, spontaniczność postaw psychicznych i ich zewnętrzny wyraz organizacyjny) idei „obrony”, „podźwigania wzwyż”, „konsolidacji” itp.

Ponieważ bodźce te, nie pobudzają zdrowego, przyrodzonego popędu społecznego, lecz to co jest na placu tj. popęd mafijny, w którym decydującą rolę grają momenty czysto personalne, jako najbardziej dostępne dla umysłów rozwijających się w kręgu praw izolowanej jednostki, nic więc dziwnego, iż idea konsolidacji kojarzy się z panem X, Y lub Z. Ekskluzywizm różnych mafii jest więc prostą dedukcją z jej istoty, tak samo jak i nieustanne wzajemne zwalczanie się.

Socjologicznie biorąc, niezmiernie ciekawe jest mafijne pojmowanie mechanizmu dziejów. Jednostka tkwiąca w mafii (każdy Polak o pewnych aspiracjach do mafii należeć musi) patrz na świat, na dzieje, na politykę, cywilizację jako na wytwór mafii. Wierzy, iż poprzez należenie do mafii wpływa na tok stawania się historii, jak i z drugiej strony, wszystko co się dzieje, a jest niezgodne z dążeniami macierzystej mafii, jest niechybnie dziełem wrogiej mafii. I tak np. Polska upadła nie dlatego, że koncepcja kulturalna katolicyzmu zabiła żywotność przeciętnej społecznej w Polsce, a więc zatkała źródło siły narodu (w ciągu dziesięciu pokoleń 150-200 milionów istnień), lecz dlatego, że jakaś wroga mafia uwzięła się na nią. Rosja przegrała wojnę z Japonią w 1905 r. nie dlatego, że była od dłuższego czasu zbutwiała wewnętrznie, lecz dlatego, że jakaś tajemnicza mafia postanowiła ją zniszczyć, (patrz artykuł „Tragedia Rozdzieżstawiańskiego czy rasy białej” w jednym z ostatnich numerów „Myśli Narodowej”). Mafijne ujęcie dziejów, mafijny stosunek do świata, jest projekcją na procesy myślenia, tego co leży u podstaw zorganizowanej duszy narodu, jego ideologii grupy. Tam należy szukać wyjaśnienia fenomenów polskiego życia.

 

Inż. L. Zasada. (właściwie: inż. Ludwik Zasada)

1937 - 1939 © ZADRUGA Pismo Nacjonalistów Polskich
Redakcja projektu www.pnpzadruga.pl - Odolan z Gostynia
ontwerp en implementering: α CMa Σείριος