PROCES RECYDYWY SASKIEJ W SFERZE DUCHOWEJ NARODU
a) gospodarstwo
Polski typ kulturalny, wyhodowany starannie w atmosferze personalizmu katolickiego wykazuje zdecydowaną niechęć do wytężonego życia gospodarczego, czy to będzie przemysł, czy też handel. Wola minimum egzystencji, jako typowa postawa wobec wszelkich zjawisk gospodarczych, sprawia, że człowiek wychowany w polskim systemie kulturalnym odczuwa swą obcość, nawet wobec systemów produkcyjnych, wykazując na tym polu swą kompletną bezradność. Tak było w Epoce Saskiej, ku temu samemu mimo pozorów zmierzamy obecnie. Niewola wtłoczyła nas w wyższe organizmy cywilizacyjne, dała nam oazy kapitalizmu w dziedzinie gospodarczej, stąd też i w sferze duchowej dokonały się pewne w tym kierunku przesunięcia. W miarę jednak jako polska ideologia grupy odzyskuje swą „czystość” oazy kapitalizmu ulegają stopniowej likwidacji. Występuje wyraźna tendencja cofania się gospodarczego we wszystkich dziedzinach gospodarstwa: w przemyśle, handlu i rolnictwie. Jest to tylko zewnętrzny, materialny wyraz odpowiednich procesów duchowych, które postąpiły już tak dalece, że świadomość polska fakt cofania się polskości z placówek gospodarczych traktuje jako tytuł do moralnej chwały, co zgodne jest niewątpliwie z kryteriami wyznawanych ideałów naczelnych. Jako dowód takiego zjawiska przytaczamy poniżej głos Kazimierza Haraburdy, wybitnego publicysty z Ruchu Narodowo-Radykalnego, który głosi... dynamizm (sic!) w gospodarstwie no i „walkę” z żydami.

Oto więc pisze ten „dynamiczny narodowiec” w Nr 21 „Falangi”:

„W rezultacie, biorąc ogólnie, kupiectwo i przemysł wielkopolski zdecydowanie przegrywa. Wielkopolanie są zdrowsi moralnie i dlatego w ustroju kapitalistycznym przegrywają z walkę żydami, wszystko to nie jest bynajmniej smutne, ani nie świadczy o gospodarczej niższości Polaków w ogóle, czy Wielkopolan w szczególe. Wprost przeciwnie, gdyby w dzisiejszym ustroju na wskroś niemoralnym Polacy zwycięsko konkurowali z żydami, dowodziłoby to, że jesteśmy narodem jeszcze bardziej zdegenerowanym i zdemoralizowanym niż żydzi. Tak samo i my dumni być możemy być tylko możemy z tego, iż w ustroju kapitalistycznym nie umiemy z żydami konkurować. Te stosunkowo nieliczne jednostki pośród Polaków, które umieją w dzisiejszych warunkach dorabiać się i nawet żydów z życia gospodarczego wypierać, dowodzą swym postępowaniem iż są jeszcze gorsi od żydów, (podkreślenie nasze).

Niepowodzenie Wielkopolan na polu gospodarczym dowodzi ich wartości moralnej, dowodzi, iż na szczęście dla siebie samych i dla całej Polski są zdrowsi....

Gdybyśmy natomiast w ustroju kapitalistycznym zdołali wyprzeć żydów, świadczyłoby to, iż część narodu stała się jeszcze gorsza od żydów, spekulantami, krętaczami i wyzyskiwaczami. Żydów byśmy wprawdzie usunęli, lecz mielibyśmy na ich miejsce gorszą od żydów rodzimą warstwę pijawek, a tych już ani na Madagaskar ani do Palestyny wysłać nie byłoby można. I w tym więc wypadku groziłaby Polsce straszliwa katastrofa”.

Ktoś by powiedział, że to tylko demagogia skierowana przeciwko żydom no i „niemoralnemu” (czy wg kryteriów katolickich?) ustrojowi kapitalistycznemu. Być może. Faktem jednak jest, że naszą niewątpliwą niższość na polu gospodarczym usiłuje się usprawiedliwiać... większą moralnością. Jeżeli zaś zważymy, że moralność ta opiera się na kryteriach katolickich to nie ulega wątpliwości, że p. Hałaburda czyniąc takie przeciwstawienie postępuje konsekwentnie. Zaś jego wrogość do kapitalizmu wynika stąd, że na miejsce tego ustroju wytężonej twórczości w walki ekonomicznej chciałby widzieć ustrój drobnych warsztatów w stylu „gospodarki narodowej” A. Doboszyńskiego. Hasłem zaś tego ustroju jest „każdy człowiek ma swój niezależny warsztacik, zapewniający egzystencję”. Niezależność gospodarcza stwarza niezależność własnej otoki duchowej. Zgodne to z personalizmem katolickim czy nie? Jak Pan sądzi Panie Hałaburda? Niech Pan jednak odpowie również na pytanie, czy w takim chrześcijańskim ustroju jest coś więcej ponad wegetację?

b) świadomość narodowa
Wyżej scharakteryzowany proces przemian w psychice polskiej odnośnie dziedziny gospodarstwa znajduje swoje podłoże w analogicznym rozwoju myśli politycznej, kulturalnej, a także świadomości narodowej. Ta ostatnia jak wiemy w istocie swej jest katolicka, zaś pewne wykrzywienia dokonane w okresie niewoli, ulegają obecnie likwidacji, co obserwujemy w gwałtownym odradzaniu się katolicyzmu i w jego wzrastającym wpływie na całokształt życia narodowego. Już dawno zapanowała zgoda w Narodzie, że właściwie polskość i katolicyzm to jest to samo. Obecnie poczyna się wyciągać z tego konsekwencje. Katolicyzm staje się agresywny – likwiduje powoli lewy personalizm (ruchy tzw. lewicowe) sięga po władzę. Wkrótce niewątpliwie stanie się aktualnym problemem rządów teokratycznych w Polsce, przynajmniej w odpowiedniej publicystyce.

Oto z okazji sprowadzenia prochów Boboli, „Czas” w nr 166 wystąpił z programowym artykułem pt. „Katolicyzm jest siłą”. Uderza w nim buńczuczna agresywność, a zarazem pewność siebie katolicyzmu. W nas jednak wzbudza ten artykuł uczycie straszliwego upokorzenia. Zaważmy bowiem, że podobny głos jest czymś powszechnym dla naszej publicystyki obozu prawicowego, zaś strona przeciwna wpada w drugą ostateczność.

Czytamy więc:

„Wczorajsze święto nie było galówką. Było to święto Polski katolickiej. Dziwną wymowę mają te dwa wyrazy z sobą związane. Dziwna moc zdolna do poruszania biernych na ogół tłumów, do wywoływania tak rzadkich dziś objawów szczerego entuzjazmu, do wyciskania serdecznych łez i radości.

Święty Męczennik przybył do stolicy. Witali go wszyscy. Możni tego świata i maluczcy. Witały go wszystkie stany, witało go wojsko, organizacje społeczne, młodzież, delegacja dzieci niewidomych, witała go również Polska oficjalna.

Stosunek Polski oficjalnej do katolicyzmu! Pozornie nic nie można mu zarzucić. Wszak wszelkie deklaracje z kół oficjalnych pochodzące na naukę katolicką się z reguły powołują, podkreślając katolicki charakter Polski, uznając prawa Kościoła w naszym państwie, wszak we wszystkich uroczystościach religijnych ta Polska oficjalna ma swoich przedstawicieli, wszak wczoraj chociażby nikt nie mógł mówić o zachowaniu się kół rządowych i kół społecznych, bo i jedni i drudzy zachowywali się w sposób jednakowy...

A jednak pomimo tych faktów budujących, czyż rzeczywiście wszystko jest w porządku czy rzeczywiście Polska oficjalna jest równie katolicka, jak Polska bez tego przymiotnika.

Na pytania poniższe odpowiadamy - nie! Ten katolicyzm, który wyznaje wielu niestety przedstawicieli Polski oficjalnej, różni się zasadniczo od wiary, która ożywiała te niewidome dzieci, witające swym śpiewem szczątki św. Męczennika, która kazała tłumom klęczeć na warszawskich brukach i wyciskała łzy szczerego rozrzewnienia z ich oczu. Katolicyzm tych panów jest niestety inny. Jest on oparty nie na wierze, nie na przekonaniach, a na kalkulacji... Polska była, jest i będzie katolicka. A kto chce tą najistotniejszą cechę naszego państwa zniszczyć, ten prędzej czy później musi ulec. Z faktu tego wszyscy sobie zdają sprawę. Katolicyzm jest siłą, siłą rosnącą, z którą trzeba się liczyć, którą lepiej jest mieć po swojej stronie, niż przeciwko sobie, której zwłaszcza nie należy sobie zrażać.

I dlatego jesteśmy świadkami tak dziwnych i na pozór nie zrozumiałych faktów, że politycy, którzy jeszcze do niedawna znani byli ze swej antykatolickiej postawy, dzisiaj usiłują sobie nadać zupełnie inne pozory.

Polska oficjalna jest dzisiaj katolicką, ale nie bez reszty, ale nie w całości, nie zupełnie szczerze. To musi ulec zmianie. Katolicyzm pozorny nam nie wystarczy. Udziałem przedstawicieli rządu w uroczystościach religijnych się nie zadowolimy. Będziemy żądać, by zasady katolickie w życiu publicznym Polski wszechwładnie zapanowały, by nie było posunięć sprzecznych z deklaracjami, by treść odpowiadała zewnętrznym formom.

Przedstawiciele Polski oficjalnej byli zmuszeni podporządkować się katolickim formom. Przyjdzie czas, gdy w ich gronie znajdować się będą tylko ci, którzy poza formą przejęli się również treścią. Katolicyzm polski jest siłą, która potrafi i to zwycięstwo wywalczyć.”

Widzimy więc w kołach katolickich pełną świadomość swego bliskiego już zwycięstwa w sensie politycznym. Pewność ta, przyznać musimy, nie jest pozbawiona słuszności. Recydywa Saska zbliża się powoli do swego kresu – do stanu w którym zapanuje katolicka harmonia socjalna. Będzie to jednak zwycięstwo przejściowe – a raczej klęska. W tym bowiem momencie właściwy sprawca naszej degradacji zostanie jak gdyby zdemaskowany. Przyjdzie mu wtedy zdać przed narodem historyczny rachunek. Żadna kara jaką mu Naród wymierzy nie będzie zbyt srogą. Za tyle wieków bezdziejów.

Niżej dajemy jeszcze cytat z tego samego artykułu „Czasu”. Celowo wyodrębniliśmy go z całości, gdyż treść jego dotyczy wprawdzie tego samego zagadnienia, ale formalnie należy do innej dziedziny. Dotychczas bowiem omówiliśmy apetyt i zamiary polityczne katolicyzmu niżej, niżej zaś znajdujemy niejako historioficzne ich uzasadnienie. Znajdujemy dowód jak dalece katolicyzm przeżarł naszą świadomość narodową, jak doszczętnie wyniszczył w naszej duchowości elementy rdzenne polskie – słowiańskie, zważmy bowiem znowu, że głos to typowy:

„Św. Męczennik, którego szczątki wróciły Ojczyzny – to symbol naszej misji dziejowej, to legitymacja racji bytu narodu polskiego. Św. Andrzej Bobola szedł na wschód, by spełnić przykazanie Chrystusa: „idźcie i nauczajcie”. Przykazanie to spełniał naród polski w ciągu tysiąclecia swych dziejów. Spełniać je musi i obecnie, spełniać je musi w przyszłości. To jest nasza misja dziejowa, racja bytu naszego istnienia.

Kiepski to jednak nauczyciel, którego czyny nie odpowiadają nauce jaką głosi. Naród polski chce być dobrym nauczycielem swych młodszych braci na wschodzie. Chce im głosić to, w co rzeczywiście wierzy i co sam praktykuje. To również powinni zrozumieć wszyscy przedstawiciele Polski oficjalnej.

Kto zwalcza katolicki charakter Polski, katolicki nie tylko co do formy, ale i co do treści, ten kładzie kres naszej misji dziejowej, ten rozrywa na strzępy legitymacje dziejową narodu polskiego.

Coś potwornego bije z tych słów! Jakim prawem autor śmie nazywać się Polakiem skoro twierdzi, że „św. Męczennik (jako symbol katolicyzmu oczywiście) jest legitymacją racji bytu Narodu Polskiego”.

A więc bez systemu duchowego, wyprodukowanego gdzieś w Mniejszej Azji, bez systemu, który stoi na drodze naszej wielkości ustaje racja naszego istnienia? Zaiste ponura to groteska!

 

 

1937 - 1939 © ZADRUGA Pismo Nacjonalistów Polskich
Redakcja projektu www.pnpzadruga.pl - Odolan z Gostynia
ontwerp en implementering: α CMa Σείριος