Często spotyka się w publicystyce sądy, jakoby ustrój polityczny Polski Niepodległej do r. 1926, oparty na zasadnie nowoczesnej demokracji typu francuskiego, był w naszych warunkach ustrojem „na wyrost”. Pojęcie „na wyrost” ma oznaczać, że wskutek rozmaitych przyczyn Polacy „nie dorośli” jeszcze do rządów pełnej demokracji. Wskazuje się przy tym na zbyt niski poziom kultury politycznej, brak wyrobienia państwowego i inne, tym podobne, dowody naszego „niedorozwoju” duchowego, wobec wymogów, którym społeczeństwo musi odpowiadać by mogło oprzeć swoją organizację państwową na zasadach integralnej demokracji.

Podstawą więc tych sądów jest przeświadczenie, że z punktu widzenia wewnętrznego rozwoju naszej państwowości, formy ustrojowe naszej demokracji nie pasują do podłoża społecznego i że konstytucja marcowa była ślepym naśladownictwem obcych wzorów, nieuwzględniających naszych rodzimych odrębności w kulturze, w charakterze narodowym, ideach narodowych, w powszechnie odczuwanych potrzebach politycznych itp. W tym też niedopasowaniu form ustroju politycznego do podłoża społecznego upatruje się powszechnie zasadnicze przyczyny dezorganizacji politycznej państwa, obserwowanej w okresie do r. 1926.

W ten sposób powstała koncepcja „wad ustrojowych”. Koncepcja ta traktująca „wady ustrojowe”, jako samoistną i zasadniczą przyczynę niedomagań organizmu państwowego, zrodzić z kolei zamiar przeciwdziałania złu w drodze naprawy ustroju: z jednej strony przez ograniczenie uprawnień demokracji, z drugiej – przez wzmocnienie władzy wykonawczej w Państwie. Tak powstała w zasadniczych zrębach doktryna, która stała się myślą przewodnią działań reformistycznych obozu pomajowego.

Działania te jednak procesu degradacji życia polskiego nie powstrzymały. Palące problemy naszego życia sprzed r. 1926 występują nadal z jeszcze większą często gwałtownością nasilenia. I nic dziwnego! A to stąd, że koncepcja doktrynalna, za którą konsekwentnie poszły reformy, oparta została na fałszywych przesłankach. Opiera się bowiem, jak to powyżej wspomnieliśmy na błędnym założeniu, a mianowicie, że źródeł złego szukać należy w formach ustrojowych, które jakoby nie pasują należycie do podłoża społecznego.

Koncepcja ta, zresztą jak szereg innych z tego zakresu, zapoznała zupełnie fakt, że z podłoża społecznego polskiego, wyrastają trwałe, niezmiernie silne tendencje, które bez względu na rodzaj form ustrojowych znajdują ujście, wpływając decydująco na kształtowanie się polityki wewnętrznej państwa. A w świetle tego twierdzenia pobieżna analiza wykazuje, że konstytucja marcowa w sposób niemal doskonały realizowała tendencje społeczne, z dołu wyrastające, że stwarzała nad wyraz harmonijną budowlę prawno-ustrojową, zgodną z polskim ideałem społeczno-politycznym. W perspektywie wewnętrznego rozwoju historycznego Polski, formy ustrojowe sprzed r. 1926 były logicznym i harmonijnym etapem po linii wyznaczonej przez polską ideologię grupy. I na tym właśnie polega właściwe znaczenie aktu konstytucji marcowej, że natychmiast po okresie niewoli formy ustrojowe państwa powróciły do łożysk wyżłobionych głęboko przez ciąg harmoniczny naszych dziejów od w. XVII, wyniki zaś reform ustrojowych, dokonanych po roku 1926 świadczą bardzo bezowocne na dalszą metę są wysiłki rozwiązania istotnych problemów naszego narodowego bytu poprzez mechaniczne reformy ustrojowe.

Przyjmując koncepcję, że polityczna sfera życia narodu kształtuje się pod naciskiem tendencji, wyrastających z podłoża społecznego, co do związków przyczynowych między tym, co możemy co dnia na arenie publicznej obserwować, a tym, co składa się na treść podłoża społecznego, a więc ideologią
grupy i wynikającym z niej ideałem społeczno-politycznym. Znaczną część tego problemu usiłowaliśmy rozwiązać w poprzednich numerach „Zadrugi” (artykuły pt. „ideał społeczno-polityczny w świetle polskiej ideologii grupy”). Dorobek ten jest dla naszych dalszych wywodów punktem wyjścia, a jednocześnie stanowi kryterium oceny polityki wewnętrznej Państwa Polskiego, tak jak ona się kształtowała od r. 1919.

 

DEMOKRACJA „SZLACHECKA”, A DEMOKRACJA PO R.1918.
W okresie przed upadkiem niepodległego bytu, przy formalnym ustroju monarchistycznym, zasadnicze tendencje polskiego ideału społeczno-politycznego potrafiły znaleźć sobie ujście w wywalczonych formach „demokracji szlacheckiej”. Konstytucja marcowa realizowała dalszy etap tej samej linii rozwojowej, przystosowując jednocześnie ustrój odbudowanego Państwa do wymagań nowych czasów.

Gdy demokracja epoki saskiej ograniczona była do rządzącej warstwy szlacheckiej, to konstytucja marcowa zaprowadziła „rządy ludu” w ścisłym tego słowa znaczeniu. Od r. 1919 już cały naród, poprzez wszystkie warstwy korzysta z dobrodziejstw demokracji. Różnica ta jednak, możemy to już z pewnej perspektywy ocenić – okazała się jedynie ilościową, bo w zasadzie rytm życia politycznego w tych dwóch okresach wydaje się być jednakowy. Dopuszczenie do udziału w rządzeniu państwem pozostałych warstw ludności nie wprowadziła istotnych przemian w przebiegu zjawisk politycznych kraju, jako że na arenę życia politycznego nie weszły żadne istotne nowe elementy duchowe, które by mogły obraz inaczej zabarwić. Już bowiem przed utratą niepodległości, polski system kulturalny jednolicie obejmował cały Naród – w czasie niewoli, jednolitość ta znakomicie została ugruntowana i pogłębiona. Profil duchowy, stąd i postawa polityczna typowego Polaka jest jednolita poprzez wszystkie warstwy narodu. Ogniskiem centralnym jest tu oczywiście system duchowy reprezentowany przez katolicyzm. Jedynie w niewielkim stosunku polski układ kulturalny uległ odchyleniu na odcinku powstałych w czasie niewoli oraz kapitalizmu, który dał nam polską lewicę. Ta jednak pod przemożnym naciskiem polskiego kręgu kulturalnego (sfera duchowa ciągu harmonicznego) szczególnie w okresie niepodległego bytu ulega szybkiemu rozkładowi duchowemu, dając postać „lewego personalizmu”.

Skoro treść duchowa podłoża społecznego „demokracji szlacheckiej” nie ulegając żadnej zmianie, stałą się jądrem duchowym nowoczesnej demokracji polskiej, przeto na arenie naszej polityki wewnętrznej prędko musiały wystąpić dowody potwierdzające to. Musiał powstać proces „recydywy saskiej”.

W ostatnim numerze „Naszej Przyszłości” czytamy:

„I tak przebrnęliśmy najpierw przez ośmioletni okres – (od r. 1918- 1926) – próbę integralnej demokracji i najintegralniejszego na świecie parlamentaryzmu. W tym czasie zrobiono u nas wszystko, z zapałem godnym lepszej sprawy, aby wywrócić do góry nogami wszelki zdrowy rozsądek i wszelkie twórcze walory w społeczeństwie. Pod wpływem dziecinnie rozpasanej demagogii stała się świeżo wskrzeszona Polska wielkim polem najzgubniejszych doktryn i eksperymentów partyjno-gospodarczych. W rezultacie wszystko to było niczym innym jak tylko społecznym odwróceniem dawnej anarchii szlacheckiej. Miejsce dawnego szlachcica- warchoła zajął nowomodny, pseudo-postępowy typ obdartego proletariusza, obdarzony jednak kubek w kubek tymi samymi wadami i namiętnościami, ta samą, odpowiednio tylko zmodernizowaną demagogią.

Lecieliśmy w przepaść anarchii i osłabienia pod każdym względem.  (1

Powyższy urywek, wzięty z artykułu, świadczącego zresztą o zupełnej bezradności autora wobec problemów tam postawionych, ze względu na kierunek ideowy „Naszej Przyszłości” uwalnia nas w tym wypadku od ewentualnego zarzutu tendencyjności w gromadzeniu dowodów dla tezy o recydywie saskiej. Zresztą wiele już podobnych sądów o „anarchii szlacheckiej” w pierwszych latach naszej niepodległości zostało sformułowanych i to przez autorów bardziej nawet znakomitych. Brakło natomiast umysłów, które by ustaliły zasadnicze przyczyny tego „nawrotu” naszych dziejów do okresu przed upadkiem niepodległości państwa. Dlatego też nadal stoimy bezradnie wobec nieubłaganego rozwoju wydarzeń, będących jedynie ilustracją głębokiego w wszechobejmującego procesu degradacji Narodu.

 

GENEZA „PARTYJNIACTWA”.
Zasadnicze elementy polskiego ideału społeczno-politycznego, o których mówiliśmy w poprzednich artykułach, tj.:
prymat jednostki wobec grupy,
postulat wolności jednostki,
oraz postulat miłości i sprawiedliwości, jako regulator społeczny, silnego zrzeszenia wolnych atomów, - elementy wynikające z zamkniętego układu kulturalnego katolickiego chowu, to znaczy personalizmu „ścieśnionego”, kontemplatywnego, wyznaczają typ Polaka w życiu politycznym. Ten typ o silnych anarchizujących z punktu widzenia całości grupy tendencjach, wyprany jednocześnie z wszelkich poglądów dynamicznych jest zbyt wegetatywny, by go można nazwać anarchistą w nowoczesnym znaczeniu; to jednak nie tyle jest „ważnym” i „wolnym”, że stając się powszechnym w grupie, potrafi życie zbiorowe do głębi zdezorganizować.

W „demokracji szlacheckiej” typ ten, - nazwijmy go „homo catho-politicus” wywalczył sobie „liberum veto”, nazywając tę instytucję polityczną „koroną wolności”. W niepodległej Polsce te same usługi oddawało dominujące znaczenie partii politycznych w życiu publicznym.

W epoce saskiej jednolity socjalnie naród (oczywiście naród = szlachta), dzielił się na jednostki – persony, wyposażone w „liberum veto”. W Polsce niepodległej ze względu na duże zróżnicowanie podłoża społecznego demokracji (warstwy – różnice socjalne – ekonomiczne) trzeba było z konieczności zadowolić się rozbiciem narodu na grupy indywiduów, przypadkowo połączonych poczuciem wspólnego interesu, pojmowanego oczywiście z wąskiego podwórka własnej otoki duchowej.

Życie publiczne narodu staje się od roku 1918 terenem personalnych gier, klik, koterii, mafii, staje się wielkim terenem zaciętych gierek o małe interesy. Stwierdzając to trzeba jednak sobie uświadomić, że im bardziej społeczeństwo przeniknięte jest takim systemem duchowym, jak personalizm katolickiego typu, tym bardziej zanikają możliwości powstania jakichś ruchów ideowych czy dogłębnych nurtów politycznych. To też miejsce ich zajmują wtedy namiastki w postaci u nas właśnie tak doskonale wykształconej – w „partyjniactwie”, które w warunkach naszego rozwoju kulturalnego było czymś naturalnym, koniecznym.

Im bardziej bowiem od r. 1918 Naród po okresie niewoli wkroczył na drogę „oczyszczania” swej duchowej jaźni, im bardziej powraca do swoich tzw. „polskich”, a w istocie katolickich ideałów, tym liczniejsze muszą powstawać partie, tym bardziej personalia ciążą nad życiem politycznym.

 

ZANIK SILNEJ WŁADZY PAŃSTWOWEJ
Państwo jest organem woli zbiorowej, zaspakaja potrzeby polityczne swoich obywateli. Rola państwa więc i jego znaczenie znajduje zawsze punkt wyjścia w podłożu społecznym, a ściślej w systemie kulturalnym, właściwym dla grupy społecznej, w państwo zorganizowanej. Ze sfery duchowej podłoża społecznego, wyrastające tendencje decydują o zakresie oddziaływania i zasięgu władzy państwowej. Formalny ustrój państwa, choćby nawet nie był z tymi tendencjami zgodny, posiada znaczenie drugorzędne. Koncepcja „wad ustrojowych”, które jakoby miały stanowić zasadniczą przyczynę naszej słabości politycznej przed okresem rządów „systemu pomajowego” w świetle już tylko rozwoju naszej polityki wewnętrznej ostatnich lat – okazała się fikcją. Dokonana naprawa ustroju bowiem kierunku rozwojowego nie powstrzymała. W ramach zaś tego ciągu reformistycznego powstała nowa fikcja – fikcja „dekompozycji”, z której ma nas uleczyć „idea konsolidacji”.

Oczywiste dla nas jest, że i ta, jeszcze jedna fikcja, kierunku rozwojowego nie powstrzyma, choćby nawet założenia jej zostały zrealizowane w stu procentach.

Władza państwowa jest wtedy silna, gdy ma możliwość dysponowania społecznymi zasobami ludzkimi i materialnymi. Do tego nie wystarcza jedność i sprężystość władzy. To są warunki niezbędne, ale drugorzędne. Punkt ciężkości leży w zasobach ludzkich; możność kierowania nimi zależy od ich ilości, a przede wszystkim od jakości, i to dlatego, że najbardziej jednolita i sprężysta władza nie potrafi ich użyć, skoro potrafi na opór bierny.

Zasoby ludzkie to zagadnienie podłoża społecznego, zagadnienie jego konfiguracji ideowej.

Polskie podłoże społeczne posiada swój określony, wyrazisty, stanowiący o jego wartości profil duchowy. Polska ideologia grupy, decydująca o naszej odrębności kulturalnej wśród innych narodów, przesądza o „jakości” zasobów ludzkich, które państwo ma do dyspozycji. Miliony Polaków, które przeszły przez tryby mechanizmu wychowawczego polskiej ideologii grupy, uzyskują określoną postawę duchową determinującą sposób zachowania się w gospodarstwie jak i polityce.

Mówiliśmy już o postawie politycznej typowego Polaka - „homo catho-politicusa”. Charakteryzuje się ona wartościami, które leżą na linii polskiego ideału społeczno-politycznego, stojącego na usługach panującego systemu duchowego (personalistyczne ideały katolicyzmu). Brak zaś w tej postawie wartości, które by czyniły z podłoża społecznego prężną siłę decydującą o sprawności politycznej organizmu państwowego.

Typowy Polak jako personalista wykazuje brak zrozumienia interesu ogółu, poza jego wyobrażeniami leży pojęcie konieczności państwowych; jego potrzeby polityczne wyznaczają wąski zakres woli państwa, jako nocnego stróża. Stąd silna władza państwowa, pojęta nie policyjnie, ale tak jak to wyżej określiliśmy, staje się jak gdyby niepotrzebną, gdyż nie znajduje uzasadnienia i naturalnej podstawy w podłożu społecznym, ukształtowanym duchowo w odmiennym kierunku.

W świetle tych stwierdzeń zrozumiały musi się wydać fakt zaniku silnej władzy państwowej przed r. 1926. Te stwierdzenia tłumaczą również dlaczego dokonane po roku 1926 reformy ustrojowe pod hasłem wzmocnienia władzy państwowej, istotnego problemu sprawności organizacji państwowej nie rozwiązały, o czym świadczą zresztą bezskuteczne usiłowania „poruszenia mas” teraz już przy pomocy „idei konsolidacji”.

(dokończenie nastąpi)

 

Piotr Zimnicki (właściwie: Stanisław Grzanka)

 

Jan Bobrzyński, art. pt. „Trzecia próba ustroju i nastroju”.

1937 - 1939 © ZADRUGA Pismo Nacjonalistów Polskich
Redakcja projektu www.pnpzadruga.pl - Odolan z Gostynia
ontwerp en implementering: α CMa Σείριος