W poprzednich numerach „Zadrugi” sformułowaliśmy niektóre pojęcia ekonomiczne, mające swoje źródło w specyficznym kierunku rozwojowym naszego gospodarstwa. Możemy teraz spożytkować je do analizy pewnych koncepcji teoretycznych, które stają się aktualne. Mamy na myśli pracę p. Studentowicza pt. „Polityka gospodarcza państwa”, wydanej nakładem „Polityki” w roku ubiegłym. Praca ta może służyć, naszym zdaniem, jako dowód rozbieżności pomiędzy nurtem rzeczywistości, w świadomości podmiotów w tej rzeczywistości czynnych.

„Polityka gospodarcza państwa” jest sumiennie opracowanym studium o metodach i środkach, którymi posługuje się państwo w stosunku do życia gospodarczego, chcąc osiągnąć swoje cele.

Można by się zapytać: którego państwa? Autor tej sprawy nie roztrząsa. Poza ogólnymi uwagami o państwach bogatych i ubogich, wydaje się, iż system przez p. Studentowicza podawany może być stosowany w każdym państwie. Wynika to z typowego anglosaskiego pojmowania zagadnień gospodarczych. Jako rzecz oczywistą przyjmuje się, iż gospodarstwo jest dynamiczne, znajduje się w rozwoju, przebywa poszczególne fazy wzrostu. Z chwilą, gdy postęp techniczny doprowadza do zaniku system gospodarstwa wolnokonkurencyjnego, musi wkroczyć państwo, by usuwać przerost, zahamowania i zniekształcenia nieodłączne od gospodarki związanej, tak właściwej fazie późnego kapitalizmu.

Wszystko to zgodne jest z prawdą, gdy mamy na myśli Anglię, Stany Zjednoczone, co jednak ma wspólnego z gospodarstwem polskim, którego ewolucja przedstawia się całkiem odmiennie?

Gospodarstwo polskie z momentem, gdy znalazło się na wolności grawituje nieodparcie ku ”biegunowi tomistycznemu”, który jest zaprzeczeniem wszelkiego wzrostu i rozwoju. Zilustrujmy to cyframi.

Wskaźniki produkcji przemysłowej  (rok 913 = 100)

  1913 1928 1932 1936
Świat bez Rosji Sowieckiej 100 137 91 138
Stany Zjednoczone Ameryki Północnej 100 159 92 149
Polska 100 91 48,7 65,5

 

Cyfry powyższe nasuwać mogą pewne refleksje. Jedną z nich będzie uczucie niepewności, czy aby zespół środków polityki gospodarczej, wyrosły na podłożu potężnie rozwijających się systemów, będzie pasował do gospodarstwa polskiego? Czy narzędzie polityki gospodarczej wyszlifowane w Stanach Zjednoczonych przyda się na coś w Polsce?

Drugą refleksją byłoby przypuszczenie, iż rozwój gospodarczy Polski nie jest jakimś „błędem”, „spóźnieniem” lecz czymś różnym jakościowo, a jednocześnie prawidłowym.

W tym przypadku polityka gospodarcza doskonale spełniająca swoje zadanie w Stanach Zjednoczonych, będzie mocno nie na miejscu w warunkach polskich. Uparte jej stosowanie znakomicie powiększy chaos w którym żyjemy. Staniemy wówczas przed komicznym zjawiskiem, iż wszyscy będą wyklinać zjawiska naszego życia np. etatyzm, on zaś jak upiór stać będzie przed oczyma, kpiąc z uroczystych egzorcyzmów, rządu, sfer naukowych, opinii publicznej, sfer gospodarczych itd. Do kwestii etatyzmu w Polsce jeszcze wrócimy, wyjaśniając istotne sprężyny, które go czynią w życiu polskim czymś najzupełniej normalnym.

Podstawą rozumowania p. Studentowicza jest stwierdzenie ewolucji w ustroju gospodarczym od wolnej konkurencji do systemu cen związanych: „ustrój wolnokonkurencyjny jest ustrojem wybitnie przejściowym. Postęp techniczny, wymagający dla realizacji swych zdobyczy coraz potężniejszych kapitałów, zacieśnia ustawicznie krąg konkurujących ze sobą jednostek gospodarczych”.

Stąd też rola interwencjonizmu państwowego polega... „na usuwaniu wyzysku, jaki powstaje przy sposobności likwidacji wolnej konkurencji przez prywatną inicjatywie pewnych grup interesów, posiadających przewagę nad innymi grupami”... (str. 18).

Tak więc interwencjonizm państwowy jest w wysokim stopniu funkcją ogólnego rozwoju gospodarczego, postępującego wzrostu techniki i koncentracji kapitałów. Zmiany w formach interwencjonizmu wynikają z przeobrażeń struktury gospodarczej tj. postępu techniki i koncentracji kapitałów. Wraz z koncentracją kapitałów rośnie znaczenie polityki gospodarczej państwa, której zadaniem staje się usunięcie niebezpieczeństw wypaczeń strukturalnych.

Narzuca się pytanie następujące: czy w Polsce odbywa się proces rekonstrukcji gospodarstwa dzięki „postępowi technicznemu i koncentracji kapitałów”? Postęp w tych dziedzinach jest zazwyczaj wykładnikiem rozmachu wytwórczego; tabliczka wyżej podana powstrzyma być może niektórych od zbyt pochopnego przytaknięcia. Trzeba być wiernym uczniem polskich profesorów ekonomii politycznej, by nie widzieć ogromnego procesu dekapitalizacji, stopniowego wyniszczania odziedziczonych inwestycji, nieubłaganego cofania się ku prymitywizmowi technicznemu. Państwo ze względów obronnych czyni rozpaczliwe wysiłki przeciwstawienia się tej ewolucji, dzięki czemu wielu nosi bielmo na oczach, mogąc w każdej chwili wskazać tę lub inną fabryczkę, gdzie „panie dzieju mamy najnowocześniejsze urządzenia!”

Obliczenia dokonane przez B. Cywińskiego w dziedzinie naszego przemysłu ujawniają rzeczy, nad którymi, sądzę, warto się zastanowić.

Wynika z nich bowiem, iż w latach 1928-32 przemysł tracił 2,3% wartości inwestycji rocznie; w latach następnych tj. 1932-36 strata przeciętna wzrosła do 5,3% rocznie wartości ogólnej kapitałów zainwestowanych. W ostatnich paru latach „koncentracja kapitałów” wyraziła się w cofnięciu inwestycji w sposób następujący: przemysł metalowy (budownictwo maszynowe) uległ dewastacji o 41%, mineralny o 31%, naftowy o 31%, górniczy o 19%, węglowy o 17% itd. Pokrywa się to poniekąd z obliczeniami Kaleckiego i Landuana o dochodzie społecznym. Tak jest we wszystkich ważniejszych działach gospodarstwa, wyjąwszy może radiofonię i flotę morską, które stworzono na nowo.

Mamy więc do czynienia z dwiema liniami rozwojowymi, całkowicie rozbieżnymi. Nie sądzę więc, by polityka gospodarcza państwa w obu wypadkach miała zasady wspólne. Istota zagadnienia tkwi niezmiernie głęboko. U podstaw gospodarstwa znajdziemy zawsze człowieka. Otóż gospodarstwo narodowe będzie takie, jaki jest profil duchowy przeciętnej społecznej. Przeciętna społeczna, stanowiąca fundament gospodarstwa angielskiego czy też amerykańskiego jest najzupełniej różna od pozornie takiej samej przeciętnej społecznej w Polsce. Zasadniczym błędem jest wartościowanie jednego, stosując kryteria drugiego. Oba są jakościowo różne, stanowią układy kulturalne zamknięte, nieporównywalne. Postawa gospodarcza Polaka, określona przez „Zadrugę” jako „wola minimum egzystencji” nie jest wynikiem błędu czy też jakiejś wady. Wymyślanie na „bierność” należy do nonsensów. Jest ona wyrazem pewnego ideału kulturalnego, jakościowo odrębnego. Anglik chcąc być w zgodzie ze swymi ideałami życiowymi, musi być aktywny w życiu gospodarczym; Polak chcąc osiągnąć to samo, działa według zasady „woli minimum egzystencji”. Nic więc dziwnego, że gospodarstwo Anglosasów ujawnia gwałtowny wzrost, gdy natomiast gospodarstwo polskie grawituje do kresu, w którym panuje prymitywizacja metod produkcji, stabilizacja wszystkich czynników gospodarczych, a więc kapitału, ludności, organizacji, na niezmiennym poziomie czyli razem – biegun tomistyczny.

Omawiając istotę postępu gospodarczego, wymienia p. Studentowicz tzw. niesporne czynniki postępu gospodarczego: będą mówi (obok innych): „inicjatywa prywatna, podział pracy, wiedza techniczna, możliwość obiektywnej kalkulacji i porządek społeczny” (str. 45-46).

W ten sposób dotknął p. Studentowicz jeden z najbardziej zasadniczych problemów ekonomicznych. Od czasu J. Clarka istnieje w ekonomice podział na statykę i dynamikę. Statyka polega na dążności wszystkich elementów rynku do uzyskania równowagi; osią jej jest problem wartości i ceny. Dynamika daje się ująć raczej jako sfera badań nad zmianami zachodzącymi w czynnikach produkcji tj. ludności, techniki, organizacji, potrzeb, kapitału i psychologii gospodarczej. Podział ten stał się koniecznością gdy stwierdzono, iż zmiany w poszczególnych czynnikach produkcji bynajmniej nie wywołują, dających się przewidzieć zmian w reszcie nieładu gospodarczego. Wzrost ludności bynajmniej nie musi wywołać postępu technicznego, jak to pierwotnie przypuszczano (Chiny, Polska). O zmianach w czynnikach produkcji, a więc i o postępie gospodarczym (jako szczególnej konstelacji zmian), decyduje duchowa postawa ahedonistyczna pewnych jednostek. Istnienie takiego typu jednostek jest związane z typem duchowym danej zbiorowości. One to (w warunkach gospodarki liberalnej) tworzą i stosują nowe kombinacje, wyzyskują przeobrażenia o poszczególnych czynnikach. Nowe kombinacje techniczne i organizacyjne, narzucają istniejącą równowagę, wywołując cały szereg skutków, (np. zmniejszenie kosztów wytwarzania, rentę przedsiębiorcy, akumulacji kapitału itd.). Z punktu duchowego „angielskości” wyrastał ów „dynamiczny przedsiębiorca”, który nie był sam, lecz był czymś powszechnym w mechanizmie społecznym dzięki czemu istniała elastyczność struktury gospodarstwa społecznego, płynność form, zdolność rozwoju i postępów. Czy u nas można o czymś podobnym mówić?

Gdy jednak usiłuje się dopatrzeć treści identycznych to powstać musi sytuacja podobna do tej, gdy do klatki lwa zamyka się pinczera, a publiczność stojąca przed klatką wyczekuje potężnego ryku króla puszczy. Sądzić należy, że dziwić się będzie skomleniu, które usłyszy; nie wiadomo jednak czy zaważy to na jej wierze o tym, iż w klatce znajduje się „lew” nie zaś pinczerek. Opinia polska wierzy, że jeśli „inicjatywa prywatna”, przejawi się, to choćby była polskim pinczerkiem („wola minimum egzystencji”) ryczeć będzie jak amerykański lew.

Czy nie powstaje tu zjawisko, iż do klatki lwa zamyka się pinczerka, dzięki czemu polityka nigdy nie doczeka się potężnego ryku władcy puszczy, a tylko zwyczajne psie skomlenie? Będzie się więc szukać „błędu” i tu i tam.

W Polsce odrodzonej rozpoczął się żmudny proces „recydywy saskiej” polegający na dążności do ponownego urzeczywistnienia straconej na jedno stulecie harmonii. Przejawami tego procesu są: stopniowa prymitywizacja techniczna, organizacyjna (ciążenie ku gospodarce naturalnej) wyniszczanie kapitałów i wyższych form produkcyjnych, załamanie rozpędu demograficznego z czasów „niewoli”. Gzy się wnikliwiej spojrzy na dzieje ubiegłego dwudziestolecia, aż podziw bierze, jak dalece był prawidłowy przebieg. Jak na razie przebyliśmy część drogi. W pełni zrealizowany „biegun tomistyczny” znajduje się w dali przed nami. Wydaje mi się, iż najprawidłowiej zarysowaną wizję „bieguna tomistycznego” dał A. Doboszyński w swej „Gospodarce Narodowej”.

Jak już pisał inż. L.Z. Poprzednio w artykule pt. „Złudy kryzysów”, „etapy grawitacji do bieguna tomistycznego, są etapami degradacji”.

Występuje niższość potencjału politycznego Polski i istotne zagrożenie państwa. Próbuje się wówczas temu zaradzić. Ponieważ wielki przemysł jest koniecznym warunkiem obronności, państwo w najwyższym stopniu jest zainteresowane w utrzymaniu go przy życiu. Odziedziczone po zaborcach „oazy wysokiego poziomu produkcyjnego” muszą być utrzymane ze względów pozagospodarczych. Cała polityka gospodarcza Polski Odrodzonej jest nastawiona w tym kierunku. Struktura polskiego gospodarstwa w lwiej części zawdzięcza swój aktualny stan olbrzymiemu systemowi działań nastawionemu na ten cel.

Mamy tu ścieranie się dwóch linii rozwojowych zdążających w kierunkach przeciwnych:
1. grawitacja do bieguna tomistycznego, jako wynik typu aktywności gospodarczej milionów Polaków, postępujących zgodnie ze swymi ideałami kulturalnymi (wola minimum egzystencji),
2. świadome działanie zorganizowane, aktywnych elementów politycznych, usiłujących w danych warunkach (stworzonych przez grawitację do bieguna tomistycznego) przeciwstawić się rozwieraniu „nożyc potencjałów zewnętrznych”.

Z tej sprzeczności wyrosła „ideologia państwowa” i jej przeciwstawienie się „ideologii narodowej”, system polityczny od r. 1926, formy ustrojowe, polityka gospodarcza itd.

Centralne problemy polskiego gospodarstwa leżą w zgoła odmiennej płaszczyźnie. Najbardziej precyzyjny gmach myśli zbudowany na założeniach odbiegających od istoty zagadnienia czyni go w znacznym stopniu bezprzedmiotowym.

Z tej zasadniczej rozbieżności, rzeczywistości i wyobrażeń o niej, płyną olbrzymie konsekwencje.

Bezprzedmiotowymi stają się rozważania o interwencjonizmie państwowym, skądinąd bardzo interesujące. Tyczy to również warunków realizacji interwencjonizmu, stanowiących końcową część pracy p. Studentowicza.

Kroczenie łatwą drogą „pozytywnych wskazań” nie zawsze prowadzi do „pozytywnych wyników”. „Pozytywne wskazania” należy rozpoczynać od poznania istoty rzeczy.

Tego u nas w Polsce się nie lubi. Starsza polityka jest zawsze łatwiejsza...

 

Jan Stachniuk

1937 - 1939 © ZADRUGA Pismo Nacjonalistów Polskich
Redakcja projektu www.pnpzadruga.pl - Odolan z Gostynia
ontwerp en implementering: α CMa Σείριος