Dla wielu ludzi w Polsce ewolucje, zachodzące w naszym gospodarstwie, wydają się być pełne jakiegoś tragicznego nonsensu i bezładu. Inaczej rysuje się ta sprawa w świetle „Teorii rozwoju wewnętrznego Polski w czasokresie 1600-1950 r.”

Kierunek przeobrażeń polskiego gospodarstwa od 1918 r. jest całkiem prawidłowy i logiczny; należy tylko ogarnąć myślą całokształt układu sił w nim działających. Czytelnik pragnący pojąć istotę tego, co się dzieje w gospodarstwie naszym od 1918 r. musi mieć obraz działania tych sił; odsyłamy go do pięciu poprzednich numerów „Zadrugi”.

 

„RECYDYWA SASKA” W GOSPODARSTWIE POLSKIM
Należy najpierw sięgnąć do r. 1918. Jakie były okoliczności w gospodarstwie polskim w momencie odzyskania niepodległości państwa? Nie chodzi nam wcale o reklamowane „zniszczenia wojenne”, gdyż jest to fakt całkiem podrzędnej doniosłości – wbrew wywodom różnych „powag”. Istotne jest tylko to, iż w 1918 r. odpadły siły, które stworzyły gwałtowny rozwój ekonomiczny i kulturalny na ziemiach polskich w latach 1815-1914. Duch inicjatywy, źródła kapitałów, technika, obszerne rynki w organizmach „zaborców” - a więc główne czynniki, które podniosły ogromnie poziom życia materialnego i wyzwoliły lawinę demograficzną, zostały usunięte poza granice Państwa Polskiego. Osłabły niezliczone nici więzi kulturalnych, łączące nas z bujnym życiem obcych organizmów...

Tym samym ustało działanie sił rozgryzających „katolicką harmonię socjalną”. Rozpoczął się proces odwrotny, proces „recydywy saskiej”. Recydywa saska w gospodarstwie polskim wyraziła się w szybkim upadaniu przemysłu i wyższych form życia gospodarczego, które będziemy nazywać „oazami wysokiego poziomu produkcyjnego”. Otrzymane w spadku po niewoli, „oazy wysokiego poziomu produkcyjnego” (Śląsk, Łódź itd.), idee i poglądy ekonomiczne, lawina demograficzna, wszystko to nagle okazało się zawieszonym w powietrzu, pozbawionym oparcia o grunt Odrodzonej Ojczyzny. Ten podstawowy fakt nie jest uświadomiony do dzisiejszego dnia, pomimo doświadczeń ubiegłych 20-tu lat; i jest to całkiem naturalne. Uświadomienie tego uwarunkowane jest przez przyjęcie całego szeregu stwierdzeń, które wykładaliśmy dotychczas na łamach „Zadrugi”.

Gospodarstwo polskie w 1914 roku składało się z dwóch jakościowo różnych sfer:
1) z oaz wysokiego poziomu produkcyjnego stworzonych na ziemiach polskich przez zasięgi obcego, bujnego życia i
2) z właściwego polskiego gospodarstwa tradycyjnego z epoki saskiej, jakim było rolnictwo i żydowski handel z rzemiosłami; tę sferę określiliśmy terminem „sektora przedrozbiorowego”, gdyż od czasów saskich nie uległa ona istotnym przeobrażeniom i była wykładnikiem „polskości” w gospodarstwie.

Odzyskanie niepodległości stworzyło stan tym charakteryzujący się, iż oazy wysokiego poziomu produkcyjnego nie posiadały punktów oparcia wewnątrz kraju. Pomiędzy nimi, a naturalnym podłożem jakim jest reszta gospodarstwa narodowego ziała głęboka przepaść. Był to stan, który określić moglibyśmy terminem „nożyc struktury wewnętrznej” gospodarstwa polskiego. „Sektor przedrozbiorowy” trwał w swoim ahistorycznym trybie życia, zaś „oazy wysokiego poziomu produkcyjnego” miotając się w konwulsjach lat 1920-1925 powoli staczały się w dół, zanikały.

Mówiliśmy już dlaczego ten stan nie mógł być uświadomiony. Dodać do tego możemy jeszcze jeden moment: w ciągu wieku XIX przyswoiliśmy sobie doktryny ekonomiczne, wyrosłe na tle warunków gospodarki kapitalistycznej, z tym bagażem myślowym weszliśmy do Polski Odrodzonej. Wszystko to co widzieliśmy po r. 1918 w pryzmacie tych doktryn przełamywało się w ten sposób, iż umysł postrzegał urojoną, daleką od tego co było w rzeczywistości.

 

POLITYKA GOSP. USIŁUJĄCA PRZECIWSTAWIĆ SIĘ „RECYDYWIE SASKIEJ”
Mieliśmy więc zjawisko degradacji gospodarstwa polskiego w Polsce Odrodzonej. Jeśli przyjmiemy produkcję przemysłową świata (bez Rosji) w r. 1913=100, to w r. 1936 wynosi ona 138, gdy natomiast analogiczne lata dla Polski wykazują 100 i 65. Tak więc świat zwiększył swoją produkcję od 1913 r. o 38%, Polska zaś zmniejszyła o 35%. Potencjał ekonomiczny innych narodów rósł, Polski się zmniejszał, dając to, co my nazywamy „nożycami potencjałów zewnętrznych”. Jeśli się zważy na to, iż potencjał gospodarczy państwa decyduje o jego sile politycznej w stosunku do sąsiadów, to też pojmiemy rosnące potencjalne zagrożenie Polski. W ten sposób powstaje „ciąg reformistyczny” jak o tym pisaliśmy w art. „Geneza ideologii państwowej” w [3(4), i 4(5) nr „Zadrugi”].

Będziemy tu rozpatrywali w jaki sposób przejawia się „ciąg reformistyczny” w dziedzinie gospodarstwa. Wyrazem jego jest polityka gospodarcza państwa, realizowana po przewrocie majowym w 1926 r. U podstaw jej leży założenie konieczności rozwoju przemysłowego Polski. Stwierdzenie to jest postulatem, który musi być spełniony ze względu na „nożyce potencjałów zewnętrznych”. Gdyby nie istnieli sąsiedzi skłonni do „zaborczości” postulat ów nie zjawiłby się wcale. Polska ewoluowałaby po linii „ciągu harmonicznego” ku katolickiej harmonii socjalnej, a „recydywa saska” wydawałaby się czymś naturalnym, zgodnym z „duchem narodu”. Ahistoryczność ciągu reformistycznego w sferze gospodarstwa jest widoczna nader wyraziście.

Tak więc polityka gospodarcza, wykwitająca z ciągu reformistycznego, jest nastawiona na uprzemysłowienie kraju. Znamy motywy tej polityki. Przypatrzmy się jak przełamuje się ona w konkretnej rzeczywistości i co z tego wynika.

Polityka gospodarcza wycelowana na uprzemysłowienie gospodarstwa narodowego wychodzi ze stwierdzenia upadania przemysłu, (grawitacja do „bieguna tomistycznego”), konieczności poprawienia przebiegów życia gospodarczego tak, by doprowadzić do zamierzonego celu (przeciwbieżność ciągu harmonicznego i reformistycznego) i użycia takich metod działania, by bezwładne siły gospodarcze wtłoczyć w uplanowane łożysko, (pokonanie oporu ciągu harmonicznego, dążącego do katolickiej harmonii socjalnej).

W tym dążeniu polityka gospodarcza przyjmuje, jako linię startu odziedziczone oazy wysokiego poziomu produkcyjnego: chce je rozwinąć, skompletować, uzupełnić do granic, przy których zostaną usunięte „nożyce potencjałów zewnętrznych”. Industrializacja kraju musi się rozpocząć od posiadanych zasobów kapitałowych, w postaci zakładów, fabryk, maszyn, organizacji i techniki, którą pozostawili nam zaborcy. Należy więc najpierw te kapitały najpełniej wyzyskać, poprzez zapewnienie możliwości najwyższej produkcji. I tu dochodzimy do tego cośmy wyżej nazwali „nożycami struktury wewnętrznej”. Okazało się iż „oazy wysokiego poziomu produkcyjnego” nie mają oparcia w kraju, co wyraża się w „nierentowności warsztatów”. I znów musimy tu zwrócić uwagę czytelnika na to, iż brak gruntu pod oazami wysokiego poziomu produkcyjnego, jego wykładnik kupiecki – nierentowność, nie mogły być w całości ogarnięte przez umysły, uzbrojone w importowane systemy i doktryny ekonomiczne: nożyce struktury wewnętrznej, będące produktem rozwoju cywilizacyjnego Polski od XVI w. w świetle tych doktryn, wydawały się drobnym fakcikiem, ujmowanym w frazes „niedostatecznej pojemności rynku wewnętrznego” itp.

Czy mógłby ktoś z sfer miarodajnych uświadomić sobie, iż „nierentowność” wynika z grawitacji przeważającej części gospodarstwa polskiego do „bieguna tomistycznego” - będącego znów z kolei niezamierzonym skutkiem działalności gospodarczej milionów Polaków według normy „woli minimum egzystencji”?

Żywiołowo ewoluujący ciąg harmoniczny, stwarzał pewną rzeczywistość, tak, jak rzeka podmywa brzegi; ktoś nie dostrzegając tej rzeki dziwować się musiał, dlaczego lad zapada się i składał winę na krety lub szczury.

Polityka gospodarcza miała więc z jednej strony fakt „nierentowności” oraz wysokiego poziomu produkcyjnego, z drugiej konieczność wyzyskania zdolności produkcyjnej. Brak gruntu postanawia usunąć w sposób radykalny, by w ten sposób wybrnąć z dylematu wyżej postawionego. Ponieważ pełne wyzyskanie zdolności produkcyjnej oaz wysokiego poziomu nie jest możliwe w ramach rynku wewnętrznego - zostaje eksport na rynki światowe. Rentowność produkcji przywraca się poprzez uruchomienie olbrzymiego arsenału środków polityki gospodarczej, dzięki którym dochód społeczny w znacznej mierze przesuwa się do oaz wysokiego poziomu produkcyjnego. Środkami tymi są: polityka gospodarcza, wkraczająca w aparat produkcyjny, zarządzenia natury administracyjnej, aparat skarbowy, polityka kredytowa i środki oddziaływania na mechanizm cen. Zespół tych środków sprawia to, że oazy wysokiego poziomu produkcyjnego, pomimo braku gruntu pod sobą, odzyskują „rentowność”. Dzięki temu mogą następnie forsować dumping eksportowy. Łatwo uchodzi zasadzie cała sztuczność tej konstrukcji.

 

ZAŁOŻENIA POLITYKI GOSPODARCZEJ
Zestawmy elementy tej dziwnej konstrukcji:
1. Właściwy rdzeń polskiego gospodarstwa, „sektor przedrozbiorowy” - wieś i handel żydowski, trwający w bezruchu, szybko wracający po r. 1918 w utarte łożysko sielskości w „woli minimum egzystencji”;
2. Oazy wysokiego poziomu produkcyjnego, oderwane od właściwego swego organicznego podłoża (organizmy państw zaborczych), zawieszone w powietrzu, powoli upadające;
3. Wolę państwa do spowodowania wielkiego rozwoju industrialnego kraju, co – po 1926 r. - przybiera postać odpowiedniej polityki gospodarczej.

Patrząc na te trzy elementy od końca, widzimy, iż państwowa polityka gospodarcza, prąc do uprzemysłowienia kraju, będzie musiała oprzeć się o istniejące oazy wysokiego poziomu, podźwigając je, zapewnić im dopływ ożywczej krwi, co znów może być zapewnione tylko poprzez stworzenie dla nich jakiegoś podłoża i solidnego oparcia. Z konieczności to oparcie musi się znaleźć w tym, co jest, tj. w „sektorze przedrozbiorowym”. Ponieważ pomiędzy sektorem przedrozbiorowym, a oazami wysokiego poziomu produkcyjnego istnieje rozbieżność, którą określiliśmy „nożycami struktury wewnętrznej” gospodarstwa narodowego, polityka gospodarcza państwa, będzie musiała dążyć do zamknięcia tych nożyc, gdyż to warunkuje zaistnienie oparcia dla oaz wysokiego poziomu. Oparcie to polega na zastąpieniu tego, co oazy wysokiego poziomu straciły w r. 1918. Czy można było o tym marzyć? Oczywiście nie. Stworzono więc surogat, sztuczną rentowność, dzięki czemu uzyskiwano pozory solidności oparcia. Znaczna część dochodu społecznego, przypadająca „sektorowi przedrozbiorowemu”, dzięki systemowi karteli, monopoli, subwencji, polityki podatkowej, kredytowej. Taryfowej itp., przypada oazom wysokiego poziomu produkcyjnego. Uzyskuje się tam rentowność i złudę „normalnego” rozwoju, uzyskanego gwałtem, zadanym innym członom gospodarstwa narodowego. Innymi słowy: oazy wysokiego poziomu produkcyjnego odzyskują rumieńce życia, dzięki systemowi środków polityki gospodarczej przepompowujących do nich soki żywotne z innych części organizmu gospodarczego. Zespół środków polityki gospodarczej nazwiemy „systemem dźwigania oaz wysokiego poziomu produkcyjnego”.

Całość naszej polityki gospodarczej da się ująć jako: mechaniczne wypompowywanie przez „system dźwigania oaz” soków żywotnych z „sektora przedrozbiorowego” celem alimentowania usychających oaz wysokiego poziomu produkcyjnego przez co uzyskuje się złudę pełnokrwistości tych oaz i nadzieję ich wielkiego rozwoju, tak, jak to było dawniej.

 

POCHODZENIE POLITYKI GOSPODARCZEJ
Takie ujęcie polityki gospodarczej Polski Niepodległej jest czymś prawidłowym: jeśli się zakłada uprzemysłowienie kraju jako cel, to w konkretnych warunkach (recydywa saska, nożyce struktury wewnętrznej) polityka gospodarcza i jej pochodzenie nie mogą być inne.

System dźwigania oaz wysokiego poziomu produkcyjnego będzie tym głównym narzędziem, które pozwoli uzyskać „rentowność” oazom wysokiego poziomu, da złudę normalnych stosunków itp. Upiory kartelizacji, monopolizacji, nożyce cen produktów przemysłu i rolnictwa, uprzywilejowanie kredytu, system subwencji, koncesji, działania urzędu skarbowego itp. okazują się w świetle tak pojmowanej polityki gospodarczej państwa, czymś nieubłaganym, naturalnym, chociaż może często zgoła nieoczekiwanym lub wprost niepożądanym. Równie nieuniknioną konsekwencją będzie eksploatacja sektora przedrozbiorowego, pogłębienie jego i tak nie małej, bo naturalnej „swojskiej”, pauperyzacji. Gospodarcza krew z niego wypompowana przez „system dźwigania oaz” będzie następnie wtłaczana w arterie „oaz wysokiego poziomu”. Dokonując stale operację, państwo wbrew swej woli stanie się mocodawcą życia oaz wysokiego poziomu, dogłębnie je zetatyzuje. Są to już pochodne polityki gospodarczej, z którymi nie może sobie dać rady nasza opinia, próbująca je tłumaczyć istnieniem „błędów”.

Powstaje następujące pytanie: czy taka polityka gospodarcza może osiągnąć swój cel? Na mocy drugiej antynomii naszych dziejów , określamy to jako rzecz niemożliwą. Sfera duchowa ciągu harmonicznego (religia, kościół, system wychowawczy, idee ogólne, świadomość narodowa, kultura) wyznacza poprzez typ „przeciętnej społecznej” sferę zewnętrzną ciągu, tj. formy polityczne i gospodarstwo. Otóż polityka gospodarcza wyrastająca z ciągu reformistycznego (zakładam iż czytelnik przyswoił sobie terminologię „Zadrugi”), stawia sobie cele leżące poza sferą możliwości: sposób zachowania się w życiu gospodarczym milionów Polaków, powoduje iż grawituje ono do „bieguna tomistycznego” - zaś polityka gospodarcza, chce by poprzez czysto mechaniczne zmiany w gospodarstwie, wywołać jakiś przełom, który doprowadziłby do gruntownego rozwoju. Byłoby to możliwe tylko w tym wypadku, gdyby „przeciętna społeczna” okazywała niepomiernie wyższą aktywność, osiągnąć to można poprzez zmianę jej profilu duchowego; o tym nie ma mowy, gdyż sfera duchowa ciągu harmonicznego jest „tabu”. Bez tego zaś, wszystkie przeobrażenia w mechanizmie gospodarstwa społecznego są podobne do takiego lub innego szeregowania zespołu muzycznego , grającego na odwieczną nutę „woli minimum egzystencji”.

Czy więc polityka gospodarcza Polski Niepodległej jest przelewaniem z pustego w próżne? Nie. Wprawdzie polityka gospodarcza nie jest w stanie osiągnąć celu sobie postawionego, realizuje natomiast cele drugorzędne: opóźnia proces recydywy saskiej, zatyka najbardziej niebezpieczne dziury w strukturze gospodarczej państwa, mobilizuje posiadane zasoby i przemienia je w kształt najbardziej odpowiedni do wymogów chwili; kosztem niej żywotnych odcinków, realizuje to, co jest palące w danym momencie.

Jeśli nieubłagany proce recydywy saskiej nie ugodził dotychczas śmiertelnie w żywotność państwa, zawdzięczamy to naszej polityce gospodarczej, która poza tym bezradna jest na dłuższą metę. Przekonają nas o tym nadchodzące lata.



J.S. (właściwie: Jan Stachniuk)

 

1937 - 1939 © ZADRUGA Pismo Nacjonalistów Polskich
Redakcja projektu www.pnpzadruga.pl - Odolan z Gostynia
ontwerp en implementering: α CMa Σείριος