W drugim numerze „Zadrugi” umieściliśmy hasło: "Nacjonalisto! Czytając uważnie literaturę katolicką znajdziesz wytłumaczenie otaczającej Cię polskiej rzeczywistości. Słowa te przyszły mi na myśl, gdy czytałem wstępny artykuł pt. „Potęga czy doskonałość” w jednym z ostatnich numerów miesięcznika „Rodzina Polska”, wydawanego przez księży Pallotynów. Artykuł ten stara się wyjaśnić, co to jest idea narodowa polska i jakie powinny być cele naszego narodu. „Po co ma być państwo potężne, na co zdobywanie niepodległości, jaki najwyższy cel, dla którego Polska musi być chroniona i rozwijana?” Oto pytania, jakie stawiają autorzy artykułu. I odpowiadają wyraźnie: „potęga lub obrona państwa, państwo samo jest nie celem samym w sobie, lecz środkiem do celu daleko ważniejszego, jakim jest osiągnięcie doskonałości wewnętrznej przez człowieka, żyjącego w państwie...” „Bo jeśli celem człowieka jest wewnętrzny rozwój osobowości, to wszystkie formy życia społecznego... winny mu służyć”. „Celem narodu zewnętrznym jest służba idei sprawiedliwości międzynarodowej i stanie na jej straży; celem wewnętrznym jest wytworzenie takich form i warunków, ...by każdy członek narodu miał jak najlepsze warunki osiągnięcia doskonałości wewnętrznej (podkreślenie „Rodziny Polskiej”).

Potęga czy doskonałość?! Cóż za dziwaczne, zdawałoby się, przeciwstawienie, zwłaszcza, gdy jest ono rezultatem dociekań na temat istotny idei narodowej polskiej. Idea narodowa w powszechnym tego pojęcia rozumieniu jest to idea wielkości narodu, wielkości tak materialnej, jak i duchowej, jedna bowiem bez drugiej istnieć nie może.

Czyż można nazwać potężnym naród, który wskutek zmuszających go do tego stosunków zewnętrznych posiada (w dużym stopniu za pożyczone pieniądze) nawet dość silne uzbrojenie, który jednak jest w pełni rozbrojony moralnie, poszczególni bowiem członkowie jego w pogoni za chimerą doskonałości wewnętrznej: piękno ideału nigdy nie osiągalnego, jak to jest z każdym ideałem – nie dbają zupełnie o potrzeby społeczeństwa – narodu.
Tę sprzeczność rażącą między etyką katolicką – etyką ideałów, a etyką interesu narodowego, czyli etyką idei uwypuklił i uzasadnił świetnie Zygmunt Balicki w swym „Egoizmie narodowym wobec etyki”. Pisze on m.in.: „Etyka ideałów, względna w swej istocie, niezdolna wytworzyć poczucia obowiązku powszechnego, rozbija społeczeństwo pod względem moralnym, wprowadza w nie chaos i anarchię duchową; wytwarzając sytuacje bez wyjścia, wbija się w serca i mózgi, sieje niepokój i rozterkę wewnętrzną, rozstrój i histerię, denerwuje ogół i tworzy z niego typ bez charakteru. W pogoni za doskonałością ludzie przestają być dobrymi członkami społeczeństwa, w pogoni za cnotą przestają należycie wypełniać swe obowiązki osobiste i obywatelskie. Nie są to zaiste podstawy, na których dałby się oprzeć odrodzenie moralne narodu!”

Innego zdania są publicyści katoliccy w Polsce (nie wątpimy zresztą, że i w innych państwach). Ci usiłują wmówić w siebie i co gorsza w swych, niestety tak licznych czytelników, że treścią idei narodowej polskiej powinno być umożliwienie jednostce osiągnięcie doskonałości wewnętrznej. Czymże zatem do licha ma się różnić idea narodowa polska od francuskiej, hiszpańskiej, chińskiej czy abisyńskiej. Czemuż dawać jej przymiotnik „narodowa”, gdy jest ona przecież „jednostkowa”. I po cóż w ogóle potrzebne jest państwo, naród?... Przecież te formy życia społecznego utrudniają, ba uniemożliwiają osiągnięcie przez jednostkę doskonałości wewnętrznej, (tak jak ją pojmują ks. Pallotyni i im podobni). Piękna to doskonałość (z ich punktu widzenia), gdy podczas wojny jednostki 0 żołnierze, pojedynczo i w masie mordują się bez pardonu, używając w tym celu najbardziej wyszukanych sposobów. Oto doskonałość poprzez gwałcenie przykazania „nie zabijaj”. A nawet podczas pokoju, któryż to organ państwowy reprezentuje litość i miłosierdzie chrześcijańskie, chyba nie egzekutorzy i komornicy, nie prokuratorzy, sędziowie śledczy, policja; a może „Kasy Chorych”, tak „błogosławione” przez maluczkich organy opieki społecznej.

Dmowski – w okresie najwyższego rozwoju swego umysłu- w „Podstawach polityki polskiej” tak ujął stosunek jednostki do narodu: „ta etyka (narodowa) pozwala zmniejszyć lub nawet zniszczyć dobrobyt , spokój i szczęście dzisiejszego pokolenia, jeżeli poświęcenie go jest potrzebne dla utrzymania ciągłości narodowego bytu, dla ocalenia tego, co nam pozostawiła przeszłość, dla rozwoju tego bytu w przyszłości”.

O ile przytoczone poglądy Balickiego i Dmowskiego sprzed z górą 30 laty, stanowią esencję myśli nacjonalistycznej, wypływają z rzetelnego ujęcia istoty idei narodowej, o tyle podporządkowanie wszystkiego dążeniu do doskonałości wewnętrznej jednostki niewątpliwie jest ideą anarodową, aspołeczną. Niestety pogląd ks. Pallotynów nie jest odosobniony. Gdy jednak u wydawców i redaktorów „Rodziny Polskiej” jest to objaw wytłumaczony, musi on razić, gdy wypowiadany jest przez ludzi młodych, nadających sobie nazwę nacjonalistów; fakt taki miał niedawno miejsce na zjeździe Związku Polskich Korporacji Akademickich, gdzie w uchwalonej rezolucji szumnie obwołano się nacjonalistami o etyce chrześcijańskiej. Czyż nikt z was, poczciwi korporanci, nie pomyślał o tym, co za dziwoląg wyszedł z tego połączenia? Doprawdy słuszność ma p. Stanisław Strzetelski, gdy, pisząc o nacjonalizmie w „Kronice”, zastrzega się, że „nie każdemu można wierzyć na słowo, gdy słyszymy wyznanie: „jestem nacjonalistą”. Tylko po przeczytaniu jego artykułu, jakże identycznego z artykułem ks. Pallotynów, doszliśmy do wniosku, że i autorowi tych słów nie możemy uwierzyć na słowo, wprost przeciwnie uznać go musieliśmy za personalistę. Zgadzamy się z p. Strzetelskim, że „oprócz prawdziwych (po co ten przymiotnik: albo jest ktoś nacjonalistą, albo nie) nacjonalistów, jest wielu takich, którzy przyznając się do nacjonalizmu, po prostu świadomie kłamią. Inni mylą się i używają niewłaściwego terminu dla określenia swej wiary politycznej”. Tylko naszym zdaniem, na jednych i na drugich oddziaływał jeden silny czynnik. Obserwujemy mianowicie, jak narody, żyjące ideologią nacjonalistyczną, szybko kroczą ku wyżynom wszechstronnego rozwoju. Otóż nasi domorośli „nacjonaliści”, chcieliby w prostocie swego umysłu i serca, by Polska też weszła na ową drogę do wielkości, z tym jednak zastrzeżeniem, by ich personalizm nie ucierpiał, a więc, żeby wielkość z nieba im spadła. Dzisiejsza wzmożona atrakcyjność idei nacjonalistycznej jest przyczyną, że do niej przyznają się nawet ci, którzy życiem swym i uczynkami stale składają dowody, iż nie obudził się w ich duszy instynkt narodowy. (W dniach szczęścia Austrii nawet żydzi przypinali sobie swastykę).

Etyka chrześcijańska udziela każdemu grzesznikowi odpuszczenia popełnionych win, pod warunkiem „żalu za grzechy i mocnego postanowienia poprawy”. Etyce narodowej to nie wystarcza. Każde zło, zdziałane przez jednostkę, pozostawia ślady i powoduje poważne konsekwencje już poza jego sprawcą i odpokutowanie przezeń krzywdy wyrządzonej własnej duszy z punktu widzenia zbawienia wiecznego nie oznacza jeszcze zlikwidowania owych szkodliwych dla społeczeństwa konsekwencji. Dlatego musimy przyznać wyższość i większą skuteczność etyce narodowej, gdyż ma ona charakter bezwzględny i nie uznaje przebaczenia za krzywdę, wyrządzoną bezpośrednio czy pośrednio narodowi. Zdrajca, choćby najdotkliwiej odcierpiał swoją winę, w pamięci narodu pozostanie zawsze przeklętym, bez względu na to, czy żywił żal za grzechy czy nie.

 

Jerzy Lechowski.

1937 - 1939 © ZADRUGA Pismo Nacjonalistów Polskich
Redakcja projektu www.pnpzadruga.pl - Odolan z Gostynia
ontwerp en implementering: α CMa Σείριος