Ambicja twórczości, aspiracje ku Wielkości, chęć przodowania w życiu międzynarodowym, oto zdrowe cechy życia zbiorowego narodu. Siedliskiem tych sił jest dusza zbiorowa – ideologia grupy. Polska ideologia grupy od najwcześniejszych lat swojego życia państwowego urabiana stopniowo i konsekwentnie przez południową naleciałość, tj. katolicyzm, stała się niegodną słowiańskiego narodu. Tak dalece skatoliczona Polska, niezdolna jest do większego wysiłku choćby naśladowania swoich groźnych sąsiadów w jakiejkolwiek dziedzinie, gdyż byłoby to sprzeczne z celami i jej ideałami, a co dopiero mówić o większym wysiłku, który by przewyższał inne narody.

Rzeczywistość polska, dorobek społeczny polski, odpowiada najzupełniej duchowym wymaganiom społeczeństwa. I czyż byłoby potrzebne myśleć o wewnętrznych przemianach, reformach, które naruszają błogi spokój, gdyby naszymi sąsiadami były narody o podobnej ideologii grupy jak polska, gdyby nimi były: Chiny na miejscu Rosji Sowieckiej, Hiszpania na miejscu Niemiec? Nie! Przecież wytworzona katolicka harmonia socjalna w epoce saskiej, znajdująca swój dalszy ciąg w Polsce niepodległej jest na najlepszej drodze do osiągnięcia idealnego punktu. Czyż nie jesteśmy świadkami jak stało się bezużytecznymi wiele wielkich warsztatów przemysłowych, hutniczych, górniczych wzniesionych i dostosowanych do potrzeb zaborców o innym przeciętnym typie kulturalnym. Polacy potrafili pracować, ciągnąć wszechstronnie zyski dla siebie; ujęci jednak rytmem życia obcej ideologii grupy. Okres niepodległości daje nam obraz do czego życie polskie dąży. Nie ciężki przemysł, nie wielkie ośrodki przemysłowe, nie duże wspólnoty rolnicze, mają zapewnić ludzką egzystencję, wznieść Polskę na wyżyny wielkości, gdzie jej właściwe miejsce, ale drobne warsztaty rzemieślnicze, kołowrotki, karłowate gospodarstwa rolne i cały szereg innych tworów, wskazujących na wstecznictwo do prymitywizmu są ideałem, który budzi pragnienia w personalizmie katolickim wychowanych jednostek; by w prymitywie oddać się próżniactwu i modlitwie, mając minimum egzystencji zapewnione.

Wytężone życie i wola ku potędze sąsiednich narodów sprawiły, że pewien niewielki odłam społeczeństwa odczuwa niebezpieczeństwo, które narusza jego spokój wewnętrzny. Odruch ten prowadzi nawet do potężnej pracy mózgowej nas stworzeniem „nowych dróg”, którymi kroczyć należy ku zachowaniu i obronie niepodległego bytu polskiego. Powstają gigantyczne projekty stworzenia własnego przemysłu, który by dorównał pod każdym względem przemysłowi groźnych sąsiadów. Występuje się dość odważnie z prośbą o przydzielenie kolonii (afisze z wyciągniętymi rękoma), które by dostarczały potrzebny surowiec do uruchomienia nowo powstałego przemysłu, stanowiąc jednocześnie nową i pewną bazę emigracyjną. Wizja wysokiego poziomu ujęta jest w niezliczone ilości drobnych projektów opracowanych szczegółowo z całą sumiennością. Wszystko to robi się, aby za wszelką cenę zamknąć potworne nożyce potencjałów zewnętrznych, które od roku 1918 coraz bardziej się rozwierają. Obserwujemy wiele wysiłków ciągu reformistycznego w literaturze, w reformach gospodarczych, politycznych itd.

Dla Niemiec, Anglii, Ameryki stworzony przemysł, cały dorobek społeczny, parcie naprzód, wynalazki, zdobycie wszystkiego co nieznane, było i jest czymś zupełnie naturalnym, co wychodzi z duszy zbiorowej i jest zgodne z ideologią na co dzień tych narodów. Potęga tych państw jest naturalnym wynikiem zachowania się w życiu codziennym milionów obywateli. Duchowe postawy zaś przeciętnego Polaka, jego kontemplacyjno-personalistyczne ideały sprawiają, że jego wydajność życiowa sprowadza naturalną degradację narodu. Stąd by utrzymać niepodległy byt państwowy trzeba uciekać się do reform, skuteczność których napotyka na nieprzezwyciężone trudności.

Wizja wysokiego poziomu (aprioryczne postulaty antynożycowe) może być zrealizowana wówczas gdy będzie istniała „przeciętna społeczna” bardziej wydajna życiowo. Ażeby tworzyć potężne rzeczy nie wystarczy dobrze obmyślany plan działania, nie wystarczą jednostki o impulsie reformistycznym, które wzorując się na obcych pomysłach, pragną zatrzeć różnice potencjałów. Bo jakże obce są te wizje, duszy zbiorowej Narodu Polskiego. Wysoki stan przemysłu przyjętego po zaborcach kłócił się z polskim ideałem cywilizacyjnym, stąd obserwujemy jego stopniową likwidację. I tu zrozumiałym się staje, że wszelkie próby sanacyjne są z góry skazane na niepowodzenie, bo spotykają się z oddziaływaniem przeciwbieżnym, wyrastającym z dołu, z podłoża socjalnego, z pragnień i zachowania się milionów Polaków.

Wyższy poziom cywilizacyjny wyrosnąć może jedynie z nowego kręgu kulturalnego, który by poprzez oddziaływanie duchowe uczynił z typowego Polaka bardziej wydajnego życiowo, musi zrodzić się w nim wola twórczości. Ideały kontemplatywne ustąpić muszą miejsca popędom dynamicznym, które znajdą naturalne wyładowanie w światopoglądzie nacjonalistycznym.

Polska ideologia grupy do głębi katolicka nie jest zdolna pojąć światopoglądu nacjonalistycznego. Powyżej wyłuszczone poglądy są jej obce. Nie przemawiają do poczucia narodowego. I dlatego Polska stoi przed nową ideologią grupy, przed światopoglądem nacjonalistycznym, jak niemowlę głodne przed wezbraną mlekiem piersią matki – przyrody i szuka instynktem wiedzione z zawziętością i skomleniem, tryskającej mlekiem życiodajnej sutki. Jak przykro patrzeć matce z bólu zemdlonej i osłabionej, na dziecko ślepe jeszcze i niedoświadczone, które w zapale poszukiwania piersi znajduje swój własny palec i ssie go z zawzięcie zadowalając się chwilowo. Ten palec katolicyzmu, który od zarania naszej historii wetknięto nam siłą do ust daje poza chwilowym zadowoleniem powolne osłabienie i schudnięcie organizmu, a nie w porę wytrącony i zastąpiony prawdziwą piersią sprowadza niedorozwój, chroniczną słabość – stan, w którym śmierć staje się wynikiem błahego przypadku.

Ludzie reprezentujący ciąg reformistyczny się są w stanie zmienić sytuacji, mimo największych wysiłków. Duch jakim są przesiąknięci należy również do światopoglądu katolickiego, do panującej polskiej ideologii grupy. A wiadomo, że chrześcijaństwo, w szczególności katolicyzm jest atwórczy, apaństwowy i anarodowy. Prowadzi do wegetatywnej anarchii, która ułatwia człowiekowi życie w kontemplacji, pozwala mu zbawić duszę. Chrześcijaństwo mówi „umierać to zysk” i dąży do zerwania więzów z doczesnością. To samo reprezentuje w istocie katolicyzm, jako główny reprezentant chrześcijaństwa. Jeśli temu zaprzecza tzw. „katolicyzm dynamiczny” to nie jest wtedy katolicyzmem, a zatem traci rację bytu jako światopogląd ni pies ni wydra, pełen zakłamania i małości.

Skoro więc ludzie z ciągu reformistycznego przesiąknięci ideałem katolickiej harmonii socjalnej głoszą w obawie przed widmem zagłady o konieczności reorganizacji czy to aparatu państwowo-administracyjnego, czy też nawołują do zjednoczenia się Narodu pod hasłem obrony, czyż nie jest z góry przewidziana jałowość tego wysiłku. Przecież te wołania są wbrew woli ideologii grupy. Czyż dziecię cygańskie wyrwane z brudu i prymitywu, przeniesione następnie do komfortu cywilizacyjnego nie będzie marzyło o powrocie do swoich pierwotnych warunków; wyrwawszy się z obcego sobie otoczenia zdzierać i niszczyć będzie wszystko to, co nieswojskie, z lubością wciągać będzie zapach i tarzać się w brudzie swojego własnego otoczenia. Tylko w chwilach głodu i innych dotkliwości wspominać będzie, ale tylko przelotnie, o smacznym chlebie i nic ponadto więcej. Analogicznie zachowałby się Naród polski gdyby mu narzucono, załóżmy taką fikcję – warunki wyższego bytowania cywilizacyjnego, gdyby miał do dyspozycji dorobek wyżej stojącego narodu. Nie umiałby wyciągnąć tych samych korzyści, co Naród os którego ten dorobek pochodzi, zmarnowałoby się wszystko to, co nie odpowiada pragnieniom z kręgu polskiej ideologii grupy...

To, takie sobie założenie, wydaje się znacznie mniej absurdalne skoro zauważymy, że od r. 1918 przebyliśmy jako wolny naród, znaczny etap likwidacji tego dorobku, który otrzymaliśmy w spadku po okresie podlegania obcym państwowościom, dorobku zarówno w dziedzinie gospodarczej, jak i kulturalnej.

Taki sam los spotkać musi wszelkie rzekome i nawet faktyczne sukcesy doraźne, którymi szczyci się „ciąg reformistyczny”. Wszelkie bowiem tego ostatniego pociągnięcia, trafiają na przeciwbieżną z gruntu polskiej ideologii grupy wyrastającą tendencję, której niwelacyjne działanie niweczy to wszystko, co na jej tle odznacza się egzotyką, obcością.


T. Topór. (właściwie: Tadeusz Then)

1937 - 1939 © ZADRUGA Pismo Nacjonalistów Polskich
Redakcja projektu www.pnpzadruga.pl - Odolan z Gostynia
ontwerp en implementering: α CMa Σείριος