Czytelnicy nasi pamiętają zapewne, co „Zadruga” pisała niedawno o najwybitniejszym polskim rzeźbiarzu Stanisławie Szukalskim. To też zdziwi Was na pewno bardzo list, jaki Szukalski ogłosił przed kilku dniami w „Głosie Narodu”, dzienniku krakowskich katolików, redagowanym przez księdza Piwowarczyka, funkcjonariusza Międzynarodowego Związku religijnego z siedzibą w Rzymie. Komentarze redakcyjne do tego „sensacyjnego” listu wyszły zapewne spod pióra tegoż ks. Piwowarczyka, który już dał się poznać jako stały czytelnik „Zadrugi”.

Oto więc co czytamy w „Głosie Narodu” z dn. 17 bm. w art pt. „Szukalski przeciw „Zadrudze”:

W związku z naszymi uwagami na temat rozłamu w neopogańskiej grupie „Zadrugi”, p. St. Szukalski, znany artysta-rzeźbiarz i wydawca „Kraka”, nadesłał nam następujące uwagi:

Proszę o łaskawe sprostowanie krętackich informacyj, jakie szerzy szczypta literackiego drobiazgu, wydająca pisemko „Zadruga”.

Pismo „Krak” nic wspólnego nie ma z tymi ambitnymi ludźmi, którzy tak skorze podają moje nazwisko, jakoby współpracownika z nimi. Miałem zamiar oddania im redakcji, lecz niepewność poglądowa i niepewna jakość pobudek w sam czas umożliwiły nieporozumienie.

Zadrużanie wydają mi się bezwolnymi narzędziami jakiejś obcej woli i z tego faktu wynika, że ich prywatne zachowanie jest wręcz odwrotne temu, jakie formalnie wyrażają po otrzymaniu instrukcji od swego „natchnienia”.

Kiedy maturzyści „wyzwoleni” są antychrześcijańscy, ja jestem raczej ultra-Słowianinem i Polakiem – jak w każdej instytucji społecznej – wierzę, że Kościół musi być zreformowany, by był dobroczyńcą naszego Narodu, ale tak myślał i Savonarola.

To, com dotąd umiłował, nadal miłuję – więc jakże mógłbym się „nawracać”? „Nawrócić się” można tylko do czegoś, co się raz przestało miłować. Zawsze miłowałem Naród, a więc i jego wiarę.

A czyżby sam fakt, że nie znoszę pośredników, w tym co miłuję, czynił mnie odszczepieńcem?

St. Szukalski

Uwaga Redakcji. Pytając się, czy się Szukalski przypadkiem nie „nawrócił”, mieliśmy przed oczyma fakty: jego głośne antykatolickie wystąpienie w Krakowie przed paroma laty i świeżą pogłoskę, że się przeciwstawia antykatolickim tendencjom w grupie „Zadrugi”. Dziś Szukalski oświadcza, że nie potrzebuje się nawracać, co zawsze miłował Naród, „a więc i jego wiarę”. Czyżby więc katolicyzm? W takim razie jednak nie rozumiemy, co znaczy jego zwrot przeciwko „pośrednikom”, skoro Kościół katolicki ma być właśnie pośrednikiem między Bogiem a ludźmi?

Tyle w „Głosie Narodu”.

Skąd ta nagła napaść na „Zadrugę”. Skąd te oszczerstwa o obcych agenturach. Dotychczas jedynie katolicy, również ks. Piwowarczyk, w ten sposób pomstowali na neopogan z „Zadrugi”. Czyżby nagle i dla nas nieoczekiwane „umiłowanie wiary” kazało Szukalskiemu przyłączyć się do chóru dyrygowanego czarną pałeczką rzymską?

Może jednak najpierw nie treść listu, ale jego genezę spróbujmy wyjaśnić.

Za kulisami tego listu kryje się bowiem wielce zabawna historia, której ofiarą padł mistrz Szukalski, człowiek doprawdy nie zasługujący na to, by być przedmiotem humorystycznych anegdotek.

Wiemy już o tym, że Panowie, którzy musieli opuścić szeregi „Zadrugi”, jak wyżej pisaliśmy nawiązali współpracę z Szukalskim, postanawiając kontynuować wydawanie „Kraka”, którego jeden numer wydany został przez Szukalskiego w grudniu ubiegłego roku. Właścicielem pisma i wydawcą pozostał Szukalski, mieszkający stale w Katowicach z tym, że „Krak” redagowany jest i drukowany w Warszawie przez jego warszawskich współpracowników. Zwróćmy uwagę na fakt, że Katowice dzieli od Warszawy dość duża jednak odległość.

 

REKLAMA W PRASIE I CO Z TEGO WYNIKŁO
Ukazanie się nowego pisma trzeba poprzedzić odpowiednią reklamą. Blaga, byleby skuteczna i zgodna z intencjami oraz zamiarami autorów nie wykluczona.

W myśl tej zasady, zresztą całkiem na miejscu, jeśli się ją ogranicza wyłącznie do samej reklamy warszawscy współpracownicy „Kraka” mając określone, a nieznane Szukalskiemu cele poczęli puszczać do prasy w rozmaitych formach wiadomości, jakoby grupa „Zadrugi” postanowiła wydawać nowe pismo pt. „Krak”.

Wiadomości takie, powtarzamy, inspirowała Warszawa, bo ona robi swoją „politykę”. Zaś Szukalski siedząc w Katowicach nabrał przekonania, że to Zadrużanie chcą w ten sposób dla siebie wykorzystać sławę jego nazwiska no i „Kraka”. W tym błędnym z gruntu sądzie utwierdziło go zapewne odpowiednie „natchnienie” z Warszawy.

Tymczasem, to właśnie „Zadruga” jest tą stroną, której szczególnie zależy na tym by opinia publiczna nie łączyła jej z imprezą „Kraka”, jako że „Zadruga” głosi to czego w „Kraku” brak, stąd spotkać by nas mógł zarzut, że jakąś dwulicową uprawiamy politykę. Dlatego też, by fałszywym plotkom położyć kres, redaktor „Zadrugi” za pośrednictwem „Prasowej Agencji Agrarnej” dał w dn. 13 maja odpowiednie wyjaśnienie do prasy, pokrywające się w treści z wyżej podanym.

Jak widzimy więc zarówno Szukalski, jak i Zadrużanie oburzeni byli na próbę łączenia „Zadrugi” z „Krakiem”. Z różnych oczywiście jednak względów: Szukalski dlatego, że „miłuje wiarę”, zaś Zadrużanie dlatego, że „wiary nie miłują”.

Szukalski nie znając kulisów sprawy dał wyraz swemu oburzeniu w niepoczytalnej na nas napaści. - My zaś rozumiejąc jego tragikomiczną sytuację, w jakiej znalazł się wyrażamy mu na tym miejscu swoje szczere współczucie.

 

CO SZUKALSKI NAPISAŁ?
Kiedy znamy już pobudki, które kazały Szukalskiemu szukać gościny na łamach katolickiego „Głosu Narodu” wypada z kolei omówić treść tej epistoły, która z jednej strony przynosi brzydką napaść na „Zadrugę”, z drugiej zaś wyznanie autora o „umiłowaniu” przez niego „Wiary”.

Stwierdza Szukalski na wstępie, że jego pismo „Krak” nie ma nic wspólnego z „Zadrugą”. Na to czekaliśmy! I prosimy p. Szukalskiego o zamieszczenie podobnego oświadczenia w „Kraku”, by jego czytelnicy nie dawali wiary perfidnie przez Warszawę rozsiewanym plotkom, jakoby „Krak” wydawany był przez zespół „Zadrugi”.

 

JAK SZUKALSKI ZNALAZŁ SIĘ NA ŁAMACH „ZADRUGI”
W lutowym numerze „Zadrugi” Piniński pisząc recenzję o tamtym, dawnym „Kraku” z roku 1937 oświetlił postać Szukalskiego, doszukując się przyczyn tragedii tego wielkiego rzeźbiarza. I to wszystko co wtedy Piniński o Szukalskim napisał, zespół „Zadrugi” w całej rozciągłości nadal, podtrzymuje. Twierdzimy nadal, że Szukalski wyposażony jest w bogatą intuicję, która wiele naszych problemów społecznych potrafi rozciąć niezwykle trafną syntezą. I jeżeli mimo to Szukalski nie potrafi znaleźć miejsca w Ojczyźnie, to dzieje się to dlatego, że człowiek ten niejako o innych wymiarach duchowych śliską i błotnistą bryłę polską usiłuje ująć rękami rzeźbiarza, artysty. Bogatym intuicjom brak jest następnego ogniwa: zorganizowanego wyobrażenia myślowego. Stąd ta ustawiczna w jego kraju ojczystym szarpanina. Bryłę polską ująć można jedynie intelektem. Szukalski zaś bogatszy jest w intuicję.

 

POWRÓT Z AMERYKI
Wtedy kiedy w „Zadrudze” ukazała się recenzja o „Kraku”, Szukalski był już w Ameryce, gdzie starał się o tamtejsze obywatelstwo. Tam też przeczytał. Co o nim „Zadruga” napisała. Gdy po bezskutecznych staraniach powrócił do kraju, jadąc z Gdyni do Katowic, wstąpił do naszej redakcji w Warszawie, by podziękować nam osobiście za „bardzo ładne”, jak się wyraził, o nim „napisanie”. Co więcej, stwierdzając niemożność dalszego wydawania „Kraka” postawił konkretną propozycję byśmy się tego podjęli, ofiarowując jednocześnie swoją współpracę z „Zadrugą”. Stąd artykuł Szukalskiego w „Zadrudze” o zagadnieniu żydowskim.

Rozmowy i korespondencje z Szukalskim pozwoliły nam stwierdzić znaczne między nami rozbieżności natury ideowej oraz zasadnicze sprzeczności w kierunku zainteresowań i zamiarów. Szukalski wysunął koncepcje, które absolutnie kłóciły się kierunkiem reprezentowanym przez „Zadrugę”. Stąd oczywiście brak porozumienia i niemożliwość współpracy. Gdyby Szukalski pozwolił nam publicznie ogłosić teksty napisanych przez niego do nas listów, - to czytelnicy mogliby sami ocenić, jak to tam było z tą naszą „niepewnością poglądową i niepewną jakością pobudek” i jakie w wówczas zamiary i wiary ożywiały Szukalskiego. Musimy tu jeszcze podkreślić, że rozstaliśmy się z Szukalskim pełni wzajemnej życzliwości.

 

CIĄG DALSZY LISTU
Szukalski poczuł do nas żal i pewną urazę za ten jakby zawód, jaki go spotkał. Wystarczyło po tym błędne przeświadczenie, jakobyśmy my Zadrużanie chcieli bez zgody właściciela wykorzystać sławę jego nazwiska i „Kraka”, by żal ten i uraza przybrały, dzięki pobudliwej naturze Szukalskiego, rozmiary histerycznego, no i niepoważnego oburzenia.

Oburzenie to przybrać musiało odpowiednią formę, skoro miało być jednocześnie użaleniem się przed „pośrednikiem jego wiary” tzn. ks. Piwowarczykiem, który swego czasu niedwuznacznie napisał w tymże samym swoim „Głosie Narodu”, że „Zadruga” to, prawie, masońska afera. Szukalski by zrobić przyjemność księdzu, a jednocześnie okupić zaszczyt gościny na łamach rzymskiego organu – uderzył w ten sam ton: „Zadrużanie”, pisze, to „bezwolne narzędzia obcej woli”. Wyraźne, co! Masony! Panie Dzieju.

 

CO SIĘ STAŁO Z SZUKALSKIM?
Ten „masoński” chwyt Szukalskiego dziwnie się zbiega z jego duchową rewolucją, o ile oczywiście można wierzyć w szczerość wyznania o „umiłowaniu” przez niego „wiary”. Być może, że kryją się za tym względy oportunizmu, który według terminologii polskiego rynku politycznego nazywa się zawsze „taktyką” względnie „polityką”. Nie mamy jednak prawa i nie chcemy odmawiać Szukalskiemu szczerości w tej jego sensacyjnej deklaracji.

Nie mniej jednak, mieliśmy dotąd głębokie przeświadczenie, że Szukalski jest typem duchowym, który nie ma nic wspólnego z systemem małości, reprezentowanym przez katolicyzm. Tymczasem czytamy w jego liście: „Zawsze miłowałem Naród, a więc i jego Wiarę”. A więc i katolicyzm. My, Zadrużanie właśnie dlatego, że umiłowaliśmy ponad wszystko Naród, do „wiary”, która rozkłada jego prężność dziejową żywimy wręcz przeciwne uczycie.

Tu oczywiście bierzemy zdecydowany rozbrat z Szukalskim. Nawet gdyby jego ostatnie wyznanie nie było szczere!

 

SZUKALSKIEMU MARZY SIĘ ROLA SAVONAROLI?
Szukalski, nam „maturzystom wyzwolonym” (?), jak z ironią o nas pisze (co za dziwnie podejrzana niechęć do ludzi z formalnym wykształceniem), zarzuca, że jesteśmy antychrześcijańscy. On zaś „jako Słowianin i Polak” wierzy, „że Kościół musi być zreformowany, by był dobroczyńcą naszego Narodu”.

Ależ do licha! Tak przecież paplają bez końca wszyscy tzw. „dynamiczni” katolicy. Czyżby Szukalski chciał przejść do ich obozu i stanąć na czele donkiszotów reformatorskich? Odegrać rolę Savonaroli?

Jakże wklęsłym zwierciadłem jest powierzchnia życia polskiego, że w nim, nawet tak wielka, jak Szukalski indywidualność przybiera groteskowe kontury.

 

NOWY ORGAN OBOZU „DYNAMICZNYCH KATOLIKÓW”?
Nie chcemy przesądzać o kierunku ideowym, jaki Szukalski zamierza nadać „Krakowi”. Z pierwszego numeru niepodobna nic wywnioskować. Ale to ostatnie „wyznanie wiary” Szukalskiego, złożone kornie do stóp ks. Piwowarczyka, musi napawać nas obawą, że obozowi „dynamicznych katolików” przybył jeszcze jeden organ.

1937 - 1939 © ZADRUGA Pismo Nacjonalistów Polskich
Redakcja projektu www.pnpzadruga.pl - Odolan z Gostynia
ontwerp en implementering: α CMa Σείριος