W artykule niniejszym spróbujemy w krótkim rzucie wyjaśnić istotę pasjonującego pewne odłamy naszej opinii, faktu tzw. dekompozycji politycznej i marazmu, w jakim tonie polskie życie polityczne. Sprawa ta nie jest bynajmniej taka prosta, jak to sobie wyobraża prawie całe społeczeństwo. Tylko posługując się aparatem pojęciowym „teorii rozwoju wewnętrznego Polski w czasokresie 1600-1950 r., możemy ten fenomen należycie wyjaśnić. Apelujemy więc do czytelnika, by przypomniał sobie nasz dotychczasowy wykład na łamach „Zadrugi”.

Pisaliśmy już o istocie ciągu harmonicznego. Podstawą jego jest to, co określiliśmy polską ideologią grupy.

Znamy elementy tej konstrukcji w polityce i gospodarstwie. Są one czymś prawidłowym. Tak więc ciąg harmoniczny składa się z dwóch części: sfery duchowej i zewnętrznej, tj. społeczno-politycznych form i gospodarstwa, które już omawialiśmy parokrotnie w „Zadrudze”.

Dziś przeżywamy powrót do harmonii straconej w XIX wieku; jest to „recydywa saska”.

Nas interesują formy społeczno-polityczne, jakie z recydywy saskiej wynikają. Zasadniczą cechą jest ich tendencja ku personalizmowi, jako czemuś, co stanowi o istocie katolicyzmu i jego dziecka – polskiej duchy zbiorowej (ideologii grupy). Tam, gdzie personalizm jest podstawą systemu kulturalnego, muszą wystąpić jego wtórne objawy: wydzielanie się jednostki z rytmu życia zbiorowego, stopniowa jej autarkizacja, zamykanie się w kręgu własnej persony. Wynikają stąd dalsze skutki: skoro najważniejsze sprawy życia jednostka rozwiązuje w sferze swej otoki, to zanikać muszą więzy, łączące ją z milionami współżyjących, co wyrazi się w osłabieniu życia ideowego i politycznego. Kwestie polityczne, socjalne, swój wykładnik znajdujące w napięciu zainteresowań ideowych, filozoficznych, teoretycznych, tracą na znaczeniu. Ktoś, kto od tej strony spojrzy na życie społeczne Polski, znajdzie niezliczone dowody, potwierdzające tę tezę. Zapytajmy wydawców o chłonności rynku na książki treści filozoficznej, teoretycznej itp. dowiemy się rzeczy już nie przerażających lecz wprost komicznych. Społeczeństwo polskie staje się coraz bardziej tym, czym było w epoce saskiej, sumą organizmów dwurękich”, jak to obrazowo określił Korzon.

Inną stroną tego procesu jest, obok zaniku ponad personalistycznych zainteresowań umysłowych, upadanie wiązadeł organizacyjnych: nie ma co wiązać organizacyjnie, skoro zanika najistotniejsza więź, spajająca bryły ludzkie w pewną całość – ogólniejsze dążenia.

Tak więc słabnięcie nurtu życia społecznego i politycznego, wiotczenie wiązadeł organizacyjnych, pogrążenie uwalniających się indywiduów w błogim bezwładzie personalistycznych otok – leży na linii rozwoju wewnętrznego Polski od r.1918; ewolucja ta jest całkiem prawidłowa i zgodna z logiką sił w polskim życiu czynnych. Lecz to nie jest wszystko. Od 1926 r. w naszym życiu politycznym czynną jest siła działająca w odmiennym kierunku. Jest to tzw. system pomajowy. Określamy go jako urzeczywistniający się „ciąg reformistyczny”, a więc siłę, która dąży do wywołania zmian w sferze zewnętrznej ciągu harmonicznego, w polityce i gospodarstwie, w stosunku do sfery duchowej ciągu harmonicznego żadnej akcji nie podejmuje i podjąć nie może, gdyż tu oba ciągi są identyczne. Sytuacja rysuje się następująco: ciąg harmoniczny chce uporządkować politykę i gospodarstwo (jako swoją część zewnętrzną) w harmonijny, a sobie właściwy sposób. Ciąg reformistyczny natomiast pragnie politykę i gospodarstwo urządzić całkiem inaczej. Jesteśmy u źródeł głębokiego konfliktu. Walczą więc nie o jakieś zasady światopoglądowe, stosunek do bytu, gdyż w tej dziedzinie panuje zgodność, lecz o to, jaką ma być forma zewnętrznej sfery polskiego życia – polityki i gospodarstwa. Dla ciągu harmonicznego jest to kwestia „słuszności” i zgodności z „duchem narodu”, dla ciągu reformistycznego natomiast jest to twarda konieczność, dyktowana przez konkretne okoliczności w jakich się polska znajduje wśród innych narodów. Ten konflikt jest główną siłą motoryczną w życiu politycznym Polski. W przeważającej mierze jemu zawdzięczamy pozory pewnego napięcia duchowego, ideowego i organizacyjno-politycznego. Kwestię 10-12 milionów Polaków tj. lawiny demograficznej, zrodzonej w niewoli, a dziś konającej pod toporem pauperyzacji i w tych konwulsjach stwarzającej pewien ruch i napięcie w kraju – celowo pomijam, jako nieleżącą w ramach tematu.

Walka ciągu harmonicznego i reformistycznego wyzwala pewne ładunki dynamiki. Gdyby nie ta walka, w Polsce panowałaby już dziś nieomal chińska pogoda, tak bliska epoce saskiej.

Ale trudno – panuje walka. Oba ciągi, ogarniające społeczeństwo muszą mobilizować swoje siły do boju. I tu dochodzimy do drugiego punktu interesującego nas tematu: ani ciąg harmoniczny, ani reformistyczny nie mogą organizować wielkich mas pod swymi sztandarami. Nie jest to ani przypadek, ani brak „zdolności”, „wodza”, „błędów organizacyjnych”, ani czegoś w ogóle w tym rodzaju.

Stwierdziliśmy już, że oba ciągi mają wspólne zasady światopoglądowe. W tej dziedzinie konfliktu nie ma. O powstaniu konfliktu zadecydował stosunek do sfery zewnętrznej życia polskiego tj. polityki i gospodarstwa. W zależności od tego jaką postawę znajduje się wobec nich, następuje zróżnicowanie na zwolenników ciągu harmonicznego lub reformistycznego. Silniejsze natężenie „polskości”, przejęcie się jej ideałami, pcha jednostki w szeregi tych, którzy bronią „ideałów narodowych”, ci którzy ogarniają swym umysłem stosunki międzynarodowe i widzą „nożyce potencjałów zewnętrznych” na niekorzyść Polski, stają w szeregach ciągu reformistycznego.

Do pierwszych należeć będą jednostki bliższe źródeł „polskości” tj. katolicyzmu, do drugich sfery raczej inteligenckie.

Taki podział jest jednak iluzoryczny. W przeciętnym Polaku oba aspekty współistnieją obok siebie. Stąd też wyrastają obie postawy psychiczne: najczęściej żyją one pod pokrywą tej samej czaszki. Względy czysto przypadkowe powodować mogą, iż jedna z nich bierze zdecydowanie górę nad drugą.

Jesteśmy więc u źródła niezdolności do konsolidacji społeczeństwa w szyku bojowym, jednego, lub drugiego ciągu. Siły działające w życiu polskim unicestwiają myśl o jakiejś żywiołowej „konsolidacji narodu”.

Duch przekory, duch opozycyjności daje złudę sił tym, którzy walczą z systemem pomajowym. Nie są to więzy, które umożliwić mogą jakąś konsolidację. I dla jednego i dla drugiego ciągu „konsolidacja” pod jego sztandarami pozostanie w sferze nieziszczalnych marzeń. Pozostaną natomiast sztaby obu ciągów i olbrzymia masa person wegetujących w błogim bezwładzie swoich otok.

 

R. Sercewicz. (właściwie: Jan Stachniuk)

1937 - 1939 © ZADRUGA Pismo Nacjonalistów Polskich
Redakcja projektu www.pnpzadruga.pl - Odolan z Gostynia
ontwerp en implementering: α CMa Σείριος