W 2 (4) nr „Zadrugi” pisaliśmy o losie genialnego rzeźbiarza polskiego Stacha z Warty Szukalskiego, który na skutek nieprzy- chylnych dla siebie warunków w kraju, zmuszony został do wyjazdu za Ocean. Cieszymy się, że obecnie możemy zawiadomić naszych Przyjaciół i Czytelników o jego powrocie do kraju. Nadesłany artykuł zamieszczamy z zapewnieniem, że łamy „Zadrugi” dla Mistrza zawsze stoją otworem. Redakcja.

 

Krzyżowanie pierwiastków biologiczno-rasowych staje się z dniem każdym coraz to ściślejszą wiedzą. Odmiany gatunków można dziś rozgrupować, a ich skrzyżowanie przewidzieć w skutkach, wyjawiających się w takich lub innych złożeniach proporcji cielesnych i usposobień psychicznych.

Dziś hodowcy koni, krów, psów, kur itd. mogą jak wprawny malarz, wybierać między odmianami gatunków, jak gdyby między farbami na palecie i dawać danym stworzeniom krótsze lub dłuższe nogi, więcej owłosienia czy mniej, więcej woli ku wygraniu wyścigów, lub siły pociągowej.

W każdym gatunku są budowane przez ludzki rozmysł nowa gatunki odmian, fizycznych i psychicznych, z hodowcy i zoolodzy dobrze się w tym orientują. W ludzkim zwierzostanie powstały różne odmiany, spowodowane sztucznym zlewaniem odmiennych narodów i ras, przez najazdy, wybłędostwo koczownicze w poszukiwaniu cudzego dobra lub też wolności itp.

Człowiek chodząc na tylnych nogach, mógł zawsze krzyżować się ze wszelkimi odmianami swego gatunku, bez względu na różnice koloru i rasy, bo cokolwiek wyszło z owego mieszania to zwalał winę na dopust Boży i jego przewidzenie.

Gdybyśmy dziś klasyfikowali ludy świata w podobny sposób jak inne gatunki ssaków, a wyłączyli biblijne poglądy ze społecznej zoologii, to byśmy spostrzegli, że łatwość zmiany wyznania i zdolność płodzenia czarno-białych dzieci, niekoniecznie uwzględnia mieszanie ludzkich gatunków i czyni zbytecznym przewidzenie biologicznych skutków. Pierwszy z brzegu rolnik może mieć cygankę za żonę, a potem dzieci. Lecz cechy rasy koczowniczych włóczęgów mogą przeważać nie tylko w pierwszym pokoleniu rasowego kundlostwa, ale przez kilka. Dzieci mogą odziedziczyć jasność włosów i oczu – jakieś cielesne dziedzictwo od Słowian, a psychikę zaś od wschodnich pasożytów. Pełen wewnętrznego ognia ogier, znalazłszy skorą oślicę może sprodukować muła – lecz muł nie będzie mógł sam mieć dzieci – bo odziedzicza jakąś ujemną cechę od bezdusznej rasy osłów, które porównać można z gnuśnym bytowaniem beztwórczej rasy.

Był czas, gdy Grecy byli jasnowłosą i jasnooką rasą. Takimi blondynami byli Rzymianie. Gallowie-Francuzi. Jako tacy mieli wielką zdolność państwotwórczą. Zdobywali świat i ludy mrowiące się na nim. Lecz w zdobyczy kryła się klęska, bo między zdobytymi ludami były koczownicze – Mongołowie i Semito-Negryci.

Po trochu, Nergo-semickie niewolnice miały dzieci niebieskookie, swych panów. Mieszańcy zyskiwali dworskie urzędy. Ich dzieci krzyżowały się z biedniejszymi blondynami rolniczej rasy na zewnątrz dworu pana. Z pokolenia na pokolenie powódź koczowniczej krwi owczo-włosych Negro-semitów sięgała wyżej i wyżej ku zalaniu ciała rasy rolniczej, ku zalaniu mózgu, z wreszcie i duszy. Jak grzyb wilgoci piwnicznej przenikała ona do źródła biologicznego zwierzchniej rasy, tak, że już nie tylko cechy psychiczne zalały ducha twórczego, ale w ogóle zmieniły jasną rasę niebieskookich tubylców na czarnookich i czarnowłosych mieszańców.

Jak jasnowłosa Hiszpania, po najeździe koczowniczych Negro-semitów stała się czarnowłosą, tak i dawna Grecja, Rzym starożytny i niedawna Francja zostały zatopione powodzią tej krwi i po trochu zniknęły z dziejów jako potęgi państwowe i dziejotwórcze.

Jeszcze dziś mamy rzadki wypadki jasnowłosych Włochów, szczególnie na Sycylii i Wenecji, którzy mimo swej odrębności odnoszą się ze wzgardą do czarnowłosych Włochów, nie wiedząc wcale, że ich stosunek jest odziedziczony sprzed tysiąca lat temu, kiedy to czarne owłosienie było dowodem mieszaniny z negro-semickimi niewolnikami. Dzisiejsze odrodzenie Włoch jest symptomatem zaniku negro-semickiej krwi i powrotu do prototypu rasy twórczej tak, jak obecne przemiany w Niemczech są oznaką końcowego spożycia owej biologicznej „pożyczki” Słowiańsko-rolniczej krwi, która stworzyła niemiecką kulturę... i powrót do własnej krwi germańskiej – to jest powrót do prototypu najeźdzczo-koczowniczego.

Biorąc Skandynawów, którzy tak jak Sławianie (z wyjątkiem Tataro-moskowitów) byli kiedyś wszyscy jasnowłosi, ich wyższe sfery, tak jak i nasze są dziś ciemnowłose. Ta ciemność owłosienia i oczu w języku naukowym zwie się pigmentacja. Otóż jestem pewien, że większość społeczeństwa współczesnego Gustawowi Adolfowi, co sobie całą Polskę „wziął” od ciemnowłosych magnatów polskich, była jasnowłosa. Nie znaczy to, że tylko jasnowłosi są rasą twórczą, lecz ważnym jest skąd owa pigmentacja do danego narodu przybyła. Jeżeliby ona pochodziła od Hindusów, Chińczyków, Japończyków, Persów, czy jakiejkolwiek rolniczo-twórczej rasy, to mieszanina będzie doskonała, lecz jeżeli pochodzi od Negro-semitów, tatarów, Eskimosów, czy innych koczowniczych-migrantów, wówczas kundlostwo takie obniża jasnowłosej rasy twórczy instynkt i ewentualnie degraduje całe Dzieje, powodując upadek gatunku, sprowadza klęski polityczne i kulturalne, aż do czasu kiedy zapożyczona krew beztwórczej rasy się zużyje, stosownie do proporcji, jaka była wchłonięta.

Jestem pewien, że upadek, nie tylko Polski, lecz i innych narodów, był spowodowany przeniknięciem krwi Negro-semickiej, która, jako koczownicza, ma specjalną predylekcję do pośredniczego handlu. Podkreślam pośredniczego! W każdym kraju ci prowizoryczni obywatele, trzymani w jednym miejscu przez nadziejny oportunizm, zdobywszy sobie finansową arystokrację, wchodzili w związki matrymonialne z arystokracją rasową, z których to związków powstały w ostatnich kilku stuleciach milionowe rzesze mieszkańców. Prawie cała „inteligencja” miejska narodów upadłych, dziejowo i kulturalnie, wywodzi się z tego wstrętnego zlubabrania się rasy twórczej z rasą beztwórczą. Cała niezdolność i apatyczność zwierzchniego społeczeństwa jest rekrutowana z kundlowskiej mieszaniny ludzkiej, której najnaturalniejszym stanem życia i bycia jest to, co się nie działo w Abisynii Negro-semitów, przed wstąpieniem tam armii Mussoliniego!

Powód stanu rzeczy, jaki mamy w naszej Ojczyźnie, może być łatwo wymacanym w mieszanej krwi naszych dygnitarzy, upadek naszej kultury, zanik Ducha i dziejowej Woli. Szersze społeczeństwo nosi wyraźne cechy semickiej tchórzliwości. Brak cywilnej odwagi jest typową cechą polskiego społeczeństwa, a nie rolniczo-słowiańską. Owa notorycznie zła wola ku ludziom godnym, a ofiarnym, owe przemyślne niszczenie twórczych jednostek w Polsce i to jedynie przez członków wyższych w społecznej oligarchii, jest niczym innym, jak tylko podświadomą walką mieszańców Semito-Słowiańskich z Duchem rolniczo-twórczej rasy Słowiańskiej, kiełkującym w wysłannikach, pochodzących z nizin biologicznych tubylczego gatunku. Ci niszczyciele ducha naszej rasy, często sami nie wiedzą o swej szkodliwości, często pragną czynić jak najlepiej, lecz w każdym swym odruchu i każdej decyzji z fortec swoich wpływów, czynią jedynie szkodę. Niszcząc dane twórcze jednostki, znajdują ku temu wszelkie „powody”, noszące pozory racjonalności, ale sami nie wiedzą, że ich rozumowanie, czy ich osobiste uprzedzenie jest motywowane pobudką niewyśledzonej misji swej mieszanej krwi.

Zanim człowiek podejmuje racjonalną decyzję, w jakiejkolwiek dziedzinie, przez myśl jego przebłyskuje pierwej jego podświadomy stosunek, na którym potem opiera swe poparcie lub pozycję. Te same problemy będą inaczej rozgrupowane i wybrane lub potępione przez mieszańca semito-polskiego, a inaczej przez Polaka, choćby mieszanego, z jakąkolwiek rasą inna byle rolniczo-twórczą. Dlatego dany wróg, posiadający jakiś wpływ i działający na szkodę twórczej jednostki w jakiejkolwiek dziedzinie, ubierający w łagodzące „powody” swą prywatną nieskorość, jest wrogiem narodu i całej rasy, gdyż działa on nie wedle jakiejś tam racji, lecz wedle intuicyjnych wskazań swej spaskudzonej krwi, której pobudki są dla pozoru pokryte dogodną argumentacją.

To jest nasza strona obliczeń, szkód, wyrządzonych naszemu instynktowi rasy, który podobnie jak w dziejach Hiszpanii, doprowadził do kompletnego zdegradowania tej biologicznej zdolności, by mieć Opatrzność po naszej stronie, a nie rozpad, apatię i bezdzieje.

Z tej mieszaniny Semito-Słowiańskiej, my mamy negatywne cechy rasy beztwórczo-koczowniczej jedynie w naszym społeczeństwie zwierzchnim. A wszakże społeczeństwo jest dla zagranicy i dla skutków dziejowych „Polską”! Jakie społeczeństwo, taka Polska, a jaka Polska, taka będzie przyszłość naszego Narodu.

Zbytnio intelektualny liberalizm naszych dygnitarzy, stosujących wielomówny humanitaryzm w stosunku do Żydów, jest tylko symptomatycznym wyjawieniem podskórnej filialności. A ta filialność semickiej krwi znana jest „aż do tysiącznego pokolenia”. Krew nie potrzebuje słów, ni tajemnych paktów, ona działa przez specyficzne usposobienie tych, co są tknięci dziedzictwem rasy pasożytniczo-koczowniczej, które łatwo racjonalizować, niby to liberalizmem.

Druga zaś strona tej mieszaniny jest wielce pozytywną. Tak, jak my otrzymaliśmy społeczeństwo negroidalne, tak Semici otrzymali nowe społeczeństwo słowiańsko-twórcze. Żydzi wyszli lepiej z tego rasowego zlubabrania się z rasą rolniczą. Ta część Żydów, co otrzymała w zamian krew słowiańską, odziedziczyła również i cechę rolniczą. Ci Żydzi, którzy odziedziczyli tę „pożyczkę” rolniczej krwi, znaleźli w sobie nie tylko serce, ale i tęsknotę ku czemuś do czego mogliby ją z utęsknieniem przywiązać; to jest tęsknotę za własną Ojczyzną, a zatem i Wolę, by tę Ojczyznę sobie mozolnie zdobyć i zwać ją „własną”.

Syjonizm jest wyrazem tęsknoty za własną Ojczyzną i owym nieukojonym pragnieniem doskonałego człowieka, człowieka budującego własne Fatum, mozołem swej Pracy. Zdaje mi się, że trzy czwarte syjonistów, osiadłych w Palestynie, to są Żydzi z Polski bezpośrednio i z innych krajów słowiańskich. Piękno miast nowo-planowanych i zbudowanych, mogło być stworzone jedynie przez ludzi, którzy mają rozkosz z rzeczy zrobionych dobrze, a więc krew rasy rolniczej i osiedleńczej, z usposobienia.

Tak więc mamy przeciwne dwa bieguny w swej jakości; korzyść dla Żydów, a szkodę dla naszego Narodu, w tej mieszaninie Semicko-słowiańskiej i Sławo-semickiej. Kto to zagadnienie rozumie, ten łatwo pojmie dlaczego nasze dzieje były i będą takie same, chyba, że damy nowe Społeczeństwo, wyrosłe z nizin biologicznych, naszej rasy.

Paradoksalnie się sprawy układają, bo Żydzi, dla których możemy mieć jedynie najwyższe uznanie i nawet pewne uczucie rasowej (tak, tak), filialności po dochodnym ojcu, właśnie oni to wędrują, bo dumni są jak my Słowianie, poprzez świat do dalekiej Palestyny, ...a ci Żydzi, co upierają się i dalej pozostają z nami, są właśnie przez nas znienawidzeni, bo oni nie pragną własnej Ojczyzny, bo dla nich jest coś jeszcze droższego, ponad honor, ponad własne Fatum; a to jest „geszeft” z pośrednictwa, między cudzą, a mozolną pracą, a jej spożywcami.

To nie jest różnica poglądów między syjonistą, a koczownikiem-pasożytem; to jest różnica dziedziczności rolniczej lub koczowniczej. Syjoniści, to są ci Żydzi, którzy odziedziczyli szlachetny pierwiastek duszy twórczej, wyzbyli się tej psychicznej manii niższości, tak charakterystycznej u Semitów i pragną być równi najdoskonalszym narodom. Jedynie oni z Żydów rozumieją, że pierwej trza mieć swój własny kraj, by mieć prawo do bycia Narodem.

Żydzi są rzeczywiście „wybranym” narodem, takim doskonałym wyrodkiem z całej szarańczy pasożytniczych Negro-semitów. Dość im jęczenia pod murem narzekań. Teraz nie oni narzekają na swój los, teraz nasze społeczeństwo (po dochodnym ojcu) kiwa się i kiwa w nadziei nadejścia jakiegoś Mesjasza, który by wstawił się u Jehowy o zesłanie lepszych losów na ten kraj nieszczęśliwych sługojów.

 

Szukalski

1937 - 1939 © ZADRUGA Pismo Nacjonalistów Polskich
Redakcja projektu www.pnpzadruga.pl - Odolan z Gostynia
ontwerp en implementering: α CMa Σείριος