System pomajowy

W poprzedniej części artykułu wyłożyliśmy ogólne zasady „ideologii państwowej”. Z kolei łatwo nam będzie w ich świetle rozpatrzeć fragment naszej najnowszej historii tzw. stosunki pomajowe od roku 1926 r. Istota tego okresu kryje się za gęstą zasłoną drugorzędnych, choć może barwnych, zdarzeń. Tylko opanowawszy myślowo mechanizm naszej historii lat 1600 – 1950, jesteśmy zdolni pojąć istotę tego co się dzieje w Polsce od 1926 roku. Ponieważ na łamach „Zadrugi” wyłożyliśmy tylko część ogólnej teorii rozwoju wewnętrznego Polski w czasokresie 1600-1950, więc też możemy na razie, wyjaśnić stosunki po roku 1926, tylko w pewnym aspekcie.

POLSKA W LATACH 1918-1926.
Odzyskując straconą niepodległość polityczną w r. 1918 posiadaliśmy jako naród pewien zdecydowany profil.

Działanie mechanizmu polskiej ideologii grupy sprawiało, iż typ „przeciętnej społecznej” był duchowo określony. System religijny poprzez instytucję kościoła (Powszechnego Związku Religijnego z siedzibą w Rzymie) dopadł każdego przychodzącego na świat Polaka i urabiał od kolebki jego postawy wobec bytu. Miał w swym niepodzielnym władaniu system wychowawczy i idee ogólne. Od przełomu w końcu XVI w. naród polski, a raczej Wielka Parafia Polska wytworzyła tylko jedną ideę ogólną; ideę wolności, personalizmu, wykwitającą z ducha katolicyzmu. Jeden z najbardziej dynamicznych motorów nowoczesnych dziejów – świadomość narodowa nie uniknęła tegoż losu. Świadomość narodowa polska, to nic innego jak tylko świadomość grupowa terytorialnego związku religijnego, spełniającego zadania zlecone przez centralę; kulminuje ona w wyobrażeniu Polski jako „przedmurza chrześcijaństwa”. To samo z dziedziną języka, literatury, sztuki i filozofii i nauki. Piszemy się więc bez zastrzeżeń na twierdzenie, iż polskość i katolicyzm są to rzeczy identyczne.

Gdy jednostka od wewnątrz w ten sposób urobiona, koleją rzeczy, próbuje następnie uporządkować świat zewnętrzny w ten sposób, by harmonizował do zorganizowanej duszy zbiorowej, czyli polskiej ideologii grupy. Spełnienie tego zadania dało nam epokę saską. W roku 1918 miliony Polaków próbują urządzić rzeczywistość polską według swych najgłębszych skłonności: przystępują więc do budowy form życia politycznego i gospodarczego. Innymi słowy, moglibyśmy to określić w sposób następujący: ciąg harmoniczny w czasie niewoli zredukowany do sfery życia duchowego (kościół, system wychowawczy, idee ogólne, świadomość narodowa, literatura, język, filozofia „narodowa”, sztuka i nauka), dąży do skompletowania swoich brakujących ogniw w świecie zewnętrznym, tj. w polityce i gospodarstwie.

Przypomnieć tu musimy artykuł Banasiaka z poprzedniego numeru „Zadrugi” pt. „Wiek XIX w dziejach Polski”. Udowadnia się tam, iż w tych dwóch sferach życia (polityka i gospodarstwo) panowały obce wpływy, które w sposób mechaniczny, dokonały zniekształceń w aparacie duchowym „przeciętnej społecznej”, dając w wyniku nową odmianę personalizmu; cechą tego personalizmu była pewna laicyzacja, lewicowość i konsumpcyjność, ogólniej – lewy personalizm. Oprócz tego „wiek XIX” dał nam poważny zastrzyk sił żywotnych w postaci poważnego dorobku gospodarczego, aparatury wytwórczej i wyzwolenia się lawiny demograficznej która przez stulecia spoczywała w martwym punkcie.

W tej konstelacji rozpoczął urzeczywistniać się ciąg harmoniczny w swych dwóch wariantach – prawym i lewym. Omówienia tej kwestii dokonał Piotr Zimnicki na innym miejscu. Możemy więc tylko podkreślić prawidłowość w ciążeniu do katolickiej harmonii socjalnej, wyzwoloną w Polsce od 1918 r. Zdawało się niektórym umysłom, iż odżyły dawne „błędy”, gdy w rzeczywistości odbywał się całkiem normalny rozwój, zdeterminowany przez motor duchowy, umiejscowiony w duszy zbiorowej narodu, w „przeciętnej społecznej”. Ponieważ sam mechanizm tego rozwoju nie mógł być dostrzeżony (art. „Fikcje błędów i wad” w 2 nr „Zadrugi” z r. 1937), przerażenie budziły tylko zewnętrzne jego objawy, a raczej skutki końcowe, dające się zaobserwować zmysłami, wymierzyć na skali wielkości materialnych. Były to etapy ciążenia do katolickiej harmonii socjalnej przyjmujące postać anarchii, sejmokracji, partyjniactwa, warcholstwa, personalizmu, upadku gospodarstwa itp.

Rozgardiasz lat 1918-26 był spotęgowany konstelacją warunków zastanych w 1918 roku: 1) przeludnieniem kraju wywołanym lawiną demograficzną, zbudzoną w „prosperity” niewoli XIX w., 2) ścieraniem się prawego i lewego personalizmu, 3) istnieniem oaz wysokiego poziomu produkcyjnego. Elementy powyższe z chwilą rozpoczęcia działania ciągu harmonicznego (tj. degradacji) ogromnie wzmogły powikłania, dzięki czemu prawidłowość procesów i ich analogia do epoki poprzedzającej czasy saskie uległa przysłonięciu.

W ciągu tych kilku lat, życie polskie z wielką szybkością odrzucało formy, w których znajdowało się w czasie niewoli. Personalizm w swej lewej i prawej postaci raptownie realizował formy życia społeczno-politycznego według swego wewnętrznego wzorca. Prąd ten idący z dołu organizował się na prawej stronie w ugrupowaniach katolicko-narodowych z endecją na czele i na lewicy w partiach radykalnych z P.P.S., „Wyzwoleniem” i innymi. Znamy krytykę tych form politycznych z partyjniactwem, sejmokracją itd. Analogicznie w gospodarstwie. Odpadły w znacznym stopniu te czynniki, które pomyślność gospodarstwa Królestwa Kongresowego i zaboru pruskiego stworzyły. Okazało się, iż oazy wysokiego poziomu produkcyjnego (ciężki przemysł, przetwórczy) są bardzo słabo związane z podłożem polskim, są czymś obcym. Nie ukazywała się żadna tendencja, która wskazywałaby, iż gospodarstwo narodowe rozwija się w kierunku stopniowego zasymilowania, wchłonięcia oaz wysokiego poziomu produkcyjnego. Rynek wewnętrzny nie zdradzał jakichś gwałtownych tendencji rozwojowych co świadczyło o tym, iż miliony podmiotów gospodarczych pracują niezmiennie w dawnych tradycyjnych łożyskach, bez chęci torowania nowych dróg, co z zasady stanowi o postępie gospodarstwa społecznego. Ujawniała się raczej prymitywizacja, tak dogadzająca „woli minimum egzystencji” milionów Polaków i powolna grawitacja do bieguna tomistycznego.

 

FORMOWANIE SIĘ CIĄGU REFORMI-STYCZNEGO.
Każdy umysł zdolny do objęcia całości stosunków polskiego życia zbiorowego odczuwać musiał troskę. Postawa „odruchu spłoszonej błogości” stawała się wspólna czołowym jednostkom wszystkich ugrupowań polityczno-ideowych sprzed roku 1926. Widmo „nożyc potencjałów zewnętrznych” budziło te same skojarzenia u przywódców „Wyzwolenia”, działacza P.P.S., „Piasta”, Endecji, N.P.R-u.

Im bardziej komplikowały się stosunki po 1918 r. tym bardziej rosło natężenie „odruchu spłoszonej błogości” w ramach ugrupowań ideowo-politycznych ciągu harmonicznego. Stopniowo dojrzewał w umysłach poszczególnych jednostek „ciąg reformistyczny”, na razie jako postawa duchowa, Stawała się ona coraz powszechniejsza.

Oprócz powszechności „odruchu spłoszonej błogości” istniała inna jego cecha, polegająca na tym, iż teorie tłumaczące proces degradacji Polski lub „przyczyny upadku” miały wspólny mianownik. Jak wiemy, polska ideologia grupy trwająca dzięki mechanizmowi przekazywania treści tradycyjnych (kościół, system wychowawczy, idee, świadomość narodowa, język, literatura, sztuka) miała swój ośrodek w sferze duchowej. Przeciętna społeczna, ukształtowana przez owe treści tradycyjne, traktować je musiała jako „własne”, absolutne i najlepsze, nie mogła zatem ustosunkować się do nich w sposób krytyczny. Były dla niej przedmiotem dumy. Dzięki temu nie mogła się zrodzić świętokradcza myśl, iż przyczyny degradacji Polski tkwią w tym co wyznacza osobowość duchową narodu, w jego najwyższych ideałach. Zagadnienie powyższe rozpatrywaliśmy gdzie indziej.

Miało to olbrzymie skutki dla nauki historii. Skoro istotny motor degradacji pozostał w sferze „tabu”, myśl badawcza zejść musiał na bezdroża szukania „błędu”. W ciągu 150 lat ustalił się więc „naukowo” udowodniony pogląd, iż przyczyn upadku Polski szukać należy w degeneracji ustroju politycznego. Właśnie ten skaleczony pogląd na istotę dziejów Polski, stał się platformą myślową, na której bazować się rozpoczął dojrzewający w poszczególnych umysłach „ciąg reformistyczny”. Wokół tej fikcji grupowały się jednostki, z ładunkiem „odruchu spłoszonej błogości”.

Ciąg harmoniczny od r. 1918 był zróżnicowany na lewicę i prawicę. Przedział pomiędzy nimi sprawił, iż kumulacja jednostek z odruchem spłoszonej błogości odbywała się równolegle na obu biegunach, pomimo opisanej wyżej wspólnego charakteru.

W szeregach poszczególnych partii politycznych znajdujemy przed rokiem 1926 ciągle rosnąca liczbę jednostek, przeświadczonych o konieczności „naprawy Rzeczpospolitej”. Usiłują one oddziaływać na programy swych stronnictw w ten sposób, by zostały uwzględnione punkty główne ogólnej teorii „naprawy ustroju”. Ruch ten odbywa się równolegle we wszystkich większych partiach politycznych. W łonie endecji i jej przybudówek zaznacza się to poprzez wzmożone sugestionowanie się wzorami faszyzmu włoskiego, na lewicy zaś podobny proces odbywa się pod innymi hasłami. Mechanizm tego procesu opisywaliśmy w pierwszej części artykułu w poprzednim numerze „Zadrugi”.

 

ZWYCIĘSTWO CIĄGU REFORMISTY-CZNEGO.
Istniały liczne dane, by można było snuć przewidywania, iż ciąg reformistyczny jako postawa duchowa, będzie przez dalsze dziesięciolecia gnieździł się w zakamarkach ciągu harmonicznego, na próżno usiłując dojść do głosu. Stało się inaczej. Zdecydował o tym czynnik nie dający się ująć w ramy przewidywań teoretycznych: wybitna jednostka. Tą wybitną postacią która przesunęła rygle historii jest Józef Piłsudski. Ciąg reformistyczny miał w nim swojego najwybitniejszego przedstawiciela. Rola J. Piłsudskiego polega na tym, iż elementom ciągu reformistycznego duszącym się w opłotkach ciągu harmonicznego, otworzył drogę do pełnego przejawienia swych możliwości. W jednym z poprzednich numerów „Zadrugi” była mowa o periodycznie powtarzających się eksplozjach stłumionych przez panujący system duchowy (ideologię grupy) aktywności narodu. Ostatnia taką eksplozją były lata rewolucyjnych zamieszek 1904-5. Katolicka harmonia socjalna była w tym czasie tak mocno roztrawiona przez obce życie (kapitalizm, zachodnie systemy światopoglądowe), że najaktywniejsze elementy narodu znajdowały się na zewnątrz jej zasięgów. Była to akcja Piłsudskiego w ramach PPS. Nic więc dziwnego, że najaktywniejsze elementy tego pokolenia znajdowały się w szeregach lewicy, będąc jednocześnie przodownikami „ciągu reformistycznego”. Jak już o tym mówiłem wyżej, proces recydywy saskiej w latach 1918-26, ogromnie zaognił stosunki w kraju. Chylenie się ku upadkowi oaz wysokiego poziomu produkcyjnego, pauperyzacja, bezrobocie, lawina duszącego się na wsi ludu, sprawiały, iż rosło napięcie wewnątrz ciągu harmonicznego, zróżnicowanego na obozy lewego i prawego personalizmu. Były to antagonizmy zastarzałe. Piłsudski korzystając ze swych wpływów na lewicy, postanawia ten antagonizm wykorzystać. Dokonując zamachu wojskowego, jednocześnie rzuca lewicę przeciw prawicy. W dniach majowych lewica jest przekonana, iż zwyciężyła obóz reakcji wspierając Piłsudskiego. Przypomnieć można akcję PPS i po jej komendą stojące związki zawodowe, szczególniej kolejarzy, którzy tak zaważyli na przebiegu wypadków majowych w r. 1926. Dojście Piłsudskiego do rządów oznaczało opanowanie przez elementy „ciągu reformistycznego” decydującej dźwigni – aparatu państwowego. Wkrótce po tym nastąpiło rozczarowanie lewicy polskiej. Następna faza rozwoju polega na koncentracji elementów „ciągu reformistycznego” wokół zasadniczej swej dźwigni – państwa. Wizja „koniecznych potrzeb państwa” (aprioryczne postulaty antynożycowe) które muszą być spełnione, rysuje się jako luźny zbiór problemów, ze sobą nie powiązanych. Przeciwstawić im można tylko zasoby i możliwości znajdujące się w Polsce. Dysponowanie tylko możliwościami, sposób użycia, zależy od dźwigni, którą jest sprawny aparat państwowy. Ażeby aparat państwowy był sprawny musi mieć solidne zaplecze w społeczeństwie. Do kogo więc można apelować? Do tych, którzy są duchowo związani z „ciągiem reformistycznym”. W danej chwili tkwią oni we wszystkich partiach. Trzeba ich stamtąd wyciągnąć, skupić w jeden hufiec. Tak powstaje koncepcja Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem.

 

ETAPY ROZWOJOWE CIĄGU REFORMI-STYCZNEGO.
Ponieważ polska nauka historii ustaliła pogląd, iż przyczyna upadku państwa mieści się w osłabieniu władzy państwowej i zaniku rządu, działania reformistyczne od r. 1926 są przede wszystkim skierowane na reformę ustroju politycznego. Leżą przede mną wynurzenia jednego z profesorów z r. 1929, udowadniającego, iż wzmocnienie władzy prezydenta, zapewniające ciągłość rządów, uporządkowanie wzajemnego stosunku izb ustawodawczych na modłę Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej wywołać musi w Polsce tempo rozwoju gospodarczego też podobne do tempa amerykańskiego.

Ażeby tę reformę utrwalić mobilizuje się elementy „ciągu reformistycznego” w szeregach B.B.W.R. Ściąga się je ze wszystkich partii politycznych. Towarzyszą temu niezliczone rozłamy, secesje, tak, że po paru latach mamy z jednej strony elementy ciągu reformistycznego w czystej, chemicznej postaci, z drugiej zaś ciąg harmoniczny, wyczyszczony z jednostek o silniejszym ładunku „odruchu spłoszonej błogości”, a tym samym z większą pewnością ewoluującego według swych wewnętrznych praw. Rychło okazać się musiało, iż sprawny rząd nie jest tą dźwignią, która miała wystarczyć do realizacji „ogólnych potrzeb państwa”.

Pomimo koncentracji władzy i ciągłości rządu, spodziewany rozwój w dziedzinie i kultury nie następował. Nie tylko nie następował rozwój w „tempie amerykańskim” ale z roku na rok stwierdzano stałe cofanie się Polski w rodzinie narodów cywilizowanych. Pomimo iż w ciągu harmonicznym zrobiono wyrwę, wyłączywszy zeń aparat państwowy, nie zahamowało to jego ogólnej ewolucji ku katolickiej harmonii socjalnej. Zachodziła więc konieczność, narzucana przez bieg życia, sięgać w głąb procesów gospodarczych i kulturalnych, by „wadliwości” prostować.

Interwencjonizm państwowy szybko ogarnia gospodarstwo, próbuje przeciwstawić się tendencjom, które ono żywiołowo okazuje. Toż samo w innych dziedzinach. Wtłaczając jakiś przebieg życia w uplanowane łożysko, staje się przed koniecznością poprawienia ogniwa poprzedzającego i tak coraz dalej w głąb. Umysł praktyków w końcu gubi się w tych wertepach skomplikowanych związków. Nie może być dostrzeżona ta najprostsza , iż polityka państwa, w dziedzinie gospodarstwa i kultury, może ułatwić przebiegi, usunąć przeszkody przed prądem życia, lecz nie jest zdolna tego prądu stworzyć. Młyn wodny może być zaopatrzony w najlepsze turbiny i urządzenia, pozwalające na najlepsze wyzyskanie strumienia płynącego potoku wody, nie potrafią one jednak zastąpić całkowicie siły tego potoku. Nawet najlepsze spożytkowanie możliwości tkwiących w ciągu harmonicznym nie pozwoli nam zamknąć „nożyc potencjałów zewnętrznych”. Do takiego wniosku nieprędko się u nas dojdzie. O ile pierwszym etapem ciągu reformistycznego było usprawnienie aparatu państwowego, to drugi polegał na ogarnianiu coraz dalszych ogniw ciągu harmonicznego i usuwanie z nich „błędu” poprzez odpowiednie korygowanie. Odbiło się to na wszystkich działaniach, a ze szczególną wyrazistością w gospodarstwie. Wykraczając poza ramy tematu, możemy przewidywać etap, który nastąpi w przyszłości. Ponieważ dotychczasowe zasięgi w ciąg harmoniczny nie skorygowały jego przebiegów tak by nastąpiło jakieś wyraźniejsze uaktywnienie życia polskiego, praktyczny umysł dojdzie do wniosku, iż stało się to tylko dlatego, że nie ujęto całego życia w ramy systemu; ogniwa które dziś jeszcze nie są korygowane przez „system korekcyjny” są przyczyną niepowodzenia całości. Etap ku któremu zdążamy, wiąże się z wizją „systemu korekcyjnego, który obejmie całość życia narodowego, w jakiś ogromny plan; nazwać by go można było „planizmem”.

Ciąg reformistyczny, posługując się aparatem państwowym, musi pokonywać opór stawiany przez rzeczywistość wyrosłą z ciągu harmonicznego, musi łamać opór postaw personalistycznych, zorganizowanych w partie polityczne, dokonywać przesunięć w równowadze społeczno-gospodarczej itd. Koniecznym się staje posiadanie bazy społecznej, służącej jako rezerwuar sił dla dokonywania poszczególnych zadań państwowych. W momencie znajdowania się na pierwszym etapie, tj., gdy tworzono podstawy systemu politycznego w latach 1928-1930 ramieniem społecznym ciągu reformistycznego był B.B.W.R. Dla istnienia systemu sprawnych rządów, ciągłości linii politycznej, oparcie to było wystarczające. Hasło współpracy z rządem, niezbyt szeroko pojmowanej, przyciągało ludzi w których ludzi istniał „odruch spłoszonej błogości”. Natężenie jego nie potrzebowało być wielkie. Dzięki temu tkwiąc w ciągu harmonicznym przeważająca częścią swej istoty, jednostka mogła bez większych konfliktów wewnętrznych należeć do B.B.W.R. Czyli ciągu reformistycznego. Konflikty zaczęły występować dopiero wówczas gdy ciąg reformistyczny zaczął coraz bardziej ogarniać i korygować sferę życia zamkniętą w ciągu harmonicznym. Wówczas B.B.W.R. Okazało się niewystarczające. Należało więc stworzyć platformę n której skupią się jednostki o wyższym natężeniu „poczucia państwowego” o wyższym natężeniu „odruchu spłoszonej błogości”. Jesteśmy tu w punkcie najognistszych bojów pomiędzy ciągiem harmonicznym i reformistycznym. Poszerzenie tej platformy odbyć się mogło tylko poprzez głębokie przesunięcia w umysłowości jednostek. Rychło okazało się, iż opór psychiczny stawiany przez ciąg harmoniczny żyjący pod postacią wyobrażeń w umyśle „przeciętnej społecznej” był zbyt wielki. Ustabilizowało to granice obu ciągów przechodzącą przez społeczeństwo polskie, stwarzając równowagę równoznaczną z marazmem. Reżym sanacyjny w pewnej chwili próbował naruszyć tę równowagę w ten sposób, iż chciał połączyć oba ciągi, nie dostrzegając, iż zadanie to zawiera wewnętrzną sprzeczność. Koncepcja „ozonu” wynikała ze stwierdzenia następującej głębokiej sprzeczności: postawa „odruchu spłoszonej błogości” jako tworzywo duchowe ciągu reformistycznego, została wyeksploatowana tak dalece, iż o pozyskaniu znaczniejszej ilości ludzi tj. wyrwania ich z ram ciągu harmonicznego nie było mowy. Rozbudowa oparcia w społeczeństwie na tej drodze była wysoce utrudniona. Z drugiej strony zakres zadań jakie stanęły przed reżymem uległ ogromnemu rozszerzeniu; przystąpiono do następnego, nieuniknionego etapu, polegającego na korygowaniu coraz dalszych ogniw ciągu harmonicznego.

Możemy to zilustrować drobnym przykładem: ażeby utrzymać przy życiu upadające oazy wysokiego poziomu produkcyjnego (przemysł) należało zapewnić im rentowność, oznaczało to przerzucenie ich ciężaru w dół, za pomocą systemu kartelowego, podatkowego, kredytowego; ostatecznie ciężar ten spoczął na barkach wsi i jej ludności. Pogłębiło to pauperyzację wsi i bez tego już wielką. Skutek tego uwidacznia się w niepokojach, zagrażających ładowi społecznemu. Pociąga to za sobą dalsze konsekwencje polityczne itd. i itd.

Należało więc zdobyć nowe siły dla rozwiązania tych trudności. Próbowano ominąć tę sprzeczność poprzez połączenie obu ciągów tj. kurs na prawicę. Powstawała złuda, iż Polska wkracza na tory „totalizmu”. Było to wielkie nieporozumienie. Istotą „totalizmu” jest głęboki, idący od dołów prąd duchowy, niosący ze sobą wielkie aktywności, ogromne świeże energie. U podstaw jego leży nowy ideał moralny, zasadniczo przeciwstawny istniejącemu; z tej przeciwstawności wytryska wola zniszczenia rzeczywistości społecznej, istniejącej i urzeczywistnienia własnej wizji imperialnej. Stąd wynika gwałtowne napięcie antagonizmu w stosunku do odwiecznie panującego typu cywilizacji (rewolucyjność komunizmu, hitleryzmu).

Totalizm pojmowany jako omnipotencja państwa jest tylko fragmentem, polegającym na brutalnym zniszczeniu oporów stawianych przez poprzedzający typ cywilizacji (choćby w przeżytkach dawnej świadomości), oczyszczaniem drogi dla nowego życia. Jakże komiczne wydać się musi widowisko, które oglądamy – ciąg harmoniczny w swej prawej katolickiej postaci, traktowany jako rewolucyjny typ moralny, dążący do realizacji swej oryginalnej wizji – recydywy saskiej. A jednak tej złudzie ulegano u nas powszechnie. Ani ciąg harmoniczny ani reformistyczny nie reprezentują odmiennych typów kulturalnych, ani zadatków nowej, rewolucyjnej moralności, na której miałby być wzniesiony gmach jakiejś nowej cywilizacji. Motorem jednego jest chęć powrotu do straconego ideału epoki saskiej, nazywając to często bardzo szumnie, drugiego – odruch spłoszonej błogości. Przyszłość rysuje się jako nieustanne wahanie się pomiędzy sugestionowaniem „pracy dla realizacji koniecznych potrzeb państwowych”, a projektami połączenia z ciągiem harmonicznym w lewej lub prawej postaci. Ewolucja ciągu reformistycznego w kierunku ujęcia całego życia społecznego w ramy „systemu korekcyjnego”, „planizmem”, stwarza przesłanki do pewnego zbliżenia się ku lewej gałęzi ciągu harmonicznego. Jest to kwestia bliskiej przyszłości.

 

Jan Stachniuk.

1937 - 1939 © ZADRUGA Pismo Nacjonalistów Polskich
Redakcja projektu www.pnpzadruga.pl - Odolan z Gostynia
ontwerp en implementering: α CMa Σείριος