Założenia

Polityka wewnętrzna obejmuje zakres problemów tworzących niejako piramidę, podstawą której są odczuwane przez obywateli potrzeby polityczne, wierzchołkiem zaś formalny ustrój państwa – forma rządów.

Możemy przyjąć jako zasadę, że wierzchołek tej społecznej piramidy powstaje pod działaniem sił idących od dołu poprzez szereg funkcjonalnych ogniw. Jakość i ilość potrzeb politycznych, cechujących daną grupę społeczną, przesadzają i określonej, naturalnej tendencji ustrojowej, stwarzają grunt i zręby organizacji państwowej.

Potrzeby polityczne wywodzą swój rodowód ze sfery duchowej człowieka. Jego światopogląd społeczny powstaje jako produkt ideologii grupy, w kręgu której stwarzana jest duchowa osobowość członka grupy od najwcześniejszych lat jego życia. Panująca ideologia grupy stwarza harmoniczny ciąg ustrojowy, rodzi trwałe tendencje, które mając niezakłóconą od zewnątrz możność oddziaływania, przybiorą konkretne kształty w sobie właściwych urządzeniach społecznych, w instytucjach politycznych i wreszcie w zasadniczych formach ustrojowych.

Tak powstaje forma polityczna grupy społecznej, ustrój państwowy, o którym następnie mówimy, że wypływa z „głębokich pokładów duszy zbiorowej”, że jest zgodny z „duchem Narodu”, że wreszcie odpowiada jego „tradycjom” czy „narodowym ideałom”. Każdy naród o skrystalizowanej ideologii grupy posiada swój ustrój – ideę, tzn. ustrój idealny, który w zasadniczych liniach odtworzyć można myślowo z zasad tej jego ideologii. Zaobserwowane zaś odchylenia ustroju rzeczywistego od jego ideału mogą posłużyć jako miara, jak bardzo rozwój ciągu harmonicznego uległ zakłóceniu.

Tych kilka uwag skreśliliśmy, by wskazać, że polityczna sfera życia zbiorowego powiązana jest ścisłymi więzami współzależności z podłożem socjalnym, w szczególności z jego obliczem duchowym. Nie można oddzielać polityki od socjologii, jeżeli chce się pojąć sens tej pierwszej, jej rozwój i kształtowanie się w danej grupie społecznej.

Wydaje się nam, że u nas nie docenia się zupełnie zjawiska będącego regułą, a mianowicie, że skoro naród posiada już zdecydowany profil duchowy, swą wyraźnie zarysowaną ideologię, to tym samym jego wewnętrzny rozwój polityczny jest już w decydującym stopniu zdeterminowany, gdyż, jak to już wyżej nadmieniliśmy z ideologii grupy wyrastające tendencje, swoim ustawicznym naciskiem od dołu stwarzają pewien automatyzm ewolucji. Dlatego mówimy o ciągu harmonicznym.

Nowoczesne dzieje Polski na pozór tylko nie dają potwierdzenia dla tej zasady. Szczególnie bowiem okres niepodległego już państwa brzemienny jest w „reformy polityczne”. Piętrzące się wewnętrzne problemy polityczne przeważnie rozwiązywane zostają w drodze „reform”, mniej lub bardziej gwałtownych, czy rewolucyjnych. Stało się to przy tym tak częste, tak nagminne, że doprawdy trudno jest przebić mgły pozorów, trudno jest przekonać, że jednak te reformy niewiele zakłóciły właściwy kierunek ewolucji ciągu harmonicznego. Zdaje się jednak, że walka z tymi złudami będzie co raz łatwiejsza.

Obserwując narody europejskie zauważamy znaczne nierówności osiągniętych poziomów cywilizacyjnych. Różnica w potencjałach gospodarczych, potędze politycznej, czy też w poziomach kultury w nasileniu ekspansji posiadają znaczną rozpiętość; wystarczy porównać np. Hiszpanię z Anglią, Polskę z Niemcami itd. itd. Wynika to stąd, że rozwój dziejowy tych narodów odbywa się pod naciskiem różnych jakościowo ideologii, składających się na trzon duchowy poszczególnych narodów. (Różnice w poziomach cywilizacyjnych, porównywanie ich daje nam obiektywne kryterium oceny wydajności życiowej, do jakiej dana ideologia grupy jest zdolna).

Przewaga zorganizowanych w państwa narodów silniejszych rodzi nacisk na narody słabsze. Przybiera on w pewnych okresach na sile, stwarzając grozę bezpośredniego niebezpieczeństwa, godzącego niezależność polityczną narodowych bytów. W ten sposób przed narodami, których dzieje powstają pod oddziaływaniem mniej wydajnych życiowo ideologii grup, tzn. przed narodami o mniejszych potencjałach ekonomiczno-politycznych, wyrastają problemy postulaty ahistoryczne tzn. postulaty które naród musi realizować tylko dlatego, że konieczność zewnętrznego nacisku tego wymaga – bez względu zaś na to, czy dany etap rozwoju historycznego daje wewnętrzną możliwość ich realizacji, bez względu na to, czy samorzutny, harmonijny rozwój cywilizacyjny stworzył dostateczną ilość środków by w naturalny, a nie magiczny sposób można było wyrównać niższość, rodząca grozę zatracenia. Postulaty ahistoryczne skupiają się przede wszystkim koło sprawy utrzymania niepodległego bytu państwowego. Zasady tej, być może, nie należy zbyt uogólniać, jednak szczególnie dla Polski jest ona kluczem, otwierającym wiele pozornych zagadek naszej polityki.

Wyjaśnimy to na przykładzie: Mający swe źródło w katolicyzmie polski ideał cywilizacyjny reprezentuje typ gospodarstwa, odznaczający się prymitywem form produkcji, rozdrobnieniem warsztatów produkcyjnych itd.; rodzi to słabość potencjału gospodarczego, a więc wojennego. Ewolucja ta przy tym jest czymś naturalnym, harmonijnym, zgodnym z postawami duchowymi milionów Polaków (wola minimum egzystencji). Tymczasem aktualny nacisk polityczny potężnych narodów sąsiednich o ideałach cywilizacyjnych jakościowo od nas różnych rodzi wręcz odmienną, przeciwną konieczność (aprioryczne postulaty antynożycowe): postawić gospodarstwo narodowe na poziom, który by pozwolił na prowadzenie zwycięskiej wojny. A więc wzmóc produkcję poprzez intensyfikację poszczególnych członów gospodarstwa, a więc wielkie warsztaty, wysoka organizacja itd., - postulaty – wyraźnie godzące w „wolę minimum egzystencji” polskiego homo-catholicusa, postulaty ahistoryczne, bo sprzeczne z naszymi tradycyjnymi ideałami, bo oderwane od kierunku rozwoju naszego bytu narodowego, będącego produktem polskiej ideologii grupy. Analogiczna sytuacja kształtuje się w polityce, o czym dalej będzie mowa.

Jeżeli poczucie zagrożenia („odruch spłoszonej błogości”) jest na tyle silne, że pobudza wolę odpowiedniego, zorganizowanego działania, wtedy powstają „działania reformistyczne”, które, jeżeli staną się pewnym systemem dadzą w sumie „ciąg reformistyczny”. Na wyżej opisanym przykładzie widzimy wyraźną przeciwbieżność „ciągu reformistycznego i ciągu harmonicznego”. Rodzi się oczywiście mnóstwo wewnętrznych konfliktów i zakłóceń, które zaciemniają obraz i utrudniają zrozumienie przebiegu oglądanych zjawisk.

Chcielibyśmy jednak zwrócić tutaj uwagę czytelnika na to, że samo obiektywne niebezpieczeństwo, godzące w byt państwowy nie wystarcza, by powstał „ciąg reformistyczny”. Trzeba bowiem, by zaistniała zorganizowana wola. Epoka Saska, okres poprzedzający naszą niewolę – stanowi jaskrawy przykład, że narastające niebezpieczeństwo nie potrafiło zmobilizować działania reformistycznego, które by przeciwstawiło się strasznym skutkom ciągu harmonicznego, który dobiegł wówczas swego kresu, osiągając katolicką „katolicką harmonię socjalną”. (Konstytucja 3 maja, dzieło zamachu nielicznych osób, skutków praktycznych właściwie żadnych nie sprowadziła).

Samoupojenie Narodu polskiego, wynikające z realizowania ustroju „chrześcijańskiego państwa samorzutnej demokracji”, oraz powszechnie wroga postawa wobec wielkiego „nowinkarstwa”, które by godziło w zasady tego ustroju, mimo straszliwego upadku, oglądanego przez nas z perspektywy lat – niech będą miarą bezskuteczności działań reformistycznych, gdy one trafiają na potężne zapory, wyrastające ze strefy duchowej ciągu harmonicznego.

„Czystość” więc harmonijnego stawania się naszych dziejów nie była w niczym w Epoce Saskiej zmącona. Dlatego też, o ile stosunkowo łatwo jest wskazać regularność i logikę w rozwoju stosunków wewnętrznych w tamtym okresie, o tyle czasy Niepodległości przedstawiają poważną trudność dla badacza. Nawet gdy udowodni się tezę o „recydywie saskiej” w dziedzinie gospodarczej, demograficznej oraz ideowo-kulturalnej (aktualne prądy ideowo-polityczne, odrodzenie się katolicyzmu), to jednak cała ta burzliwa gmatwanina naszego życia politycznego, ustawiczny fragment i to wielkie pozornie polityczne ożywienie stanowią stanowią na pierwszy rzut oka poważny argument przeciwko analogii z Epoką Saską. Ale to tylko na pierwszy rzut oka.

„Teza o recydywie saskiej” opiera się na stwierdzeniu wspólnego podłoża duchowego (polska ideologia grupy), pod naciskiem którego kształtowała się w Epoce Saskiej i kształtuje się obecnie powierzchnia życia polskiego – gospodarka, polityka, sztuka, literatura itd. Odmienność zaś przebiegu procesów w tych dwóch okresach , odmienność, ujmowania zmysłami, wynika stąd, że:
1) Niewola pozostawiła wielkie ślady obcego życia, niepasującego do „polskości”; jesteśmy w stadium ich likwidacji; stąd konflikty.
2) Szczególnie od roku 1926 jesteśmy świadkami dużego nasilenia działań reformistycznych, które na krótką metę dość skutecznie dezorganizują pochód ciągu harmonicznego.
3) Epoka Saska, a szczególnie jej późniejszy okres reprezentuje już kres ciągu harmonicznego – katolicką harmonię socjalną, obecnie zaś jesteśmy dopiero w stadium jej realizacji. Pełne zwycięstwo ciągu harmonicznego przewidywać należy około roku 1950.

Czytelnik już niejednokrotnie spotykał na łamach „Zadrugi” twierdzenie, że okres dziejów Polski od początku wieku XVII do połowy w. XX (r. 1950) stanowi pewną, jakby jednorodną całość, odznaczającą się logiczną ciągłością. Ciągłość tę stwarza zasadniczy motor naszej wewnętrznej historii tego okresu, wciąż niezmienny od przełomu w. XVI; motor ten to polska ideologia grupy i jej ideał cywilizacyjny, wyrosły na gruncie personalizmu katolickiego, który stanowi treść naszej świadomości narodowej.

Ciągłości tej nie zdołał przerwać okres niewoli. Uzasadniliśmy to szeroko w 3 (5) numerze „Zadrugi”. (art. pt. „Ideał społeczno-polityczny w świetle polskiej ideologii grupy – kierunki rozwojowe po r. 1918”). Zasadniczy nurt duchowy, który dał Epokę Saską, przetrzymał nacisk obcego życia w okresie zaborów, by od chwili odzyskania niepodległego bytu objąć na powrót rolę decydującego czynnika, stwarzającego nasze wewnętrzne dzieje. Bez przyjęcia tego założenia niemożliwym staje się zrozumienie sensu rozwojowego historii lat od r. 1918.

W polskiej publicystyce można spotkać poglądy, że pewne przejawy naszego aktualnego życia publicznego, szczególnie jeżeli chodzi o tak zwane „wady narodowe”, tkwią swymi korzeniami w Epoce Saskiej; że wady te wskutek ówczesnego wynaturzenia ustroju politycznego czy też zwichnięcia równowagi socjalnej, zaistniały i odtąd nas trapią. Na podobnej tezie oparł Świętochowski swą „Genealogię Teraźniejszości”. Niestety, podobne poglądy nie wiele więcej warte są od tych, które „miazmatami niewoli” wszystko tłumaczą. Cechą wspólną tych dwojakiego rodzaju poglądów jest najpierw to, że opierają się na fałszywej z gruntu hipotezie „błędów” lub „wad”, a następnie, że skutecznie ukrywają właściwy rodowód naturalnych przejawów polskiego światopoglądu społecznego, który należy przecież do sfery duchowej ciągu harmonicznego.

Postawa polityczne typowego Polaka, jego stosunek do grupy, odczuwane przez niego potrzeby polityczne, napięcie jego woli państwowej – wszystko to w sensie wewnętrznej harmonii jest jak najdoskonalej ukształtowane przez naczelne, ożywiające tegoż Polaka ideały, składające się na treść jego świadomości narodowej. A wiemy przecież, że właściwa treść polskiej świadomości narodowej to personalizm katolicki. Treść ta wciąż żywa, stwarza sobie właściwe tendencje, wciąż w jej atmosferze wychowują się coraz to nowe pokolenia polaków obywateli. W Polaku uderza brak woli państwowej nie dlatego, że już w Epoce Saskiej jego przodkowie nie to samo cierpieli, ale dlatego, że ta jego postawa, jest mu narzucona przez panujący trwale system duchowy, którego celem nie jest wcale wychowywać dobrego obywatela. Duchowy ten system czyli polska ideologia grupy, wsparta o zasady katolicyzmu ma za zadanie dać człowiekowi wewnętrzną doskonałość, pojętą oczywiście w jego skali tzn. skali „wiecznej”, a nie doczesnej. A naród i państwo to tylko „doczesne” wg katolicyzmu wartości; to tylko środki, a nie cele, nie ideały, a kryteria naczelne.

Z personalizmu katolickiego wypływa postulat wolności dla jednostki. Na ekranie życia zbiorowego – w polityce ma się to wyrazić w „samorzutnej demokracji” (epoka saska). Wg naczelnych kryteriów naszej świadomości narodowej (katolickiej) jest to „rozwój po linii chrześcijańskiej” (1, zaś wg kryteriów Państwa i Narodu, wartości samoistnych, jest to po prostu anarchia.

Pamiętajmy jednak, że operujemy tu różnymi kryteriami. Istnieje łatwość, powiedziałbym dialektyczna, różnej oceny przedmiotu z dwóch różnych punktów wyjścia. Ocena wypadnie dodatnia lub ujemna w zależności od kryterium, którym się posługujemy. Ale jest to dialektyka , na którą może się tylko zdobyć świadomość jednostki. Świadomość zbiorowa, świadomość narodowa nie potrafi w ten sposób żonglować kryteriami. Nie ma punktu archimedesowego. W prawdzie odpowiednią figurę logiczną można ustawić, ale jest ona nieużyteczna boć przecież ocena świadomości narodowej przez kryterium tejże samej świadomości, jest niemożliwa.

Jest to niezmiernie ważna kwestia rewizji treści świadomości narodowej. Na jak straszliwe i nieprzezwyciężone trudności narażone być muszą próby tej rewizji niech posłuży za przykład Adam Mickiewicz, nasz wieszcz narodowy, który nie bez widocznej dumy stwierdził w prelekcjach paryskich, iż Polska tylko dlatego upadła, iż rozwój jej potoczył się się po linii chrześcijańskiej, czyli odmiennie aniżeli pozostałe państwa Europy. A pamiętać również należy, że nad „czystością” naszej świadomości narodowej czuwa bacznie, odradzający się teraz i coraz bardziej aktywny kosmopolityczny system światopoglądowy – katolicyzm, jej rzymski stróż.

Wracając jeszcze do tezy o ciągłości naszych dziejów za ostatnie 3 wieki zwracamy uwagę czytelnika na omówioną już w „Zadrudze” kwestię wieku XIX-go. Wiek ten bowiem odegrał w rozwoju naszym wręcz odmienną rolę, aniżeli to się powszechnie u nas mniema, a nawet w nauce historii ustala.

Te bzdurne opinie o braku w naszym rozwoju wieku XIX-go, o „zgubnych miazmatach niewoli”, które jakoby zatruwają obecne życie polskie, czy wreszcie o „zahamowaniu na lat 100 naszego postępu cywilizacyjnego, świadczą tylko o typowo polskim braku poczucia rzeczywistości i stanowić mogą jeszcze jeden przyczynek dla próby ustalenia cech naszego charakteru narodowego. (Prosimy tu przypomnieć sobie artykuł Banasiaka pt. „Wiek XIX w dziejach Polski” nr 2 (4) „Zadrugi”.)

 

***

 

Te wstępne uwagi, tyczące tematów, przeważnie opracowanych już na łamach „Zadrugi” poczyniliśmy w przeświadczeniu, że ich odpowiednie dla tematu artykułu zebranie da czytelnikowi właściwe nastawienie do dalszych wywodów autora. Chodzi nam o to, by czytelnik śledząc dalsze wywody autora na temat wewnętrznej polityki Polski Niepodległej zdobył się na pewien dystans w stosunku do badanego przedmiotu. Przyjecie aspektu historycznego a nawet historiozoficznego pozwoli uniknąć wielu być może bardzo sugestywnych, a jednak błędnych sądów.

Ważnym jest również by czytelnik właściwie pojął formalny problem ideologii grupy i jego znaczenie dla polityki.

Co dotyczy zaś konkretnego już zagadnienia polskiej ideologii grupy, jej właściwej treści, jak również co dotyczy tendencji polskiego ideału społeczno-politycznego to mniemamy, iż czytelnik przyswoił już sobie te kwestie z dotychczasowych artykułów. Zastrzeżenia te czynimy dlatego, że w dalszych wywodach posługiwać będziemy się dotychczasowym dorobkiem „Zadrugi”, jak również stosować będziemy naszą „zadrugową” terminologię już bez każdorazowego wyjaśniania zasadniczych pojęć i terminów.
c.d.n.

 

Piotr Zimnicki. (właściwie: Stanisław Grzanka)

 

Słowa A. Mickiewicza. Patrz art. „Ideał społeczno-polityczny...” nr 1(3) i 2 (4) „Zadrugi”.

1937 - 1939 © ZADRUGA Pismo Nacjonalistów Polskich
Redakcja projektu www.pnpzadruga.pl - Odolan z Gostynia
ontwerp en implementering: α CMa Σείριος