Najwyższym celem człowieka zadrużnego jest służba wielkości, zaś wielkość widzimy w Narodzie. Przez oddanie wszystkich naszych myśli i nieustannego morderczego wysiłku mającego na celu pomnożenie wielkości Narodu spełniamy całkowicie nasze powołanie i usprawiedliwiamy sens naszego istnienia na ziemi.

Wyrazem wielkości Narodu w perspektywie historycznej są trzy dziedziny bytowania Narodu:
1. Sam Naród, jako masa biologiczna, a raczej jej rozwój w sensie fizycznym i ilościowym tzw. zagadnienie demograficzne.
2. Dorobek kulturalny i cywilizacyjny oraz ekspansja kulturalna Narodu tzw. promieniowanie kulturalne i polityczne, obejmowanie swym zasięgiem coraz nowych przestrzeni i narodów, wreszcie udział w ogólnej kulturze danej epoki.
3. Gospodarstwo narodowe, obejmujące całokształt materialnych form bytowania.

W poprzednich numerach „Zadrugi” zobrazowaliśmy w wielkim skrócie nasz potencjał gospodarczy, jego linie i tendencje rozwojowe. Tutaj zajmiemy się scharakteryzowaniem w bardzo ogólnych zarysach rozwoju demograficznego Polski w perspektywie historycznej oraz bliżej bliżej badaniami rozwojowymi tej dziedziny w dobie dzisiejszej.

Z historycznego punktu widzenia okresy rozwoju demograficznego Polski możemy podzielić na cztery:
a) okres I: od zarania naszej historii do przełomu XVI i XVII wieku,
b) okres II: od przełomu XVI i XVII wieku do rozbiorów,
c) okres III: od rozbiorów do odzyskania niepodległości,
d) okres IV: Polski niepodległej z tendencjami rozwojowymi na najbliższe dziesiątki lat.

W okres pierwszy weszliśmy wraz z przyjęciem chrześcijaństwa z ludnością poniżej 2 milionów. Czasy Piastów charakteryzują się powolnym, ale stałym (z przerwami wywołanymi najazdami Tatarów i tzw. zarazami) narastaniem masy ludności, bez zmian fizycznych jednostki. Okres Jagiellonów zaznaczył się wybitnym przyrostem ludności, przede wszystkim dzięki oznaczonemu podniesieniu się poziomu kulturalnego i ekonomicznego całej ludności. Ludność Polski osiągnęła w tym czasie około 10 milionów głów.

Na schyłku XVI wieku nastąpił wyraźny przełom w dziedzinie demograficznej. Ludność Polski osiągnąwszy po raz pierwszy w swej historii kres demograficzny unormowała się na stałym poziomie około 10 milionów na olbrzymi okres prawie 200 lat. Okres ten dla niektórych Narodów był okresem olbrzymiego przyrostu ludności, dla niektórych zaś, okresem opłakanej w skutkach stabilizacji. Ilustruje to najlepiej tabelka:
(Źródła: Woytyński, Korzon, Bujak).

 Ludność

1580 r. 1680 r.

1772 r.

Polska 10.0 9 11
Rosja 4.3 12.6 19
Anglia 4.6 5.5 9.6
Prusy 1 1.5 4
Włochy 10.4 11.5 12.8
Hiszpania 8.1 9.2 9.9

 

Uderza nas tu przede wszystkim nadzwyczajna zgodność rozwojowa Polski – Włoch – Hiszpanii. Trzech narodów najbardziej katolickich; oraz olbrzymia dynamika demograficzna, Prus, Rosji i Anglii. Z utratą niepodległości nastąpił drugi przełom w rozwoju demograficznym Polski – a mianowicie nastąpiło wyzwolenie siły biologicznej Polski, a najwięcej w byłym Królestwie Kongresowym.

Liczbowo przedstawia się to następująco:
W roku 1820 – 3.520 mln.
W roku 1875 – 6.079 mln.
W roku 1913 – 13.055 mln.

W ciągu 38 lat, 1875-1913 wzrost ponad 100%. Takiego wzrostu nie wykazał żaden kraj europejski w tym czasie. Stwierdzają to z podziwem wszyscy badacze demografii.

W chwili odzyskania niepodległości mieliśmy ok. 26 mln. Ludności i bodaj najwyższy przyrost naturalny w Europie, mimo bardzo wysokiej śmiertelności.

Na najbliższe lata po odzyskaniu niepodległości przypada zahamowanie dynamiki demograficznej. Proces ten z biegiem lat pogłębia się i dziś już widocznym jest kres demograficzny, do którego konsekwentnie się zbliżamy, powtórnie w ciągu naszej historii.

Nieuwzględniając emigracji, proces zaniku prężności demograficznej przedstawia się następująco:
Przyrost naturalny ludności Polski (na 1000 osób rocznie).

Rok Średnia 1909-1912 1921 1934 1936 1937
Przyrost 16.3 14 12.1 11.4 niżej 11

 

Jeżeli uwzględnimy, że emigracja z Polski wcale poważna i w pierwszych latach naszej niepodległości, zamiera stopniowo z biegiem lat i dziś stanowi znikomy procent przyrostu, okaże się, że ten proces przebiega jeszcze szybciej.

Kres demograficzny lat 1600 – 1800 w decydującym stopniu został zrealizowany przez osiągnięcie bieguna tomistycznego w gospodarstwie. W sferze jego tj. w układzie stosunków gospodarczych, narzędziem jego była przerażająca pauperyzacja. Dzieci chłopów przeważnie wymierały i w ten sposób osiągnięto pogodę nieporuszonej Katolickiej harmonii socjalnej. Dziś, w epoce „recydywy saskiej” grawitacja do „bieguna tomistycznego”, oprócz łoża madejowego – pauperyzacji, działa jeszcze samą jej grozą, wyzwalając czynnik psychiczny – chęć uchronienia swego potomstwa od niesamowitej nędzy istnienia, poprzez zabiegi ograniczające urodzenia.

Jest jeszcze jedna bardzo ważna dziedzina bytu narodowego, gdzie szczególnie daje się odczuć zanik prężności demograficznej – tą dziedziną jest armia. Już od lat dochodzą do nas alarmy z komisji poborowych. Na komisję staje materiał ludzi coraz gorszy i to do tego stopnia, że niedługo po 1940 roku zabraknie pełnego kontyngentu rekruta, pomimo znacznego obniżenia wymagań dla „A” kategorii zdrowotnej.

Najwyraźniejszym symptomem cofania się demograficznego Polski odrodzonej, który zwiastuje nam bliskość kresu demograficznego jest właśnie skarlenie i upadek tężyzny fizycznej młodych pokoleń. Że skarlenie i niedorozwój fizyczny ma miejsce, pisano już o tym i na łamach prasy codziennej i w publikacjach np. gen. Kutrzeby.

Z cyfr, które przytoczyliśmy, a jeszcze bardziej z danych komisji poborowych wynika niezbicie, że o ile życie polskie potoczy się dotychczasową koleją, kres demograficzny ku któremu konsekwentnie zdążamy jest już bardzo bliski i przypadnie mniej więcej w pobliżu roku 1950. Jako drugi wniosek nasuwa się uparcie stwierdzenie faktu, że w życiu Polski odrodzonej nie ma sił które by sprzyjały rozwojowi demograficznemu narodu – odwrotnie, widać wyraźnie, że wyzwolona w okresie krzepiącej niewoli, lawina demograficzna narodu, toczy się jeszcze swoim bezwładem, ale jest coraz skuteczniej hamowana w bagnie naszej rzeczywistości.

Tak się przedstawia zagadnienie demograficzne Polski w rzucie historycznym. Pozwalamy sobie zwrócić jeszcze raz uwagę czytelnika na okresy przełomowe: koniec wieku XVI, okres po upadku Polski i okres po odzyskaniu niepodległości, są to bowiem okresy przełomowe dla rozwoju gospodarczego i politycznego Polski.

Postarajmy się krótko scharakteryzować te okresy, które taki decydujący miały wpływ na bieg naszej historii.

Do połowy wieku XVI nurt historii Polski toczy się tymi samymi torami jak innych narodów zachodu, do których bardzo zbliżyliśmy się kulturalnie, a bodaj prześcignęliśmy gospodarczo, osiągnęliśmy szczyt rozwoju, możliwy dla nas w epoce średniowiecza. Stary system kulturalny średniowiecza się przeżył i wyczerpał swoje możliwości w kierunku przetwarzania świata i stwarzania nowych możliwości rozwojowych. Stał się systemem form skamieniałych.

Przyszła reformacja i tchnęła świeży powiew życia w narody, rozwalając mroczne mury średniowiecza. Stworzyła nowe możliwości i nowe drogi rozwoju, dla tych, którzy nią zostali ogarnięci. Cywilizowany świat podzielił się na dwa obozy – średniowieczny, gdzie zapanowała reakcja katolicka i drugi obóz narodów ogarniętych nowym prądem, którego życiowa dewizą była wytężona praca i trud pokoleń, asceza „skutecznego powołania zawodowego”. Wiemy jak odmiennymi drogami potoczyła się historia tych narodów. Polska z Włochami i Hiszpanią i na długo jeszcze Francją znalazły się po drugiej stronie bariery – w średniowieczu. Zwycięstwo reakcji katolickiej oznaczało tym szczelniejsze zamknięcie drzwi przed wszelkimi przejawami nowego życia.

Jednocześnie w Polsce dokonał się olbrzymi, a fatalny w skutkach proces skatoliczenia całej szlachty, a z nią wszelkich dziedzin życia społecznego i politycznego. W Polsce katolicyzm sięgnął najgłębiej w naród właśnie poprzez szlachtę, którą właściwie wyniósł do roli decydującego czynnika w państwie, darząc ją przedtem własnym światopoglądem i skutecznym z wzajemności wypływającym poparciem. W ten sposób nastąpiło włączenie się katolickiego światopoglądu w masę biologiczną polską, co wyraziło się utożsamieniem katolicyzmu z polskością, a Polska stała się jedną wielką parafią rzymską. Życie zbiorowe urabiane na modłę duchową typu personalistycznego zaczęło szybko wyradzać się i zamierać. W ciągu zaledwie dwóch pokoleń na przełomie wieku VI i XVII ukształtował się już charakterystyczny typ Polaka personalisty o postawie wegetatywnej, typ całkiem bierny z wolą minimum egzystencji, w stosunku do życia zbiorowego, społecznego i politycznego. Taki typ, który był odbiciem przeciętnej zdecydował o losach narodu. Bardzo szybko nastąpiło obniżenie stopy materialnej – objawy nadkonsumpcji, upadek i zubożenie miast i chłopstwa, stąd i szlachty, następnie upadek kulturalny. Jako nieunikniona konsekwencja za zubożeniem i upadkiem kulturalnym musiał przyjść kres demograficzny, który trwał tak długo dopóki stary krąg kulturalny i gospodarczy nie został zdeformowany przez nowe, bujniejsze życie, ale już z niepolskiej gleby. Stało się to niestety dopiero po utracie niepodległości.

Dzięki zetknięciu z wyższymi formami życia w organizmach, do których zostaliśmy wtłoczeni, nastąpiło częściowe rozsadzenie mechaniczne otoczek personalistycznego życia obywateli powszechnego związku religijnego. Na pierwotną glebę życia polskiego przybyły pierwsze jaskółki kapitalizmu w postaci rękodzielników, rzemieślników, następnie większą falą przedsiębiorców przemysłowych – kapitanów przemysłu, wszystko to element obcy, energiczny, wychowany w purytańskiej szkole kapitalizmu. Zaczęły powstawać przedsiębiorstwa rękodzielnicze, potem przemysłowe – fabryki, do pracy przyjmowano ludzi już z kraju, początkowo jedynie jako siłę roboczą, następnie urzędników. Powstały szkoły zawodowe i stąd nowy zastęp ludzi wciągany został w szybki wir nowego życia, słowem mechanizm życia gospodarczego został wprawiony w żywszy bieg, chociaż motor był poza narodem. Powstały nowe źródła pracy i zarobku – nowe źródła zbytu dla wsi, możliwości odpływu ludności ze wsi do miast lub zagranicę w celach zarobkowych (Galicja – ok. pół miliona robotników sezonowych). Wszystko to spowodowało znaczne podniesienie się poziomu materialnego i kulturalnego narodu, a to już wystarczyło do wyzwolenia tej olbrzymiej lawiny demograficznej w wieku XIX o której mówiliśmy powyżej. Przyrost ludności był jednak znacznie szybszy niżby to wynikało z przyczyn które go wywołały – świadczy to jedynie o zdrowej etnicznie masie biologicznej Narodu.

Stwierdziliśmy poprzednio, że z chwilą odzyskania niepodległości nastąpił przełom w rozwoju demograficznym w sensie zahamowania. W poprzednich numerach udowodniliśmy, że taki sam przełom nastąpił w dziedzinie gospodarczej, która dążyła po linii degradacji (do bieguna tomistycznego) oraz w dziedzinie kultury (dążenie do bieguna atomistycznego).

W epoce saskiej byliśmy już raz najbliżsi ideałowi, ku któremu zdążamy zdeterminowani naszą postawą duchową – przeciętną społeczną; ideał ten nazwaliśmy katolicką harmonią socjalna. Dziś zdążamy bardzo szybko w tym samym kierunku. Widmo recydywy saskiej stoi tuż przed nami, a niedaleki kres demograficzny narodu jest jej najbardziej widocznym zwiastunem.
(cdn.) 

 


inż. Ludwik Zasada

1937 - 1939 © ZADRUGA Pismo Nacjonalistów Polskich
Redakcja projektu www.pnpzadruga.pl - Odolan z Gostynia
ontwerp en implementering: α CMa Σείριος